Ostatniości, liściopad 2016

Lanie wody czyli opowiadam o historii własnego blogu. Dla masochistów.

Dziś wzięło mnie na, za przeproszeniem, analizę treści na blogu xpil.eu pod kątem wzlotów i upadków, tudzież nielotów, przelotów i nalotów, a także przypadków, wypadków i spadków.

Innymi słowy dręczy mnie sraczka słowna: pisać się chce, a nie ma za bardzo o czym, więc będziemy się grzebać we własnej kupie.

Ostrzegam, może być nudniej niż podczas asystowania swej lubej w zakupach kosmetycznych (panowie) ewentualnie swemu lubemu przy wyborze właściwego okablowania do sieci domowej (panie).

Za powyższe uogólnienie z góry dołu przepraszam. Ja wiem, że niektórych panów rajcują szminki, a niektóre panie dałyby się pokroić za dziesięć metrów skrętki ekranowanej CAT6. Ale to mój blog i będę sobie uogólniał i szufladkował do usranej.

O czym to ja…

Startując z blogiem w maju 2011 roku nie miałem bladego pojęcia co robię, po co to robię, co chcę przez to osiągnąć oraz kto zgasił światło.

Dzisiaj, pięć i pół roku (i jakieś półtora tysiąca wpisów) później nadal nie znam odpowiedzi na żadne z powyższych pytań. Mam za to mnóstwo wskazówek (chociaż żaden ze mnie zegarmistrz) oraz pięć i pół roku doświadczenia.

Jest jednak kilka rzeczy, które się trochę wykrystalizowały przez tych sześćdziesiąt siedem miesięcy.

Blog xpil.eu z założenia miał być takim jakby publicznym pamiętnikiem. A więc notuję w nim różne rodzinne (i nie tylko) zdarzenia, przynajmniej takie, które się nadają do notowania w publicznej przestrzeni. Ktoś umarł, urodził się, opanował jazdę na rowerze, siadanie na nocniku czy wymawianie literki R. Tu królują tagi [samo-życie] oraz [rodzinnie]. Takie wpisy są na ogół łatwe, proste i przyjemne, z wyjątkiem tych smutnych, trudnych i nieprzyjemnych, których na szczęście jest zdecydowana mniejszość.

Ponieważ zacząłem blogować już po wyjeździe zagramanicę, jest to również blog emigracyjny (nie bez kozery…

czyli stosując prostą redukcję boolowską: z kozerą

… blog przez długi czas nosił tytuł „Ignormatyk na emigracji” – skróciłem do „Ignormatyk” stosunkowo niedawno). A więc sporo informacji na temat zakładania i prowadzenia własnej firmy w Irlandii jak też uroków i niedogodności życia poza granicami kRaju, porad jak napisać dobre CV i takie tam różne.

Jeżeli zaś chodzi o wzloty i upadki blogu…

Najpierw wspomnę o wpisach z kategorii [Branżowe], gdzie lądują wszelakie rozważania o komputerach. Tu niepodzielnie królują [Pchełki], a w szczególności podrozdział [VBA], który jest jedną z lokomotyw blogu jeśli chodzi o odwiedziny. Zadziwiające jak wiele osób szuka różnych informacji na temat programowania w VBA i znajduje je u mnie. Sam nie używam tej technologii od dość dawna – a w każdym razie nie na co dzień, bo od czasu do czasu się jednak zdarza – ale ponieważ lubię dzielić się wiedzą, udało mi się ten dział całkiem nieźle rozbudować.

Największym (a zarazem najbardziej dla mnie zaskakującym) wzlotem jest zdecydowanie wpis o [Hipotezie ABC], który – chociaż nabazgrany na szybkiego i „byle jak” – ściąga raz na jakiś czas dzikie tabuny żądnych wiedzy ludków. Temat Hipotezy ABC został na Wykopie wykopany już kilkakrotnie i za każdym razem jakaś poczciwa dusza wrzuca tam link do mojego wpisu, po czym mam dzień lub dwa oblężenia na serwerze. Zamiast stu pięćdziesięciu odsłon dziennie mam ich nagle trzy tysiące, albo piętnaście (tysięcy).

Największym upadkiem (przynajmniej z mojego punktu widzenia) jest stosunkowo niedawno opublikowany [quiz o „Cyberiadzie”], nad którym ślęczałem pracowicie dobry tydzień, a którym się pies z kulawą nogą nie zainteresował, chociaż próbowałem go reklamować tu i ówdzie umiejętnie umieszczanymi komentarzami na zaprzyjaźnionych blogach. No cóż, nie każdy musi kochać Lema – ale jednak uczucie niedosytu pozostaje.

