QuiteRSS: recenzja aplikacji

Technologią RSS zainteresowałem się na długo przed... no przed. Po prostu przed. RSS był "od zawsze". To jeden z moich prywatnych filarów informacjonośnych: przez RSS subskrybuję setki blogów, w tym również perełki typu HackerNews czy XKCD. Dzięki w miarę dobrze zrobionej standaryzacji, RSS jest naprawdę uniwersalny, ma też tę zaletę, że jest pasywny: nie pcha nam się z powiadomieniami na ekrany smartfonów ani w skrzynki pocztowe, tylko czeka aż tam sami zajrzymy.

Od dawna (a konkretniej: od czasu kiedy wielki G ubił Readera) używam w celu czytania RSS-ów serwisu NewsBlur, o którym zresztą już tu wiele razy pisałem. Ostatnio jednak doszedłem do wniosku, że być może nie potrzebuję płatnej (24 dolary rocznie, nie majątek, ale jednak) machiny do czytania RSS-ów, skoro są równie dobre rozwiązania darmowe. Pogmerałem trochę i odkryłem QuiteRSS, aplikację na komputery PC, zgodną ze wszystkimi głównymi systemami operacyjnymi, niedużą, bardzo zgrabnie zrobioną i darmową.

Co mi się w QuiteRSS podoba?

Czyta wszystkie możliwe warianty RSS / ATOM, pozwala na organizowanie newsów w foldery, etykiety, kolory, gwiazdki i co tam jeszcze, ma zaawansowane filtry, jest "inteligentny" podczas dodawania nowych kanałów (potrafi sprawnie przeszukać stronę pod kątem obecności RSS / ATOM i wyłuskać niezbędne dane), ma wbudowaną przeglądarkę www z domyślnie włączonym AdBlockiem. Siedzi sobie cichutko w tacce systemowej, wyświetlając liczbę nieprzeczytanych newsów białą czcionką na zielonym tle.

Kilka screenów z aplikacji:

Używam QuiteRSS od mniej więcej tygodnia (piszę ten tekst 11 lutego, nie wiem jeszcze kiedy się pojawi na blogu) i jestem zeń bardzo zadowolony. Jedyne czego mi tu trochę brakuje to publikowanie wybranych kanałów w postaci osobnego kanału wychodzącego w świat, no ale to już by wymagało lokalnego serwera albo jakiejś chmury, czyli wyjścia poza zakres podstawowych funkcji czytnika RSS. Nie można mieć wszystkiego.

Podsumowując - polecam.

9 komentarzy

  1. Od zawsze czytam w czytniku na komputerze, nigdy nie ciągnęło mnie specjalnie do rozwiązań online’owych do RSS. Kiedyś korzystałem z akregatora, potem, gdy porzuciłem KDE ze względu na narastający bloat, szukałem alternatywy i znalazłem liferea. Zainstalowałem na próbę QuiteRSS, zaimportowałem feed i… bardzo podobnie to domyślnie wygląda.

    Liferea również posiada mechanizmy blokowania reklam i możliwość wyłączenia javascript.

  2. Ciekawe, że uciekacie od aplikacji webowych. Wtedy synchronizacja i publikacja jest za darmo.
    Ja od lat używam Tiny Tiny RSS, a teraz widzę, że ludzie chwalą Miniflux.

  3. Swoje RSS-y czytam na dwóch komputerach, iPadzie i komórce z Androidem, więc lokalny software odpada, chyba że byłby tytanem bezbolesnej synchronizacji. Korzystam od kilku lat z darmowej wersji Feedly – interfejs nie jest idealny, ale się przyzwyczaiłem. I w pełni zgadzam się z Twoim zdaniem, że RSS jest uniwersalnym rozwiązaniem. Powinno się go uczyć dzieciaki w szkole.

  4. A co powiecie na Tiny Tiny RSS (http://tt-rss.org/)?
    Mały, zgrabny, z dostępem przez http albo przez niektóre aplikacje trzecich stron wspierające Fever API, instalacja na serwerze mega prosta…

    1. Próbowałem kiedyś, ale mi się porozjeżdżały pliki konfiguracyjne apacza i w efekcie ubiłem cały blog na parę godzin. Idea zacna.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]