Genius Scan: recenzja

W życiu często mamy do czynienia z papierkową robotą. W moim przypadku owo “często” jest lekką przesadą – od firmowych dokumentów mam księgowego, a prywatnie staram się unikać makulatury ile wlezie – czasem jednak po prostu inaczej się nie da. Trzeba siąść na czterech, poczytać, powypełniać, odesłać, zarchiwizować, zniszczyć i tak dalej. Wiadomo.

Najbardziej upierdliwa w tym wszystkim jest archiwizacja. Bo miejsce, bo czas, bo organizacja. W dodatku czym człowiek starszy, tym więcej papierów, a mniej chęci na babranie się w nich.

Dlatego jakiś czas temu – będzie z pięć lat a może nawet sześć – zaopatrzyłem się w aplikację Genius Scan (jest też wersja dla miłośników nadgryzionych jabłuszek), która wspiera mnie dzielnie w archiwizowaniu papierków. Takich, które “kiedyś mogą się przydać”.

Najpotężniejszą zaletą GS jest idiotoodporność przy skanowaniu. Potrafi zrobić porządną kopię dokumentu w złym oświetleniu lub przy krzywo skierowanym aparacie. Automatycznie znajduje krawędzie kartki, pstryka fotkę, a potem ładnie to wszystko koryguje do prostokąta, który zapisuje w PDF.

Oprócz tego pozwala na tagowanie dokumentów, a także – za niewielką opłatą (około €2 miesięcznie) – przechowywanie ich we własnej chmurze, dzięki czemu są dostępne na wszystkich urządzeniach, w tym również w przeglądarce.

GS jest całkiem wygodny przy zgrywaniu wielostronicowych dokumentów: umieszczamy telefon nad pierwszą stroną, klikamy “Start”, czekamy aż pstryknie pierwszą fotkę i po prostu przewracamy kolejne strony – GS sam zrobi kopię każdej strony, bez potrzeby żadnej dodatkowej interakcji. Minimalizm na całego.

Ma też kupę innych opcji, o których jednak nie napiszę, bo ich nie używam 😉

Końcowy werdykt: świetnie dopracowany software do cyfrowej archiwizacji dokumentów. Polecam!

Zapisz się
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x