Andrzej Pilipiuk: „Reputacja” – recenzja

Nowy rok zaczynamy od recenzji!

W ramach konsumowania połowów z niedawnej urodzinowej promocji w Audiotece, odsłuchałem sobie ostatnio zbiorek opowiadań Andrzeja Pilipiuka pt. „Reputacja”.

Wrażenia?

Pozytywne,  a jakże!

Opowiadań jest {niepamiętamjużilealechybaokołopięciualbosześciu} kilka, część z nich dzieje się w czasach sprzed stuparudziesięciu lat, z doktorem Skórzewskim w roli głównej, a część w naszej polskiej współczesności – ale w tym samym świecie.

Wszystkich opowiadań już nie pamiętam, skończyłem słuchać kilka tygodni temu. Ale pamiętam niektóre.

Na przykład tekst o tym, jak dr Skórzewski odwiedza Bergen po wielu, wielu latach. Głównie po to, żeby być na zorganizowanej przez siebie konferencji medycznej, a trochę ze zwykłej, ludzkiej nostalgii.

Okazuje się jednak, że taka zwyczajna wycieczka zamienia się w śmiertelnie niebezpieczny pojedynek z…

A, nie powiem.

Z tej współczesnej części natomiast bardzo podobało mi się opowiadanie o szklanej kuli, w której dawno temu jakiś potężny mag zaklął hitlerowca. Kula jest jednocześnie bańką czasu i więzieniem. A potem… A nie, nie powiem 😉

I jeszcze to o starych szachach, na których szachownicy zapisano tajemniczą wiadomość, której odczytanie wymaga znajomości algorytmów poruszania się skoczkiem szachowym. A to tylko początek, bo potem… No, jak sobie poczytasz to się dowiesz 😉

Najsympatyczniejsze jest chyba to o cygańskim kociołku, który przechodził w pewnej rodzinie z ojca na syna, i to od wielu, wielu pokoleń, a potem gdzieś zaginął i teraz jeden z potomków próbuje go odnaleźć. Opowiadanie toczy się dwutorowo: w naszych czasach młody student próbuje kociołek namierzyć, przekopując się przez sterty dokumentów, spotykając się z ludźmi, którzy mogą coś jeszcze pamiętać i tak dalej, a w czasach przedwojennych śledzimy losy pewnej grupy cyrkowej zaraz na początku drugiej wojny światowej. Jak się to kończy? Przeczytaj sobie 😉

Słuchało się tego bardzo zacnie. Akcja jest szybka, nie brakuje elementów humorystycznych (główny bohater nie za bardzo radzi sobie w kontaktach damsko-męskich, co jest kanwą dla mnóstwa śmiesznych sytuacji), nie ma nudy. Jest za to ogrom szczegółowych informacji historycznych oraz bogate opisy konserwowania i odnawiania starych obrazów, dokumentów i innych przedmiotów.

Moja prywatna ocena: jakieś dziewięć i pół na dziesięć.

Polecam!

Sprawdź też

Wiedźmin, Deadpool et al. Recenzje po łebkach.

Pobieżne recenzje kilku niedawno przeze mnie skonsumowanych dzieł sztuki (a niewykluczone, że przy okazji też kultury)

„Virion. Obława” – recenzja książki

Drugi tom "Viriona" z imperium Achai jest wart grzechu.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: