Moja trucizna codzienna, odsłona pierwsza

Z braku lepszego pomysłu postanowiłem w najbliższym czasie wrzucić tutaj recenzje gier na Androida, w które grywam najczęściej i najchętniej. Recenzje będą subiektywne i niekompletne, proszę więc bez większych zahamowań wieszać psy tudzież innych przedstawicieli fauny. Albo flory. Co kto lubi.

Zacznę od najstarszej trucizny, którą sobie ładuję w zwoje mózgowe od ładnych paru lat – czyli 8 Ball Pool.

W bilarda za młodu grywałem namiętnie – oczywiście nie na jakimś tam szalonym poziomie, ot przy piwku pyknąć sobie bilkę albo trzy. Potem jakoś mi było z bilardem nie po drodze, aż do czasu, kiedy odkryłem 8 Ball Pool – aplikację na Androida (jest też wersja na iOS oraz flashowa – do przeglądarki).

8 Ball Pool (będę od teraz pisał samo 8 bo jestem leniwy) to zaledwie jeden z wieluset symulatorów gry w bilard. Dlaczego więc wybrałem akurat tę wersję?

Z kilku powodów. Po pierwsze, poziom trudności na starcie jest na tyle nieduży, żeby nawet taki cienki Bolek, jak ja, miał z gry frajdę od samego początku. Po drugie, w odróżnieniu od setek innych bilardów, tutaj gramy wyłącznie on-line, z innymi, żywymi ludźmi. Nie ma więc tego, czego nie lubię najbardziej w grach, czyli sztucznej inteligencji, która albo gra tak, że w ogóle nie ma się szans, albo jest na siłę zaniżona do poziomu dla debili. Nie. Tutaj gra się przeciwko żywemu człowiekowi – można trafić na kogoś początkującego, można trafić na Mistrza. Można mieć szczęście, można mieć pecha. I tak dalej.

W 8 gra się na wirtualne pieniądze. Na początek dostaje się stówę, a jedna gra przy najniższym stole kosztuje 25, więc jeżeli się przegra pierwsze cztery partyjki, zostaje się z gołym zerem i dalsza gra jest niemożliwa… przez najbliższą godzinę. Bowiem co godzinę gra oferuje nam 25 pieniążków – za piękne oczy. Z tym, że trzeba grę uruchomić i te 25 zainkasować, „samo” się nie zrobi.

Druga metoda na zwiększenie zasobów wirtualnej gotówki, to codzienny jednoręki bandyta (mini-gra), który wyskakuje raz dziennie i pozwala wygrać rozmaite rzeczy – na ogół wirtualne pieniądze, w zakresie od 1 do kilku tysięcy – ale nie tylko. Można wygrać dodatkowy kij, albo drugą kolejkę itd.

Trzecia opcja, z której jeszcze nigdy nie skorzystałem, i nie zamierzam, to zakupienie wirtualnej gotówki za gotówkę prawdziwą.

Czwarta (i ostatnia) możliwość zarobienia kasy to obejrzenie trzydziestosekundowego wideo z reklamą, za które gra płaci 30 pieniążków.

Sama gra jest zrobiona dość realistycznie, aczkolwiek sporo ludzi narzeka na to, że fizykę stołu można by poprawić. Ja nie mam tu żadnych zastrzeżeń, może z wyjątkiem tego, że nie da się „podbić” bili, żeby przeleciała nad inną. Wszystkie pozostałe aspekty prawdziwej gry zostały zaimplementowane całkiem fajnie.

Widok stołu jest wyłącznie 2D (co mi akurat odpowiada, chociaż wiem, że niektórzy wolą bardziej realistyczne środowiska 3D – tam jednak na ogół sterowanie kamerą stanowi tylko dodatkowe utrudnienie). Wybieramy punkt, w który kij ma uderzyć w bilę, ustawiamy kij pod dowolnym kątem i uderzamy z zadaną siłą. W celowaniu pomaga niezbyt długa linia, pokazująca w którą stronę potoczy się biała bila (jeżeli celujemy białą w inną bilę, druga linia pokazuje dodatkowo kierunek, w którym potoczy się kolorowa).

