Literaki: 3457+1538+2+3=5000

Gry słowne to jeden z moich ulubionych sposobów na spędzanie czasu. Zanim jeszcze pojawił się Internet, uwielbiałem krzyżówki. Potem odkryłem Scrabble, jeszcze potem Literaki na Kurniku, a ostatnio łoję w Literaki na smartfonie.

Nota bene już tu o tym kiedyś pisałem, ale napiszę jeszcze raz: smartfonowe Literaki zrobione przez firmę QuQuPlay są nieco inne od kurnikowych. Główne różnice: (1) na Kurniku można „łapać” przeciwników na „dziwne” słówka, (2) na Androidzie można grać partie w trybie 3 dni na ruch, (3) na Androidzie wersja kurnikowa działa wyłącznie w przeglądarce, a ta od QuQuPlay – natywnie, dzięki czemu aplikacja jest po prostu bardziej przyjazna, (4) na Androidzie mam wybór słowników (OSPS albo SJP) wreszcie (5) na Androidzie da się grać wiele partii równolegle. Dlatego chociaż zawsze niezmiernie boleję nad (1), dzięki (2), (3), (4) i (5) przechrzciłem się na wersję od QuQuPlay i będę jej się trzymał jak długo się da.

Wracając do meritum, niedawno rozegrałem swoją pięciotysięczną partię, chciałem się więc dziś podzielić garścią uwag, porad i przemyśleń o grze.

Zacznę od tego, że grywam prawie wyłącznie partie trzydniowe (przypominam: trzy dni to czas na jeden ruch, nie na całą partię). Dlaczego – o tym już pisałem, nie będę się powtarzał.

Najpierw garść statystyk: od 28 grudnia 2016 roku rozegrałem 5000 partii, w tym:

  • 3457 razy wygrałem
  • 1540 razy przegrałem (w tym dwie ucieczki)
  • 3 razy zremisowałem

Gwoli wyjaśnienia, te dwie ucieczki pochodzą z samych początków, kiedy jeszcze eksperymentowałem z grą. Ponieważ nie lubię marnować czasu, poddaję partię kiedy przeciwnik ma przewagę nie do nadrobienia, na przykład 150 punktów przewagi i mniej niż 10 liter do końca. W interfejsie użytkownika jest opcja „opuść partię”, jednak nigdzie nie ma ostrzeżenia, że partia zakończona w ten sposób będzie zaliczona jako ucieczka.

Daje to około sześciu – siedmiu partyjek dziennie. Biorąc pod uwagę, że w jednej partii wykonuje się między 15 a 20 ruchów, wychodzi na to, że wykonuje się średnio jeden ruch na piętnaście minut. W praktyce wygląda to tak, że mam kilka chwil w ciągu dnia, kiedy „nadrabiam zaległości”. Mam żelazną regułę nie grania w pracy (a mógłbym, nikt mi przez ramię nie zagląda), staram się też spędzać czas z rodziną (jako niewolnik systemu korporacji spędzam 10-11 godzin poza domem, więc na życie rodzinne pozostają krótkie wieczory i niewiele od nich dłuższe weekendy), stąd też staram się łapać paruminutowe „okienka” wolnego czasu do podgonienia Literaków.

Miałem też po drodze jedną dłuższą przerwę w graniu – bodajże w okolicach połowy 2018 roku poczułem przesyt grą i odłożyłem Literaki na kilka tygodni.

Ile gram gier równocześnie? Różnie. Prawie nigdy nie schodzę poniżej 20. Nigdy nie udało mi się też dociągnąć do 100 (rekord to – o ile dobrze kojarzę – 83 partie grane równolegle). Nie wiem też, czy jest jakiś górny limit ustalony przez grę. Pewnie jest, ale nie udało mi się go osiągnąć. Najlepiej gra mi się w okolicach 40-50 równoczesnych partii – poniżej tego bywa, że kiedy mam wolną chwilę, na żadnej planszy nie ma ruchu do wykonania. Powżej 60 natomiast jest już tak, że nawet jeżeli spędzę nad grą pół godziny bez przerwy, nie nadgonię wszystkich partyjek. Obiecałem sobie, że kiedyś dobiję do 100, może się któregoś dnia uda.

Jak dobieram przeciwników?

Na początku starałem się „celować” w graczy o poziomie podobnym do mojego. Każdy gracz ma ranking, więc znalezienie kogoś na swoim poziomie nie jest zbyt trudne.

Potem miałem fazę na nabijanie punktów rankingu, grałem więc z graczami, z którymi miałem większe szanse na wygraną. W ten sposób udało mi się nawet na chwilę osiągnąć ranking powyżej 2000, z którego jednak bardzo szybko spadłem. Ogólnie jest tak, że gracze powyżej 1800 to prawdziwi twardziele, którzy nawet z pechowym układem liter są w stanie podjąć rękawicę i wygrać.

