Maszyna: recenzja

Prawie sześć tygodni zajęło mi przeczytanie książki “Maszyna” autorstwa Wiktora Żwikiewicza.

Dlaczego tak długo?

No cóż. Po pierwsze jak zwykle doskwiera mi brak czasu (żeby nie powiedzieć ironicznie: chroniczny brak czasu), a po drugie książka nie wciągnęła mnie na tyle, żebym chciał ją pochłonąć od deski do deski w dwa wieczory.

Impulsem do przeczytania książki był ten oto wpis na blogu Libroholik: http://libroholik.blogspot.ie/2016/10/wiktor-zwikiewicz-znowu-w-tarapatach.html

Pomyślałem sobie, że wypadałoby wesprzeć tak zacną postać. Facet, z tego co zdążyłem wyczytać w Sieci, ma raczej trudny charakter, ale za to pisze (lub przynajmniej pisał) dobre, solidne SF.

Niewiele myśląc wysupłałem z wirtualnej internetowej sakiewki parę groszaków i nabyłem “Maszynę”.

Jest to zbiór opowiadań, w żaden sposób ze sobą nie powiązanych fabularnie. Można więc ją czytać od końca, od środka czy też nawet – wersja dla zaawansowanych – od początku.

Opowiadania są… Hm, ciężko mi znaleźć dobre określenie. Nierówne? Niektóre mnie autentycznie wciągnęły, inne przepychałem przez oczodoły przez tydzień.

Nie będę teraz streszczał fabuł poszczególnych opowiadań, opowiem tylko ogólnie o wrażeniach jakie mam świeżo po lekturze.

Tradycyjnie już przypominam, że opisywane poniżej wady i zalety są absolutnie subiektywne i broń boziu nie mają na celu jakiegokolwiek reklamowania ani piętnowania.

Na plus:

  • Autor ma bardzo, bardzo bogate słownictwo i korzysta z tego bogactwa szczodrze.
  • Autor ma całkiem solidne podstawy teoretyczne w zakresie fizyki, kosmologii i paru innych nauk ścisłych. Dzięki temu opowiadania nie są bajeczkami typu StarTrek czy Gwiezdne Wojny, gdzie podróże z nadświetlnymi prędkościami zamyka się w czarnej skrzynce, nakleja się na nią słówko “warp” i przechodzi się nad tym do porządku dziennego; u Żwikiewicza każde opowiadanie to studium jakiegoś zjawiska, solidnie poparte prawdziwą fizyką, oszczędnie tylko domieszkowaną elementami fikcyjnymi.
  • Teksty są w miarę uniwersalne w takim sensie, że dobrze wytrzymują próbę czasu. Opisy większości opisywanych tam “fantastycznych” technologii do dziś brzmią “nowocześnie”, chociaż niektóre opowiadania były pisane pół wieku temu.

Na minus:

  • Trochę jak na mój gust zbyt wiele opisów przyrody. Jest to wprawdzie przyroda inna niż ziemska, ponieważ akcja większości opowiadań dzieje się w dalekim Kosmosie, ale i tak jest ich według mnie za dużo. Nie po to za młodu wykręcałem się w trzewiach machiny edukacji powszechnej od “Popiołów” czy “Nad Niemnem”, żeby teraz męczyć się lekturą wielostronicowych opisów piasków czy innych krajobrazów obcych planet. Zresztą Żwikiewicz nie jest jedynym znanym mi pisarzem, który tu grzeszy. Taki Stanisław Lem na przykład, w “Solaris” (a także we “Fiasku”) również zamieszczał długie i męczące opisy różnych frakcji skalnych i innych elementów krajobrazu.
  • Opowiadania są nieco zbyt mocno skoncentrowane na wnętrzu człowieka (w sensie psychicznym), a za mało w nich “twardego” SF. No ale to już jak kto lubi. Ja lubię jak się ganiajo po Kosmosie rakietamy i szczelajo laseramy, tu tego nie ma.
  • Spora część opowiadań kojarzy się trochę z psychodelicznymi klimatami Philipa K. Dicka. Nie zawsze do końca wiadomo, który kawałek wydarza się naprawdę, a który tylko się śni bohaterowi (albo jest mu zaimplantowany domózgowo przez jakąś machinę albo innego szalonego doktorka)
  • Niekorzystna proporcja akcji do rozważań filozoficznych o człowieku, sensie jego istnienia oraz jego miejscu we Wszechświecie. Niekorzystna, bo za mało tego pierwszego, a za dużo tego ostatniego.

W ostatecznym rozrachunku książkę jakoś przemęczyłem, ale dotarłszy do końca ostatniego opowiadania – szczerze się ucieszyłem.

Niemniej jednak nie wykluczam, że komuś może się “Maszyna” spodobać – proszę się więc nie sugerować pojedynczą recenzją, tylko spróbować samemu!


Zapisz się
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
5
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x