Na każde uderzenie jest określona ilość czasu, zależna od trzech czynników: pokoju gry (niektóre pokoje są „szybsze” od innych), używanego kija (niektóre kije oferują bonusowy czas na uderzenie) oraz czasu gry (czym więcej bil zostało uderzonych w danej partii, tym krótszy czas na uderzenie – zapobiega to sytuacji, w której jeden z graczy celowo opóźnia grę).

Kijów jest do wyboru całe mnóstwo – niektóre są za darmo, za inne trzeba płacić wirtualną gotówką, jeszcze inne można wygrać w turnieju (o turniejach za chwilę). Każdy kij ma cztery parametry: maksymalna siła uderzenia, maksymalna „skrętność” bili po uderzeniu (bardziej „skrętne” kije umożliwiają robienie ciekawszych tricków), długość linii celowania (dłuższa linia to bardziej precyzyjne uderzenia) oraz czas na uderzenie. Większość kijów ma dodatkowo opłatę w wirtualnej gotówce, którą trzeba uiszczać co pięćdziesiąt uderzeń (czyli, przy w miarę dobrej grze, co 4-5 partii). Nie warto więc grać kijem kosztującym 1000 na stole z wygraną 25, bo nawet wygrywając 100% partii i tak wyjdziemy na tym jak Zabłocki na mydle.

Kolejnym całkiem fajnie zrobionym elementem gry jest ranking. Każdy z graczy rozpoczyna z rankingiem 1. Maksymalny ranking, jaki można uzyskać, to 150. Punky rankingu zdobywa się – uwaga, niespodzianka – wygrywając partie. Ilość punktów rankingu zdobytych za wygranie jednej partii jest tym wyższa, czym „droższy” stół wybierzemy do gry. I teraz najciekawsze: ilość punktów, potrzebnych do zwiększenia rankingu o jeden, rośnie wykładniczo. A więc czym wyższy ranking, tym więcej punktów trzeba zdobyć, żeby przeskoczyć na kolejny szczebelek. Ja na przykład dotarłem jak na razie do rankingu 75 (czyli jestem dokładnie w połowie drogi na szczyt), co zajęło mi około czterech lat. Zakładam, że jeżeli gra mi się nie znudzi, dotarcie do 150 zajmie mi kolejnych 16 lat – tyle przynajmniej mówi prosta matematyka.

Gra dobiera nam przeciwników losowo – jednak z uwzględnieniem rankingów – a więc na ogół gramy z kimś, czyje umiejętności są w miarę zbliżone do naszych. To uczciwy układ.

W trakcie gry możemy zerknąć na profil przeciwnika. Najważniejsze dla nas informacje, to jego ranking oraz ilość rozegranych i procent wygranych przez niego partii – te liczby dają nam jakie takie pojęcie o sile gry przeciwnika. Jest też podana łączna kwota, którą gracz wygrał od samego początku – nie ma natomiast podanego jego aktualnego salda wirtualnej gotówki (bo i po co?)

I tak na przykład, jeżeli mamy ranking, dajmy na to, 50, a przeciwnik 40, to zasadniczo powinniśmy mieć lekką przewagę. Jednak jeżeli wygraliśmy dotychczas pięć milionów wirtualnej kasy, a przeciwnik – 50 milionów, to znaczy, że grywał on na „wyższych” stołach, a więc jest prawdopodobnie bardziej doświadczony od nas. I tak dalej.