Ostatnio (czyli mniej więcej pół roku temu) doszedłem jednak do wniosku, że najciekawiej będzie, kiedy pozwolę systemowi wylosować przeciwnika z całej dostępnej puli i przestałem się kompletnie skupiać nad dobieraniem przeciwników, dzięki czemu mogę całą swoją uwagę poświęcić grze właściwej.

Warto tu jeszcze dodać, że gra nagradza większą ilością punktów rankingowych za wygraną z przeciwnikiem lepszym od siebie. Nie znam dokładnych formułek, ale wiem, że bardziej „opłaca się” wygrać z lepszym od siebie, niż ze słabeuszem.

Rewanże.

Nigdy nie proponuję rewanżu. Zawsze jednak zgadzam się na rewanż zaproponowany przez przeciwnika.

Punkty.

Układanie słów wysoko punktowanych to główna strategia w Literaki. Pytanie jednak: kiedy przestać szukać lepszych słówek? Kiedy uznać, że ruch, który zamierzamy wykonać, jest wystarczająco dobry? Kiedy wymienić litery? Kiedy spasować? Kiedy zagrać słabszym słówkiem? Kiedy ułożyć dłuższe słowo? Albo krótsze?

Uniwersalnej odpowiedzi na pewno nie ma. Ja stosuję kilka prostych zasad, które pozwalają mi na ograniczenie czasu gry przy równoczesnych zachowaniu frajdy z grania na względnie rozsądnym poziomie.

Po pierwsze, jeżeli mam więcej niż 100 punktów przewagi nad przeciwnikiem, przestawiam się w tryb „zrelaksowany”, w którym układam słowa mniej punktowane, dla zaoszczędzenia czasu. Wyjątkiem jest sytuacja, w której przeciwnik jest naprawdę mocnym graczem (o czym wiem, bo na przykład złoił mi już skórę kilka razy) – wtedy nawet przy 150-punktowej przewadze nie odpuszczam.

Po drugie, jeżeli mam dwa różne ruchy o zbliżonej liczbie punktów, staram się pozbyć „trudniejszych” liter. Jeżeli w obu przypadkach litery są jednakowo „trudne”, wybieram ruch, który zablokuje przeciwnikowi łatwy ruch. O ile się da, oczywiście.

Jeżeli najsilniejszy ruch, jaki udało mi się znaleźć, jest poniżej 20 punktów, rozważam zamiast tego wymianę liter. Strata kilkunastu punktów to niewiele, jeżeli w zamian możemy dostać lepsze litery na stojaku.

Jeżeli mam do wyboru dwa słowa, jedno dłuższe a drugie krótsze, za tę samą ilość punktów, wybór słowa zależy od sytuacji z punktami. Jeżeli prowadzę, układam słowo dłuższe (żeby szybciej dotrzeć do końca gry – łatwiej utrzymać przewagę w mniejszej liczbie ruchów). Jeżeli przegrywam – układam krótsze.

Początek.

Na początku rozgrywki, zanim jeszcze ułożę swoje pierwsze słowo, zerkam szybko w statystyki gracza. Interesują mnie rzeczy takiej jak:

  • Ilość parti łącznie (to mi daje dość dobry pogląd na to, jak „zajadłym” graczem jest przeciwnik – inaczej się gra z kimś, kto rozegrał dopiero 100 partii, a inaczej z weteranem po 20000 gier)
  • Stosunek ilości zwycięstw do przegranych. Jeżeli jest lepszy od mojego, automatycznie zakładam, że gracz jest silniejszy i bardziej się staram.
  • Informacja o oficjalnym rankingu PFS („zawodowcy” często się takimi rankingami chwalą i zazwyczaj spuszczają mi srogi łomot)
  • Ilość partii, które z danym przeciwnikiem wygrałem / przegrałem.

Lubię początki otwarte, a więc takie, które zaczynają się od dwóch długich słów na krzyż – daje to możliwość fajnego „rozbujania” się na planszy w dalszej fazie gry (oczywiście zarówno nam jak i naszemu przeciwnikowi). Męczą mnie otwarcia „zablokowane”, kiedy na przykład pierwszy gracz zagra „GĘŚ”, a drugi dołoży na krzyż „ŻĘĆ” – wtedy dość trudno jest zagrać kolejne słowo i często kończy się „kupą” literek na środku planszy, zanim któryś z graczy podejmie ryzyko i zagra „wypustką”, która odblokuje grę.

Końcówka.

Pod koniec gry, kiedy w woreczku jest już pusto (lub prawie pusto), a sytuacja punktowa jest wyrównana, korzystam z funkcji „Pozostałe płytki”, dzięki czemu wiem, jakie litery ma przeciwnik i mogę próbować zablokować mu ruchy (bądź wysokopunktowane, bądź w ogóle jakiekolwiek). Oczywiście działa to w obie strony.

Czas.

