Moja trucizna codzienna, odsłona druga

Ciąg dalszy mojej króciutkiej seri recenzji gier na Androida. Tym razem zręcznościówka pt. Hill Climb Racing.

Gierka jest typowym zabijaczem czasu do tramwaju czy toalety – jeździmy najróżniejszymi pojazdami po dwuwymiarowych planszach (z lewej w prawą) i staramy się nie przewrócić. Dotknięcie głową ziemi lub sufitu (w przypadku tuneli) kończy grę. Wpadnięcie do dziury kończy grę. Koniec paliwa, zanim złapiemy kolejny czerwony kanisterek kończy grę.

Plansz jest (w dniu pisania tej recenzji) 24, co jakiś czas pojawiają się kolejne (często tematyczne, jak na przykład „Biegun Północny” w drugiej połowie grudnia, albo „Nawiedzony” na Halloween).

Pojazdów też jest ogromny wybór, każdy pojazd ma inne właściwości jezdne: napęd na dwa albo cztery koła, albo motocykl, albo pojazd księzycowy (z napędem na koła, jeżeli dotyka podłoża, lub na silniki rakietowe, jeżeli jest w powietrzu), albo sanie Św. Mikołaja zaprzężone w renifery (w tej wersji zamiast kanisterków z paliwem na drodze znajduje się wiązki siana).

Plansze różnią się pod względem wizualnym, ale też trudnościowym. Jest na przykład plansza, w której jedzie się po dachach budynków – trzeba więc wykonywać wiele skoków między przepaściami. Jest plansza „Księżyc” z bardzo małą grawitacją, za to bardzo „stromym” górskim krajobrazem. Jest plansza „Noc”, gdzie jedzie się po ciemku i widać tylko fragmenty trasy oświetlone chybotliwą latarką na głowie kierowcy. Jest plansza „Tęcza”, zrobiona chyba pod wpływem czegoś mocniejszego – tęczowo oczojebna, z mnóstwem dziur do wpadnięcia, bardzo trudna. Jest plansza „Kolejka górska” z mnóstwem pętli, zjazdów i podjazdów. I tak dalej, i tak dalej.

Za przejechanie kolejnych etapów w każdej planszy dostaje się wirtualne pieniążki, za które można ulepszać swoje pojazdy oraz odblokowywać kolejne plansze (i pojazdy).

Sterowanie jest prościutkie: naciśnięcie ekranu po prawej stronie planszy aktywuje przyspieszenie („gaz”), a po lewej – hamulec. Dodatkowo prawa strona obraca pojazd w powietrzu w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara (a konkretnie to nie obraca, tylko przykłada siłę obrotową w takim kierunku), a lewa – odwrotnie.

Ilość kombinacji plansz i pojazdów jest wystarczająca do wielu godzin całkiem wciągającej gry. O ile ktoś tego typu rozrywkę, oczywiście, lubi….

Największa odległość, jaką udało mi się pokonać w jakiejkolwiek planszy, to około 11km na planszy „Autostrada”, przejechane terenówką 4×4. A plansza, na której spędziłem chyba najwięcej czasu, to „Kolejka górska”, na której najdalej da się dojechać wyścigówką (pojazd ten ma bardzo dużą przyczepność oraz dodatkowo duży spojler, który dociska auto do podłoża, umożliwiając całkiem sprawną jazdę na tym torze). Najtrudniejsza technicznie jest „Tęcza”, której za bardzo nie lubię, a zaraz po niej chyba „Budowa”, na którą składają się dachy poprzedzielane ruchomymi platformami (wiszącymi czasem na dwóch linkach – wtedy jest w miarę stabilnie – a czasem na jednej – i wtedy trzeba przejechać w miarę szybko, zanim się straci równowagę).

Gra pomimo swej prostoty dziwnie wciąga. Może nie każdemu się spodoba, ale mnie wessała 😉

Link do gry: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.fingersoft.hillclimb

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz