Keep: recenzja.

W ramach uszczegóławiania niedawnej listy aplikacji na smartfona, dziś krótka recenzja programu Keep.

Keep to maksymalnie okrojona konkurencja dla Evernote, którego używałem przez ostatnich kilka lat do robienia szybkich notatek.

Na Keep przesiadłem się niedawno, może ze 3 miesiące temu, może 4.

I jak jest?

Jest odświeżająco minimalistycznie, co Tygryski zdecydowanie lubią.

Nie zbadałem jeszcze wszystkich opcji aplikacji, bo nie miałem takiej potrzeby 🙂 Używam wyłącznie prostego edytora tekstu, a od czasu do czasu listy z ptaszkami. Takimi do zaznaczania, znaczy się. Głównie wtedy, kiedy mnie moja lepsza Połówka wysyła na zakupy, których jest więcej niż trzy.

Jako klasyczny przedstawiciel płci uznawanej powszechnie (nie wiedzieć czemu) za silniejszą, mam kłopoty z zapamiętaniem więcej niż trzech rzeczy do kupienia na raz. Dlatego bez list nie mam szans…

Keep trzyma notatki w googlowej chmurze, więc nie trzeba żadnych dodatkowych kont, haseł, „samo” się synchronizuje. Po niedawnej reinstalacji systemu odkryłem z miłym zaskoczeniem, że wszystkie moje notatki pojawiły się z powrotem od razu po zainstalowaniu Keep, bez zbędnych pytań.

Lista zakupów jest również zrobiona minimalistycznie, a przy okazji bardzo funkcjonalnie. Wpisuje się kolejne pozycje, obok każdej automatycznie pojawia się checkbox (czyli kwadracik bez ptaszka). Po zaptaszkowaniu pozycji przesuwa się ona automatycznie na sam koniec, co podczas zakupów jest wręcz nieocenione. Listę można w każdej chwili edytować, dodawać, usuwać, zmieniać itd. Można odptaszać uprzednio zaptaszone i vice versa.

Ten wpis piszę paluchem po ekranie, w Keep. Za chwilę skopiuję to do aplikacji WordPress i wrzucę na Blogusława. Potem ktoś tu zajrzy i to przeczyta.

I tak to się kręci…

Sprawdź też

„Virion. Obława” – recenzja książki

Drugi tom "Viriona" z imperium Achai jest wart grzechu.

Mamma Mia! HWGA. Recenzja filmu.

Musical z piosenkami Abby - druga odsłona. Dziesięć lat później.

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Andrew JanuszkoxpilPshemko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Pshemko
Gość

Ja korzystam z Onenote od Microsoftu.

Andrew Januszko
Gość
Andrew Januszko

Keep jest OK, ale wkurza mnie mnożenie bytów. Mam na myśli listę z ptaszkami. Albowiem kalendarz googlowy ma taką opcję – z możliwością założenia kilku list (używam np. „praca” i „dom”). Nazywa się toto Google Task. W kalendarzu wygląda bardzo nieładnie, ale rzadko tam zaglądam, ponieważ na Andka jest całkiem sporo aplikacji, które wyświetlają tę listę jako widget, z możliwością dodawania i odptaszkowywania w locie. Do wyboru, do koloru. Trzymam toto na ostatnim ekranie (podczas gdy Keepa musiałbym otwierać żeby zobaczyć co mam do wykonania).

Tak więc Keep byłby dla mnie wyłącznie narzędziem do notatek nie będących listą. No i tu poczyniłem odkrycie: przez rok praktycznie nic w nim nie zanotowałem. Z prostego powodu: zwykle to, co mam zanotować przychodzi mi do głowy w czasie jazdy samochodem, przez co zamiast pisać po prostu używam jednej z wielu aplikacji dyktafonowych, synchronizujących do chmury. Potem, raz na tydzień, wieczorem, odsłuchuję to na komputerze i albo od razu wykonuję, albo transformuję do tasklisty w kalendarzu.

Tak więc, Keep jest nie dla mnie.

Warto też wspomnieć, że zakupy wykonujemy z małżowinką korzystając z aplikacji Listonic.

Główny powód to posiadanie wspólnej listy zakupów, co umożliwia zarówno jej tworzenie, jak i przetwarzanie równolegle w czasie zakupów. Zwłaszcza ten drugi element jest GENIALNY – wreszcie przestałem się pętać wokół wózka sklepowego pilotowanego przez żonę, tylko biorę sobie drugi i atakuję sklep od drugiego końca… Niestety, aplikacja zdaje się jest przeznaczona na rynek polski, bo jest zintegrowana z polskimi sklepami. To też ma swoje zalety, bo widząc na liście naniesiony przez żonę „sos beszamelowy”, obok niego widzę fotkę z miniaturką opakowania, przez co mogę nawigować kierując się barwami na horyzoncie… Bo przecież w życiu takiego sosu nie widziałem…

🙂

%d bloggers like this: