Potrójna recenzja: Lem (x1) + Kloos (x2)

Niedawno zachciało mi się przeczytać jeszcze raz moją ulubioną książkę Wieszcza czyli “Kongres futurologiczny”. Ponieważ jednak znam ją praktycznie na pamięć, tym razem postanowiłem nieco podnieść poprzeczkę i nabawiłem się wersji angielskiej, przetłumaczonej z polskiego przez Michaela Kandela.

Wrażenia?

O ile taka na przykład “Cyberiada” moim zdaniem nieco straciła na tłumaczeniu, tak “Kongres…” trzyma poziom od początku do końca. Głównie dzięki geniuszowi tłumacza, który bez problemu poradził sobie zarówno z Bombami Miłości Bliźniego jak też całą gamą farmaceutycznych neologizmów i żarcików pojawiających się hurtowo w dalszej części powieści.

Gdybym miał przetłumaczyć poniższe na angielski, poddałbym się na dzień dobry:

“Hedonidol, benefaktoryna, empatian, euforasol, felicytol, altruizan, bonokaresyna i cała masa pochodnych! Zarazem przez podstawienia grup hydroksylowych amidowymi syntetyzowano z tychże ciał furyasol, lyssynę, sadystyzynę, flagellinę, agressium, frustrandol, amokolinę oraz wiele jeszcze preparatów rozwścieczających z tak zwanej grupy bijologicznej (nakłaniały bowiem do bicia i znęcania się nad otoczeniem, tak martwym, jak żywym – przy czym prym miały wodzić kopandol i walina).”

Jeżeli chcesz namówić swoich angielskojęzycznych znajomych na Lema, ta książka będzie doskonałym “gateway drug” 😉


Po Lemie okazało się, że nie bardzo mam co czytać. Zajrzałem więc na swoje konto Amazon aby odkryć z zachwytem, że kurzy się tam od kilku miesięcy druga część “Palladium Wars” czyli “Ballistic“. No to sobie przeczytałem, odświeżając przy okazji wątki z pierwszej części (“Aftershocks“), której nota bene tutaj jeszcze nie recenzowałem. A szkoda, bo litera zacna.

Kloos ma dość rozpoznawalny styl i ciężko w jego książkach znaleźć coś nowego. Zmieniają się układy gwiazd i planet, nazwy i klasy statków kosmicznych oraz ich uzbrojenie i napędy, ale ogólny klimat pozostaje w zasadzie bez zmian: źli próbują coś ugrać lub komuś dokopać, dobrzy – przeciwstawić im się, po drodze mnóstwo latania po Kosmosie i szczelania się laseramy, czyli rozpierdziucha na całego. Jednak pomimo całej tej powtarzalności i rozpoznawalności czyta się to doskonale.

W “Ballistic” mamy trzy główne wątki: w jednym córka jednego z najbogatszych ludzi na świecie leci na sąsiednią planetę negocjować nowe warunki handlowe z dużym klientem, w drugim jej przyrodni brat robi za tłumacza na pokładzie pewnego niedużego (ale bardzo szybkiego) statku kosmicznego, którego załoga próbuje się wywiązać z intratnego acz nie do końca legalnego kontraktu, w trzecim wreszcie dwie szefowe lokalnej policji walczące jeszcze pięć lat temu na przeciwnych frontach próbują wspólnie rozwikłać dość niezwykłą zagadkę.

Jak to w tego typu opowieściach bywa wątki te, pozornie niezależne, splatają się gdzieś tam pod koniec w zgrabnym tangu wydarzeń; wszystko nagle zaczyna do siebie pasować i – zgodnie ze starą buddyjską prawdą – okazuje się, że rzeczy jednak nie są takimi, jakimi wydają się być.

Całą serię Palladium Wars bardzo polecam i niecierpliwie czekam połowy przyszłego roku, kiedy ma wyjść ostatnia, trzecia część.


Trzecią książką dziś prezentowaną jest miniaturka “Lucky Thirteen” autorstwa tego samego Marko Kloosa. Książeczka ta jest dodatkiem do serii “Frontlines” i szkoda, że da się ją przeczytać praktycznie w ciągu kwadransa.

Halley dopiero zaczyna swoją karierę pilota wojskowego i zgodnie z tradycją na swoją pierwszą prawdziwą misję bojową dostaje pojazd uznany za “pechowy”, w tym przypadku latadło klasy Wasp o wdzięcznej (i dźwięcznej) nazwie “Lucky Thirteen”. Co prawda na karoserii ma numer 5, ale plakietka serwisowa pokazuje numer zaczynający się i kończący trzynastką, w dodatku z sumą cyfr równą trzynaście.

Książka została wydana w 2013 roku, zapewne nieprzypadkowo.

Lucky Thirteen w swoich ostatnich dwóch misjach straciła 100% pasażerów i za każdym razem ciężko oberwała. Jednak jak wiemy Hailey jest pilotem natchnionym i udaje jej się ze starego Waspa wycisnąć siódme poty, dzięki czemu…

Nie, no nie będę teraz opowiadał całej książki 😉

Powiastkę czyta się na jednym długim oddechu – akcja goni akcję, wojskowe słownictwo świetnie pasuje do klimatu, tylko żeby trochę więcej tego było…

Nie żałuję żadnego z osiemdziesięciu sześciu centów zapłaconych za wersję na Kindle. Bardzo polecam.

Liczba słów w tym wpisie: 744

Sprawdź też

Broadchurch: szybka recenzja

Jeżeli lubisz dobre kryminały oraz Davida Tennanta, ale nie oglądałeś jeszcze “Broadchurch”, to polecam. Serial …

Toy Wars: recenzja

“Toy Wars” czytałem już kiedyś, dawno temu, z jakiejś pirackiej kopii. Tak, wstydzę się. Dlatego …

Zapisz się
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x