Najgroźniejszy dla blogu moment miał miejsce w okolicach piątego października 2011 roku, kiedy to postanowiłem go skasować. Blog był off-line przez 24 godziny. Nie pamiętam już czemu tak, kojarzę tylko jakieś silne wewnętrzne wzburzenie. Na szczęście (lub nieszczęście) szybko mi przeszło i blog wrócił: [http://xpil.eu/i-po-przerwie/]

Blog pomógł mi odkryć jedną ważną rzecz na mój własny temat: zanim zacząłem blogować wydawało mi się, że jestem utalentowanym (tylko jeszcze nie odkrytym) twórcą literatury SF. Jednak moje [próby pisarskie] pokazały czarno na białym, że dużo lepiej od pisania SF wychodzi mi czytanie SF. Mam co prawda jeszcze ciągle rozgrzebane dwa większe tematy (staram się ze względu na szacunek do literatury unikać używania pojęcia „powieści”) , ale tkwią one w zawieszeniu już ponad dwa lata i postępów nie widać. Prawdopodobnie pozostaną nieukończone – chociaż nigdy nie należy mówić „nigdy”, a nuż zdarzy się cud?

Jeżeli już przy temacie czytania jesteśmy, absolutnym dla mnie zaskoczeniem była – jest – cała wielka sekcja [recenzji]. Nie tylko książek, ale również filmów, poezji, oprogramowania i czego tam jeszcze. Recenzowanie sprawia mi frajdę – a więc czemu by nie?

Serii na blogu xpil.eu jest więcej, niż tylko wyżej wymienione Pchełki. Niektóre robią bokami, inne miewają się całkiem nieźle (przynajmniej jeśli chodzi o oglądalność).

Śmiercią naturalną umarły dwie serie: jedna o mojej [wyprawie do Indii] – no cóż, nie jestem Tony Halikiem ani nawet Martyną Wojciechowską czy Wojciechem Cejrowskim. Nie mam drygu do opisywania podróży, nie potrafię fotografować. A więc seria o Indiach będzie sobie zarastała pajęczynami i kurzem, pozostając tu tylko w roli zapomnianego pamiętnika. Druga martwa seria to [sennik], który przez jakiś czas „żarł” całkiem nieźle, a potem przestał. W jakiś przedziwny sposób od dość dawna nie śniło mi się nic na tyle interesującego (a zarazem przyzwoitego), żebym mógł o tym pisać światu.

Niedawna [seria o hurtowniach danych] również nie została jakimś wielkim hitem, chociaż ściąga na blog trochę ruchu organicznego. Prywatnie uważam ją za porażkę, a raczej ofiarę mojego słomianego zapału. Miałem szczere chęci zrobić coś porządnie, od deski do deski, i żeby było użyteczne, a wyszło jak zawsze.

Do wzlotów natomiast zdecydowanie zaliczam dość świeżą kategorię [Sum ergo cogito], czyli wpisy łamigłówkowe. Zagadki mają dobre „branie”, zarówno w sensie ilości Czytelników jak też komentarzy. [Zagadka o 25 koniach] przez długi czas pozostawała na topie najczęściej czytanych wpisów na blogu.

Jeśli chodzi o komentarze, wokół blogu zgromadziła się tzw. „silna grupa pod wezwaniem”, składająca się z pi x oko dziesięciu, może dwunastu osób, które aktywnie komentują. Oprócz tego sporadycznie zdarza się komentarz jakiegoś przypadkowego przechodnia. Póki co jednak nie natrafiłem na żadnego trolla (ok, był jeden, dawno temu, ale wrzucił jeden spłoszony komentarz i uciekł).

Mówią, że blog bez trolli jest jak ryba bez roweru, ale co oni tam mogą wiedzieć, nieprawdaż…

Najważniejsze zostawiłem jednak na koniec: dzięki temu, że prowadzę blog, zacząłem czytać inne blogi. Na chwilę obecną mam w swoim czytniku około stu trzydziestu różnych blogów, liczba ta rośnie z tygodnia na tydzień. Na szczęście nie wszyscy Autorzy tych blogów publikują codziennie, dzięki czemu mam szansę jako tako nadążać. Głównym prowodyrem takiego stanu rzeczy jest portal zBLOGowani (link w stopce), na którym można wygrzebać mnóstwo naprawdę fajnych miejsc w Sieci.

Nota bene ostatnio zauważyłem, że ze zBLOGowanych zniknęła sekcja „Dyskusje”. Ciekaw jestem czy na stałe, czy tylko przejściowo. Jeżeli na stałe, to szkoda, bo chociaż była mało aktywna, to jednak od czasu do czasu coś się tam działo.