Oprócz grania pojedynczych partii są jeszcze dwie dodatkowe opcje: turnieje oraz partie typu „wszystko albo nic”. W turnieju bierze udział ośmiu graczy, w pierwszej turze rozgrywane są równolegle cztery partie, zwycięzcy każdej z nich przechodzą do drugiej tury (półfinał), z tych dwóch partii zwycięzcy grają w finale. Wygrany dostaje w nagrodę  czterokrotność tego, co wpłacił żeby zagrać w turnieju. Turniej taki „opłaca się” więc tak samo, jak pojedyncza partia (weszliśmy za stówę, wyszliśmy po trzech wygranych partiach z czterema stówami, czyli na czysto wygraliśmy 300 – tak samo, jakbyśmy wygrali trzy osobne partie po 100). Jednak wygranie w turnieju jest o tyle trudniejsze, że trzeba wygrać trzy partie POD RZĄD. Z drugiej strony, jest to fajna zabawa.

Drugą opcją jest partia typu „wszystko albo nic” – do tego typu rozgrywki system losuje nam przeciwnika, którego saldo wirtualnej kasy jest identyczne z naszym – obydwaj wpłacamy całość kasy i zaczynamy grę. Kto pierwszy wygra dwie partie pod rząd, ten zgarnia całość kasy. To fajna metoda na podwojenie swoich zasobów wirtualnej gotówki – lub utratę całości kasy i mozolne rozpoczęcie wspinaczki od 25 pieniążków. Ja w to zagrałem raz i niestety trafiłem na bardzo mocnego przeciwnika, co skutecznie zniechęciło mnie do dalszego eksperymentowania z tym trybem gry 😉

„Droższe” stoły mają różne dodatkowe utrudnienia. Na przykład, stoły za 25 i za 100 nie wymagają deklarowania, gdzie wpadnie która bila. Stoły za 500 i 2500 wymagają zadeklarowania łuzy, w którą wpadnie czarna. A stoły od 10000 wzwyż wymagają deklarowania łuzy przy każdym uderzeniu (z wyjątkiem początku gry, kiedy grupy bil nie są jeszcze przypisane graczom). Stoły o naprawdę wysokich stawkach mają dodatkowe utrudnienie w postaci braku linii celujących – czyli gra się wyłącznie „na oko”.

Oprócz rankingów „permanentnych” gra prowadzi rankingi tygodniowe – coś w rodzaju drabinek. Co tydzień, w okolicach nocy z niedzieli na poniedziałek, następuje wyzerowanie „drabinek”. Są cztery rankingi tygodniowe: wśród przyjaciół, ligowe, krajowe i jeden światowy. Wszystkie cztery rankingi tygodniowe opierają się wyłącznie na ilości pieniędzy wygranych w danym tygodniu i pokazują nam naszą pozycję w każdym rankingu. Można zapraszać innych graczy do naszej listy przyjaciół – trzy pierwsze miejsca na każdej liście rankingowej są nagradzane wirtualną gotówką, przy czym jeżeli nie jest się naprawdę dobrym zawodnikiem, jedyna lista, na której są jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, to ta „wśród przyjaciół”. Góry list ligowej, krajowej oraz globalnej są obstawione przez graczy naprawdę mocnych i szanse na dostanie się choćby w okolice pierwszej trójki są tak naprawdę żadne.

Jeżeli ktoś ma ochotę zmierzyć się ze mną – zapraszam na partyjkę któregoś popołudnia. Mój login to „xpil1” 😉

Link do gry: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.miniclip.eightballpool

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Moja trucizna codzienna, odsłona pierwsza"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Krzysiek
Gość

Mierzyć się nie śmiem bo sam zaledwie nędznym padawanem jestem z poziomem 15, ale jak można w 8 wybrać sobie przeciwnika? W sensie czy można zagrać z konkretnym przeciwnikiem czy jedynie liczyć na łut szczęścia że gra kiedyś wylosuje tego wybranego?

Hipster66
Gość

Siem
Grywam bez opamietania jednak sukcesy nie nadchodza . Moze mialbys dla mnie pare rad .
Jaki level masz i czy nadal grasz
Pozdr

wpDiscuz