How do you do?

Angielski jest łatwy do opanowania, ale - jak chyba każdy inny język - ma mnóstwo smaczków, które człowiek wyłapuje dopiero kiedy się porządnie "zanurzy" w języku.

Dziś zabawny drobiazg wyłapany niedawno w pracy:

- Hi Andrew, got a minute?
- Sure, what can I do you for?

Zamiana dwóch ostatnich słówek przewraca znaczenie całego zdania: "What can I do for you?" to zwykłe, nudne "Co mogę dla Ciebie zrobić?", podczas gdy "What can I do you for?" zinterpretujemy jako "Za ile mogę Cię wydymać?"

Oczywiście takie zagrywki należy uskuteczniać wyłącznie w gronie pracowników z odpowiednio dużym gruczołem humoru, w przeciwnym razie można popełnić grube faux pas.

Od razu przypomina mi się stary, ale nieśmiertelny kawał:

- Za kilka dni przylatuje do nas gruba szycha z USA, musimy go ładnie powitać na lotnisku.
- Ale ja przecież po angielsku ani du-du!
- Niech się pan nie martwi panie premierze, to tylko parę słówek, mamy czas żeby to opanować.
- No nie wiem...
- Da pan radę. Krystian pana nauczy.

Godzinę później:
- A więc tak, panie premierze, najpierw podaje pan rękę i pyta pan "How do you do?"
- Hał duju du?
- Dokładnie tak. On coś tam odpowie, wtedy pan się pyta: "And how is your wife?"
- Co to znaczy?
- "Jak się miewa pańska żona?"
- A, ok. No dobra. Najpierw hał-duju-du, potem hał-yz-jor-łajf. Chyba dam radę.
- Da pan, na pewno, Poćwiczmy jeszcze raz...

Trzy dni później, na lotnisku:
- How do you do?
- I'm all right, thanks.
- And how do you do your wife?

Kurtyna...

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.