Inbox: recenzja (znowu)

Jakiś czas temu Google wprowadziło konkurenta dla swojego Gmaila, o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie Inbox.

I nawet już o tym kiedyś pisałem:

Nowe szaty listonosza

Stare szaty listonosza

Jeżeli ktoś zajrzy w powyższe dwa odnośniki, dowie się z nich, że już kiedyś Inboxa testowałem i chociaż byłem z niego względnie zadowolony, po trzech tygodniach testów powróciłem do oryginalnego klienta poczty GMail (zwanego dla niepoznaki “GMail”).

Tymczasem ostatnio coś mnie naszło i postanowiłem spróbować jeszcze raz. Od mniej więcej miesiąca używam więc znów Inbox-a i jestem całkiem zadowolony.

Główna różnica między Inboxem a innymi klientami poczty elektronicznej jest taka, że ów traktuje każdą wiadomość jako potencjalne zadanie do wykonania. Można więc wiadomość oznaczyć jako “gotową”, ewentualnie odłożyć ją na później (żeby nam nie zaśmiecała skrzynki), przy czym owo odkładanie na później jest całkiem sensownie konfigurowalne.

Interfejs… pardą, międzymordzie aplikacji jest czyste i przejrzyste, najważniejsze elementy zawsze pod ręką, wszystko działa szybko i sprawnie. Bardzo rozbudowane menu klawiszy skrótów (włączając w to praktycznie bezmyszową obsługę Hangouts).

Jeśli chodzi o wady (owady?) to na razie znalazłem dwie: po pierwsze nie da się zmienić ustawień tła (w szczególności: usunąć domyślnego obrazka z pustej skrzynki), a po drugie nie da się na szybkiego podejrzeć załącznika we właśnie przygotowywanej wiadomości wychodzącej. To drobiazgi i miejmy nadzieję, że zostaną poprawione w przyszłych wersjach Inboxa.

Reasumujac: mam wrażenie, że tym razem pozostanę przy Inbox-ie na dłużej.

A Ty, Czytawcu sympatyczny, jakiego klienta poczty używasz? I czemu akurat tego?


Zapisz się
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
6
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x