O zaprzyjaźnionych blogach pisałem kilka razy, ostatnio zdaje się w kwietniu: [http://xpil.eu/pietnascie-blogow-na-ktore-zagladam/] – temat jest o tyle sympatyczny, że w odróżnieniu od portali typu Fejs-Zbuk czy Gie-Plus blogosfera jest o niebo bardziej elastyczna i nieprzewidywalna. Ludzie prowadzący blogi na ogół mają światu do przekazania coś więcej niż najnowsze wiadomości ze świata Dody czy Tuska – krótko mówiąc w blogosferze są o wiele większe szanse trafienia na osobników kumatych i rozgarniętych, czego w portalach społecznościowych strasznie mi brakowało (w czasach, kiedy jeszcze ich używałem).

Oczywiście nie wykluczam, że jest dokładnie na odwrót, a powyższy akapit wynika z rozpaczliwej chęci załapania się do yntelektułalnych elyt. Nie mylić z jelitami…

W dalszym ciągu najważniejszym i najulubieńszym Czytelnikiem blogu xpil.eu pozostaje moja Żona, która już chyba przywykła, że większość wolnego czasu spędzam w edytorze WordPress-a. Normalny, zgodny z normą ISO mąż ogląda pod nieobecność żony śmieszne koty czy co tam jeszcze kto lubi, a ja po cichutku myk-myk do blogu. Całkiem jak ten uczony z kawału (nie znasz? Daj znać, opowiem).

No dobra. Wystarczy na dziś.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Ostatniości, liściopad 2016"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rzast
Gość

To jaaa, ten niepokorny czytelnik… (od niedawna – hipoteza ABC) ^ω^

bobiko
Gość

Czasem sie zdarza, że chciałoby pisać mnóstwo wpisów codziennie i nawet ma sie pomysł ale jak przechodzi sie do konkretów to okazuje się,ze temat ten nie pasuje do tematyki bloga i wrzucam w otchłań nieopublikowanych tekstów – moze kiedyś je wykopię i opublikuję? 😉 W koncu mam bloga, podobnie jak u Ciebie, o charakterze publicznego pamiętnika bez konkretnego celu – ot ramy tematyczne sam obrałem sobie ale nie znaczy, ze mam sie ich sztywno trzymać 🙂

Ciesze sie, ze mam Cię w rssach, bo zawsze z przyjemnością poczytam 🙂

mRufa
Gość
Ja bym chciala sprostowanie umiescic. Na temat quizu. Ze ZA DLUGI. No nie zdazylam w przerwie go zrobic, no! Bajki robotow czytalam jakies 30 lat temu, to kurde az tak wszystkich detali nie pamietam. Najblizsze wspomnienia mam z Kongresu futurologicznego, gdyz sluchalam go w aucie pare lat temu, wiec tego… jakby byl quiz na ten temat to tego… 🙂 Uczony z kawalu mnei zawsze rozczula… Recenzje bardzo sobie chwale bo kilka wieczorow dzieki nim spedzilam „out of trouble” a wrecz nawet w literackiej ekscytacji. Niestety, pisaze nie pisza wystarczajco szybko jak na moje potrzeby wiec musze dawkowac przyjemnosci 🙂 I… Więcej »
mRufa
Gość

Haha, no wlasnie, a ja mialam tylko pol pierdyliona i o.
Nie no jak tak ma byc to spoko, pokochac nie pokocham, ale zyc sie da. Disqusa ktos uzywa co ja go czytuje i faktycznie powiadomienia sa, ale irytacje inne wywoluje, szczegolnie na telefonie uzywany.
Chyba musze mojego Macka reanimowac bo biore sie za to jak wilk do orki… Owszem, udalo mi sie popsuc niezawodnego macka… ma sie ten talent… 😉

mRufa
Gość

Szlag… znwou nie trafilam w reply przy komciu. Pardon.

Motylek
Gość

No tak, nie wszystkie kategoriee wszystkim pasują – jeśli chodzi o komputer to ja potrafię włączyć i znaleźć literki na klawiaturze i to w zasadzie tyle…
Ale BARDZO lubię twoje recenzje książek – przeczytałam dzięki Tobie kilka z czego bardzo się cieszę a Tobie – dziękuję.
Najmilej mi się czyta wpisy o dzieciach – chyba właśnie zaprezentowałam się jako stereotypowa Matka (Polka???) ale co tam! Dzieci zapodają takie teksty, że zawsze wywołują uśmiech na twarzy.

Pozdrawiam,
Motylek

Drakkar
Gość

To ja zgasiłem światło! Prund trza oszczędzać, a co! 😀 A ten kawał to jaki? 😛

wpDiscuz