Sakra ty vole

Skończyłem w ostatni weekend „Przebiegum Życiae” Czerwińskiego. Zajęło mi to ze dwa tygodnie, bo ostatnimi czasy ciężko mi znaleźć ciągły blok czasu dłuższy niż paręnaście minut – ponadto w tym samym czasie czytałem dwie książki (druga to „W północ się odzieję” Pratchetta – jak skończę, nie omieszkam rzucić paru słów) – tak więc moje czytanie przypomina ostanio technologię pakietowej transmisji danych (GPRS), w której zamiast długich, ciągłych bloków, strumień danych dzieli się na małe kawałki i transmituje te małe kawałki w krótkich odstępach, w wolnych slotach czasowych. Bez jakiejkolwiek gwarancji zachowania szybkości transmisji.

No ale udało mi się, w sobotę wieczorem przeczytałem ostanią stronę – dziś parę słów o książce.

Zacznę od dupy strony, czyli od tylnej okładki. Zgodnie z zapowiedzią, książka ta jest opowieścią o polskiej emigracji w Irlandii, pisana językiem z dużą ilością anglicyzmów (to tak apropos mojego niedawnego posta o nowomowie), w stylu Vonneguta i Kafki.

Kafki nie znam, ale Vonneguta mam przerobionego od deski do deski i za cholerę nie widzę podobieństwa. Natomiast mogę ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że książka była pisana pod silnym wpływem „Mechanicznej pomarańczy” – niektóre akapity są jakby żywcem wyrwane z Burgessa. Nie wiem, zamierzony to efekt czy nie, ale chwilami czułem lekkie deja vu.

Uwaga. Dalszy ciąg zawiera fragmenty fabuły. Jeżeli lubisz czytać dalsze ciągi zawierające fragmenty fabuł, zapraszam do lektury.

Fabułę da się opowiedzieć w 3-4 zdaniach, ponieważ nie jest ona najważniejszym elementem książki a stanowi tylko podstawę do ukazania polskiej i irlandzkiej rzeczywistości w bardzo krzywym zwierciadle.

Główny bohater powieści to Gustaw. Gustaw ma coś ze 40 lat, kochającą rodzinę i fajną pracę w Warszawie – jako członek kadry zarządzającej średniego szczebla w dużej korporacji. Gustawowi ktoś podkłada świnię, traci pracę. Próbuje znaleźć inną pracę ale mu nie wychodzi. W małżeństwie też mu się nie układa. Po rozwodzie, bez pracy, przejada ostatnie oszczędności. Sprzedaje auto (za bezcen). Któregoś dnia idzie na lotnisko i kupuje bilet do Dublina – w jedną stronę. W Irlandii próbuje znaleźć pracę na stanowisku dyrektorskim, ale nie udaje mu się. Stopniowo redukuje swoje CV aż wreszcie po paru miesiącach udaje mu się dorwać pracę w fabryce (produkującej bliżej nieznany asortyment) jak robotnik fizyczny najniższego szczebla – i tak mu zostaje do (prawie) końca książki. Po drodze próbuje pisać (i sprzedać – bez sukcesu) scenariusz filmu o kontynuacji przygód Małego Księcia.

W międzyczasie poznaje 14 lat od siebie młodszego Konrada, z którym się zaprzyjaźnia. Na samym końcu Gustaw znika, pozostawiając Konrada z listem i scenariuszem. W ostatniej scenie następuje niejakie pomieszanie, ponieważ wychodzi na to, że Konrad to tak naprawdę Gustaw, ale jakby nie do końca. Grubymi nićmi szyte podobieństwo do „Dziadów”.

Siłą tej książki nie jest fabuła (oklepana jak koński zad) tylko język (autor włożył sporo wysiłku w niepoprawność językową) oraz sposób pokazania wad obydwu nacji (polskiej i irlandzkiej).

W kwestii języka książka na początku zniechęca, ponieważ nie jest pisana ani po polsku, ani po angielsku – tylko takim jakby międzyjęzykiem zbudowanym głównie z polskiego, angielskiego oraz paru wtrąceń z innych języków (głównie czeski i francuski). Moje ulubione to tytułowe „sakra ty vole” (odpowiednik angielskiego „fuck you dude”), które pochodzi z czeskiego (a nie, jak byłem przekonany przez większość książki, z francuskiego). Po przeczytaniu paru pierwszych stron człowiek się „osłuchuje” z językiem i ta „dziwność” przestaje przeszkadzać.

Podsumujmy:
Na plus:
– Niebanalna językowo. „Roysh” mnie urzekło, pamiętam to nieszczęsne „roysh” z autopsji, chwilę mi zajęło zanim załapałem cóż to za cudak.
– Opisuje losy emigracji irlandzkiej, a więc jakby trochę i moje (Gustaw zabiera ze sobą na start 3,000€ – dokładnie taką samą kwotę miałem w kieszeni jak postawiłem swoją brudną nogę na irlandzkiej ziemi po raz pierwszy).
– Świetnie oddana (choć trochę przejaskrawiona, ale o to chodzi) mentalność polska i irlandzka, w różnych przekrojach wiekowych i klasowych.
– Czerpie garściami z Burgessa, którego lubię.
– Trick ze zmianą narracji (do pewnego miejsca narracja odbywa się w trzeciej osobie – a potem narratorem jest Konrad, już w pierwszej osobie)

Na minus:
– Banalna fabuła (która ma marginalne znaczenie, ale jednak kłuje).
– Większość zachowań Gustawa sugeruje, że jest on wrażliwy i inteligentny – jednak czasem (i to na trzeźwo!) zachowuje się jak debil – brak spójności postaci czyni ją chwilami mało wiarygodną.
– Odwołania do Dziadów (których nie cierpię).

Gdybym miał książce wystawić ocenę, dostałaby mocne 6 (w skali dziesięciostopniowej). Ale ponieważ byłaby to ocena wysoce subiektywna, nie zrobię tego.

Acha, prawda. Książka jest wyposażona w autograf z dedykacją, co daje jej +1 do fajności. A więc tak naprawdę byłoby mocne 7 – ale nie będzie 😉

Wracam do Pratchetta. Jak czas pozwoli, za parę dni będzie kolejna recenzja.

Ta joj.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Sakra ty vole"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
valdie68
Gość

Dzięki. Czyli zwykła grafomania wedle oczekiwań, w przeciwieństwie do tego co Ty popełniasz 😉

Ciekawe co ten Pratchett nowego napisał?

valdie68
Gość

I jak możesz nie znać Kafki? To już wiesz co czytać w kolejnych lukach czasoprzestrzennych. Jakby Orwella czy Lema nie znać…

agnieszka_sto
Gość

A tak poza tym koledzy, czytajac tyle, szybko oslepniecie. Przy moim ograniczonym budzecie bedziecie musieli wybierac – dla kogo laryngofon, a dla kogo okulary :)))

Przepraszam, ze ten wpis nie jest tak gornolotny, jak wpisy przedmowcow, ale tez (o ile dobrze pamietam) to nie forum dla Filomatow i Filaretow. 🙂

wpDiscuz