Spin, Syn i Serce

spinsynserce

Dzisiejsza recenzja będzie raczej nietypowa. Albowiem dotyczyć będzie trzech różnych książek, z których jedną już niedawno opisywałem, drugiej – nie dokończyłem, a trzecią ledwie co zacząłem.

Zaczniemy od części słabszej, czyli „Syna” Jo Nesbo. Powieść okrzyknięta przez większość jedną z najlepszych pozycji tego pisarza, do mnie nie trafiła. I to do tego stopnia, że nie odsłuchałem więcej, niż godziny audiobooka.

Co prawda nie dotarłem do samego gęstego, czyli momentu, w którym główny bohater (Sonny Lofthus, heroinista) wreszcie wychodzi z więzienia, jednak w tym przypadku intuicja podpowiedziała mi, że nie warto.

Może się myliła, nie wiem. Ale nie odpowiada mi przydługi i nudnawy sposób prowadzenia akcji. Książka trafiła na zatłoczoną półkę „Może, kiedyś”.

Ponieważ to już druga z kolei negatywna recenzja Nesbo na blogu xpil.eu, dla równowagi pochwalę się, że zacząłem słuchać „Pancernego serca” tego samego autora – i tu od razu wielki pozytyw. Pierwsza scena stawia włoski na karku, opisuje bowiem bardzo nietypowo – i bardzo okrutnie – przeprowadzone morderstwo – i to z perspektywy samej ofiary. Aż dreszcze przechodzą. A potem mamy Harry-ego Hole, który po akcji z „Bałwanem” postanawia zrobić sobie urlop od życia – i to taki permanentny. Składa wypowiedzenie, przeprowadza się do Hongkongu – i znika. Próbuje go odszukać koleżanka z Wydziału Zabójstw – udaje jej się nawet wpaść w Hongkongu w tarapaty, z których wyciąga ją Hole. Udaje jej się również – choć początkowo wydaje się to niemożliwe – przekonać Harry-ego, żeby wrócił do kraju. Słucha się tego naprawdę dobrze – w odróżnieniu od dwóch poprzednich książek Nesbo, tu będzie pozytywna recenzja, czuję to w kościach. Magicznym proszkiem wydaje się więc być sama postać Harry-ego…

Na zakończenie – Spin, powieść, którą już opisywałem (jakieś dziesięć dni temu), i która dostała ode mnie najwyższe noty, chociaż wtedy byłem dopiero w połowie. Wczoraj wreszcie udało mi się ją skończyć. I co? I nic, noty pozostają nadal najwyższe, jest to bowiem jedna z najciekawszych powieści SF, jakie miałem przyjemność czytać ostatnimi czasy. Pokazuje, jak bardzo maleńcy jesteśmy w Kosmosie – i to zarówno z perspektywy przestrzeni, jak i czasu. Pokazuje też, że ludzkie życie ma jednak sens – chociaż bardziej jako cywilizacja, niż poszczególne jej jednostki. A na samym końcu otwiera bramę (dosłownie i w przenośni) do drugiej części, zatytułowanej „Axis”. Którą to drugą część już czytam i zapowiada się równie interesująco, co pierwsza…

Reasumując dzisiejszy wpis: Nesbo bez Harry-ego jest jak ryba bez roweru (czyli bessęsó), za to Wilson ze swoją trylogią to jedno z najciekawszych odkryć SF naszego stulecia – gorąco polecam.

Na zakończenie wyjaśnię jeszcze, jak to ostatnio jest u mnie z tymi książkami. Otóż niedawno zmieniłem pracę (jak to mam we zwyczaju…), w związku z czym kompletnie pozmieniało mi się z dojazdami. Przedtem wsiadałem w tramwaj i po prostu jechałem – a więc miałem całkiem sporo czasu na czytanie – a teraz większość porannego czasu spędzam za kierownicą, czyli pozostają mi wyłącznie audiobooki. Stąd taka ilość Nesbo w ostatnich moich recenzjach. Natomiast drogę pieszą z parkingu do pracy, której pokonanie zajmuje mi (w jedną stronę) około piętnastu minut, poświęcam na czytanie oczyma. Czyli Kindle. Tak więc przez cały czas mam „rozgrzebane” co najmniej dwie książki na raz, co ma swój niewątpliwy urok.

Tymczasem poranek zawitał w moje skromne progi, czas do hut, do fabryk. Miłego dnia!

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz