Na poważnie po raz czwarty: gramy!

Serious Sam to seria, którą cenię od samego początku. Mam wszystkie części i grywam z przyjemnością. Czasem Wielka Katedra w kooperatywie z żoną lub córką, czasem ponaparzamy się z kolegami w deathmatch, czasem po prostu przechodzę te same misje solo po raz setny.

Gwoli wyjaśnienia: nie jestem “zawodowym” graczem, nie spędzam przy strzelankach więcej niż kilka godzin w miesiącu (a czasem nawet nie to). Ale jak już się człowiek dorwie…

Niedawno wyszła czwarta część serii, zatytułowana kreatywnie “Serious Sam 4”. Kupiłem w przedsprzedaży (zaoszczędzając na tym całe trzy Euro!), odczekałem parę miesięcy, potem jeszcze trochę bo się wytwórni zrobiła obsuwa… no ale wreszcie jest.

Klimat gry pozostał w zasadzie niezmienny. Grafika poszła w górę niebotycznie – po raz pierwszy od czasu, jak mam ten komputer, jakaś gra powiedziała mi “sorry, Gregory, nie da rady” – ale po skręceniu parametrów na absolutne minimum (w tym również zmniejszeniu rozdzielczości z 4K na 1K) jakoś jednak wystartowała.

Trzeba przyznać, że Croteam zrobili tym razem porządną robotę. W przeciwieństwie bowiem do części trzeciej, którą uważam za najsłabszą w serii ze względu na zbyt przekombinowane mapy (za dużo łażenia i kombinowania, za mało strzelania), tu mamy mnóstwo strzelania. Łażenie co prawda też jest (niektóre mapy są ogromne), ale po pierwsze nie ma skomplikowanych układów ścian i ulic, a po drugie graczowi zawsze towarzyszy żółty wskaźnik kierunku, w którym należy się udać aby zakończyć misję; czasem pojawia się drugi, szary, pomagający przy misjach dodatkowych (“side quests“). Dzięki temu nie trzeba wysilać szarych komórek na rozwiązywanie labiryntów, tylko zająć się tym, co Tygryski lubią najbardziej, czyli rzezią.

Rzeź zrobiona jest bardzo klimatycznie. Mamy wszystkie znane nam z poprzednich części potwory: szkieletory zwane Kleerami, bykołaki, hatory, bezgłowych bomberów, karabinowe skorpiony, duże (czerwone) i małe (niebieskie) rakietniki i tak dalej. Mamy też całą gamę nowych stworów. Na przykład wampiry, które pojawiają się znikąd na 2-3 sekundy po czym teleportują się w inne miejsce (na ogół za naszymi plecami). Albo żołnierze chroniący się za tarczą, których trzeba ubić od tyłu, co jest o tyle kłopotliwe, że się obracają tarczą w naszą stronę.

Gra jest trudna. W odróżnieniu od poprzednich części, w których w trybie “turysta” łatwo było ukończyć całą grę w kilkadziesiąt minut, tutaj robienie misji nawet na najniższym poziomie trudności nie gwarantuje, że uda się za pierwszym razem.

Pojawiło się kilka nowych broni. Są wszystkie znane z poprzednich części, jest też kilka dodatkowych. Pod literką “Q” mamy do dyspozycji menu szybkiego wyboru broni (można też tradycyjnie kółkiem myszy lub cyferkami na klawiaturze). Pod “C” włącza nam się na chwilę GPS, który wyrysowuje optymalną trasę na najbliższych kilkanaście sekund. I jest jeszcze parę innych klawiszy, których teraz nie pamiętam.

skill-points, dzięki którym możemy “dokupować” sobie dodatkowe klamoty w grze: na przykład szybsze przeładowywanie broni, albo szansę, że zabity przeciwnik pozostawi po sobie jakieś bonusy do wyzbierania i tak dalej – drzewko tych dodatkowych umiejętności jest całkiem rozbudowane.

Trochę na zasadzie rozwoju technologii w Starcraft 2 ewentualnie coś jak drzewo rozwoju umiejętności w Civilization.

Dołożyli fabułę: jeżeli przechodzimy grę od początku do końca, kolejne plansze łączą się ze sobą opowieścią; mamy też dodatkowe postaci, które towarzyszą nam w niektórych misjach (ale nie są wybitnie pomocne, służą bardziej za “klej fabularny”).

Nie brakuje oczywiście sarkazmu i grubych żartów głównego bohatera. Podobnie jak w poprzednich częściach, tu też po zakończeniu misji (a czasem i w trakcie) Sam rzuca swoimi one-linerami na lewo i prawo, czasem jest naprawdę zabawnie.

Oprócz tradycyjnej walki na piechotę można w niektórych planszach powalczyć w mechu (“Papa-mobile”, ha), pojeździć motocyklem a nawet kombajnem – czasem da się wyjść z takiego pojazdu, czasem trzeba skończyć misję bez wychodzenia.

Jedyny minus to zasobożerność gry – mam maszynę co prawda z 32GB pamięci i szybkim SSD, ale starą NVidią z bardzo już średniej półki (Quadro K620), która ewidentnie się krztusi przy większej liczbie szczegółów na ekranie. W efekcie nie tylko gorzej wszystko wygląda, ale trochę klatkuje.

Chyba czas na jakiś upgrade grafiki w kompie…

…tylko że to by znaczyło wymianę płyty głównej na taką z lepszym portem graficznym…

… a więc pewnie też i zmiana pamięci z ddr3 na ddr4…

… czyli jak znam życie jak mi budżet dopisze, to pewnie skończy się na nowym kompie.

Ale to jeszcze nie dziś, nie jutro.

W każdym razie SS4 bardzo polecam!

Liczba słów w tym wpisie: 834

Sprawdź też

Cyberpunk. Odrodzenie. Recenzja powieści.

Skończyłem niedawno najnowszą powieść Andrzeja Ziemiańskiego pod wielce obiecującym tytułem “Cyberpunk. Odrodzenie”, czas więc podzielić …

Broadchurch: szybka recenzja

Jeżeli lubisz dobre kryminały oraz Davida Tennanta, ale nie oglądałeś jeszcze “Broadchurch”, to polecam. Serial …

Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x