Piątek, tygodnia koniec i początek

Dobiega końca przedostatni tydzień przed przerwą świąteczną. Potem jeszcze tylko pięć dni na zmywaku i można się zacząć byczyć, aż do stycznia.

W ramach rozrywki zabieramy dziś naszą potomkę do kina, gdzie zamierzamy się napawać siorbaniem i mlaskaniem sąsiadów (to jeden z głównym powodów, dla których od ładnych paru lat chadzam do kina rzadziej, niż bym chciał) tudzież wiewiórczą rozrywką animowaną. Jak mi się zachce, może nawet zaaplikuję potem swojej trzyosobowej Czytelni jakieś szybkie streszczonko…

W tak zwanym międzyczasie próbuję ustrzelić jakiś pomysł na kolejne opowiadanie. Tym razem chciałbym wreszcie przestać kraść od Wielkich i wykoncypować cóś własnego. A tymczasem ugór, panie, ugór po horyzont.

Z gorszych wiadomości – znów przeciąga nam się kupienie mieszkania. W najgorszym możliwym przypadku za niecałe pół roku będziemy musieli się przeprowadzić (terminy gonią!) tudzież odżałować odkładane pieczołowicie w ramach rent-to-buy pieniądze (a nazbierało się już tego całkiem sporo, prawie 20% wartości nieruchomości). W najlepszym zaś przypadku za rzeczone pół roku będziemy sobie dalej mieszkać, ale – w końcu! – na własnym. Pożyjem, obaczym.

Z bardziej przyziemnych zjawisk – spadł nam dziś rano śnieg. W ilościach raczej śladowych i szybciutko się anulował, ale jednak. A termometr w aucie pokazywał przez chwilę 1, potem zszedł do niepokojącego zera aby skończyć 10 minut później na +2.

Zima pełną gębą 😉


Zapisz się
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
12
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x