Jakość i psiakość

In Samo życie by xpil0 Comments

Znajomy nabył jakiś czas temu fajne auto. Była okazja, nowy samochód (przebieg: 400 km), z salonu, bardzo wysokiej klasy, renomowanej niemieckiej marki, cena opuszczona o ładnych kilka tysięcy Jerzych względem nowego, no nic tylko kupować.

Przejechawszy około trzech i pół tysiąca kilometrów zauważył, że przy listwach okiennych zaczęły pojawiać się jakieś dziwne białe plamki. Ponieważ auto na gwarancji, znajomy myk do serwisu, a tam mu tłumaczą, że musiał myć auto jakąś ostrą chemią i stąd te plamki.

Dodam teraz, że znajomy ów jest maniakiem motoryzacji, co dwa tygodnie spędza popołudnie w garażu pucując i dopieszczając auto, i nie jest to jego pierwszy ani nawet drugi samochód tej klasy, więc zna się na rzeczy, a ostatnie co by zrobił to użycie jakiejś szkodliwej chemii do mycia auta. Zresztą, gdyby nawet, to plamki pokazałyby się wszędzie a nie tylko przy dwóch listwach.

Tak czy siak, usłyszawszy wersję pracownika salonu oraz dowiedziawszy się, że to nie będzie objęte gwarancją, uderzył spieniony do szefa tegoż salonu z wielkim ryjem. Szef go natychmiast ładnie przeprosił, obiecał, że listwy zostaną wymienione w ramach gwarancji. Dali mu zastępcze auto a po tygodniu zadzwonili, że sprawa załatwiona, listwy wymienione a auto do odebrania.

Odebrał auto, wrócił do domu, patrzy, a tam przy jednej z listew (listw?) ślady dźgania śrubokrętem – ewidentnie ktoś spartaczył robotę i w efekcie uszkodził powłokę lakieru na drzwiach.

Kolega pojechał więc po raz drugi do tego samego salonu, pokazał co i jak i poprosił o wymianę drzwi. Tym razem już bez większych ceregieli dali mu auto zastępcze, a po kolejnych dwóch tygodniach zaprosili po odbiór. Drzwi, istotnie, wymienione na nowe. Tym razem okazało się jednak, że zakładając drzwi jakiś baran uszkodził (a konkretnie: złamał) osłonę głośnika. Werdykt salonu: głośnik do wymiany. Auto zastępcze…

Przy kolejnym odbiorze auta, już z wymienionym głośnikiem, okazało się, że ekran centralnego komputera jest lekko porysowany. Ponadto, kluczyki, które znajomy zostawił w salonie, a konkretnie breloczek od tychże kluczyków, został połamany. Pracownik salonu tłumaczył się, że wkładał breloczek do sejfu i mu się złamał, ale że nie zamierza za to płacić, no bo każdemu się mogło zdarzyć.

Kolega mój, ledwie już żywy ze zdenerwowania, zadzwonił tym razem do centrali firmy w Niemczech i złożył oficjalną skargę na salon. Piętnaście minut później pan z salonu oddzwonił do niego zapraszając go na rozmowę. W czasie tejże rozmowy przeprosił serdecznie za uszkodzony brelok oraz zwrócił koszty (parę stówek, ale żadna to pociecha, bo to był breloczek robiony na indywidualne zamówienie i był raczej nie do odtworzenia), wyjaśnił, że pracownik odpowiedzialny za ten cały bajzel został już zwolniony (prawdopodobnie ściema dla udobruchania klienta, ale kto wie?), a także obiecał rychły zwrot auta z wymienionym ekranem.

To było mniej więcej tydzień temu. Ciekaw jestem bardzo, jak się to skończy…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz