Nieoczekiwane spotkanie

Z racji wakacji, a także z racji posiadanego chwilowo na stanie osobowym rodziny dodatkowego gościa, postanowiliśmy wczoraj zawieźć owego gościa w jakieś fajne miejsce. Ponieważ pogoda była słoneczna i bezwietrzna, uznaliśmy, że plaża w Brittas Bay (opisywana przeze mnie niedawno, o, tutaj) nadaje się do tego niecnego celu znakomicie.

Jednakowoż będąc około pięciu kilometrów od Brittas Bay zaobserwowaliśmy dość powszechne w tej części Galaktyki zjawisko będące efektem wzmożonego osadzania się cząsteczek popularnego związku tlenu i wodoru wokół jąder kondensacji. Po naszemu, zaczęło padać, i to całkiem solidnie.

Niewiele myśląc zawróciliśmy ku naszemu domostwu, i w tym momencie z ust naszego gościa padło kluczowe pytanie:

– Czy po drodze jest jakiś kibelek?

Kwestia była dość paląca, do domu mieliśmy co najmniej czterdzieści minut, a wyglądało na to, że horyzont zdarzeń tego konretnego pęcherza rozciągał się maksymalnie na pięć do ośmiu minut. Natychmiast postanowiliśmy zmienić trasę i zamiast jechać autozdradą, pognaliśmy drogą wzdłuż wybrzeża, licząc optymistycznie na znalezienie jakiejś stacji benzynowo-toaletowej. Ewentualnie, jeżeli okazałoby się, że pływy ze sfery Schwarzschilda grożą rozerwaniem, jakiegoś krzaczka.

Żeby się nie zgubić (tej trasy nie znam), stwierdziłem, że wartałoby włączyć gps – ot tak na wszelki wypadek. Zjechałem więc na pobocze celem zamontowania nawigacji, kiedy to kątem oka zauważyłem, że mijające mnie z prawej strony auto hamuje gwałtownie, a następnie równie gwałtownie macha do mnie zawartością odnóży i odręczy wszystkich swoich pasażerów.

Któż to tak do nas machał?

Nasi sąsiedzi, okazało się. Też wpadli na pomysł jazdy do Brittas Bay, też ich złapał deszcz i też postanowili przejechać się trasą wzdłuż wybrzeża (jednakże nie z przyczyn toaletowych, a turystycznych, bo trasa ciekawsza).

Jak już sobie pomachaliśmy i podziwiliśmy się jaki to ten świat mały, zacząłem się zastanawiać jakie właściwie jest prawdopodobieństwo, że dwie mieszkające po sąsiedzku rodziny spotkają się na trasie, 50 kilometrów od domu – bez wcześniejszego umawiania się. Wyszło mi, że niewielkie. Gdybyśmy zamiast Brittas Bay wybrali, dajmy na to, Sally Gap albo Hollywood, gdyby nie pęcherz, gdyby nie deszcz, gdyby nie moja nieznajomość trasy, a także tyle samo lub nawet więcej gdybów po stronie sąsiadów, do spotkania nie doszłoby.

Tym razem zakończyło się na śmiechu. Jednak historia pokazuje, że takie przypadkowe zdarzenia mogą mieć daleko idące skutki. Kuchenka mikrofalowa, klej cyjanoakrylowy (tzw. „superglue”), penicylina i parę innych epokowych wynalazków, powstały całkiem niechcący…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Nieoczekiwane spotkanie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

Kiedyś mieszkałem 60 km od Dublina i pewnego dnia musiałem pojechać do centrum załatwić jakieś sprawy. Pod hotelem Wynns spotkałem gościa, z którym wtedy mieszkałem i rano tego dnia po śniadaniu powiedzieliśmy sobie cześć. Okazało się że akurat wysłali go na kurs safe passa do Wynnsa. Przechodziłem koło tego hotelu jak on wyszedł na papierosa na przerwie. A gdyby nie palił, to byśmy się nie spotkali 😉

wpDiscuz