Pomimo tego, że grywam wyłącznie gry klasyczne (czyli 3 dni na ruch), przy większej ilości gier muszę pamiętać o oszczędnym gospodarowaniu czasem. Jeżeli akurat mam w ciągu dnia okienko na 15 minut i w jego trakcie muszę „popchnąć” 20 gier, mam tak naprawdę niecałą minutę na ruch. Dlatego jeżeli partia jest dla mnie ewidentnie przegrana, pasuję zamiast ruszać. Jeżeli mam dużą przewagę, a woreczek jest pusty (lub prawie pusty), to układam coś na szybkiego zamiast dłużej kombinować. I tak dalej.

Kolejność gier.

To jest coś, na co na początku nie zwraca się za bardzo uwagi: jeżeli gramy wiele gier na raz, gra podsuwa nam kolejne plansze w kolejności ostatnio wykonanego ruchu, co może skutkować tym, że „starsze” partie nam się w którymś momencie „przedawnią” (nawet jeżeli mamy 3 dni na ruch, przy setce partii na raz możemy przez trzy kolejne dni nie „dokopać się” do starszych rozgrywek). Dlatego bardzo ważne jest, żeby grać na przekór automatowi i wybierać na kolejny ruch gry z samego dołu listy, a nie z góry.

Kultura.

Od czasu do czasu (na szczęście niezbyt często) trafiam na chamów i/lub frustratów, którzy wyładowują swoje kompleksy na przeciwniku. Jest to dość nieprzyjemne, ale jeżeli gra się dużo, nie uniknie się takich zachowań. Dlatego trzeba podchodzić do gry z twardą dupą i dużymi pokładami akceptacji dla ludzkiej głupoty. Istnieje możliwość blokowania graczy, przypuszczam że ludzie blokują osobników wybitnie agresywnych (mi się jeszcze nie zdarzyło nikogo zablokować). Trafiło mi się za to kilka sytuacji, w których przeciwnik zwyzywał mnie, a zaraz potem zablokował, żeby nie dać możliwości odpowiedzenia na wyzwiska. Zazwyczaj chodzi o podejrzenie oszukiwania („grasz programem!”) albo o to, że mając ranking 1700 gram z kimś z rankingiem 1300 (nic nie poradzę, tak mi automat wylosował). Tak czy siak, dopóki ktoś nie sięga po groźby karalne, po prostu ignoruję (w myśl zasady „nie karmić trolla”).

Raz zostalem zablokowany za ułożenie na planszy brzydkiego słowa. Nie oszukujmy się, grze wszystko jedno czy ułożymy fiołki czy gęsią kupę, punkty to punkty. Ale niektórzy są na tym punkcie przewrażliwieni.

Ogólnie biorąc społeczność zrzeszona wokół Literaków to ludzie bardzo kulturalni i raczej małomówni. Aplikacja ma opcję czatu, ale korzystam z niej bardzo rzadko. Zazwyczaj żeby pogratulować przeciwnikowi dobrej partii.

Moje słabe strony.

Mam w Literakach kilka słabości, o których wiem (i być może również kilka, o których jeszcze nie wiem). Najważniejsze z nich to:

  1. Słownik. Wiadomo. Czym dłużej się gra, tym więcej slówek człowiek widzi. Niektóre zapamiętuje. Niektóre zapomina. I tak dalej. W moim przypadku mam wrażenie, że słownik przestał mi się rozwijać już dawno temu.
  2. Czerwone literki. Jeżeli mam na stojaku czerwone litery, zazwyczaj staram się ich pozbywać w pierwszej kolejności, nawet jeżeli mogę wykonać lepszy ruch resztą liter.
  3. Remisy. Ponieważ remis w Literakach jest zjawiskiem nad wyraz rzadkim, jeżeli mam taką możliwość, staram się zremisować (nawet jeśli mogę wygrać). Dla samej frajdy.
  4. Siódemki. Jeżeli znajdę możliwość ułożenia słowa ze wszystkich siedmiu liter ze stojaka, łapię pierwszą okazję zamiast poszukać lepszych kombinacji. Jeżeli mogę ułożyć słowo wyżej punktowane bez wykładania siedmiu (rzadkość… ale zdarza się), i tak wybiorę siódemkę.

Rekordy.

Udało mi się – jak na razie – uzyskać:

  • 585 punktów w jednej grze
  • 174 punkty w jednym ruchu
  • ułożyć słowo 13-literowe (plansza ma 15 pól w każdy poprzek)

Stali przeciwnicy.

„Stała” kadra (czyli maniacy tacy jak ja albo i więksi) to na moje kaprawe oko banda mniej więcej 40-osobowa. Ciężko jest podać konkretną liczbę, ale mnóstwo graczy rozpoznaję od razu po ksywie. Z niektórymi zawodnikami rozegrałem już ponad 50 partii.

Błędy w aplikacji.

Od czasu do czasu (na szczęście niezbyt często) bywa, że aplikacja Literaki działa nieprawidłowo. Na przykład „nie zauważy”, że przeciwnik wykonał ruch i nie przekaże „pałeczki” do mnie. Albo cofa mnie do poprzedniego ekranu przy próbie zajrzenia w profil gracza. Albo „zamrozi” obraz litery w trakcie przesuwania jej ze stojaka na stół. I tak dalej. Błędy można zgłaszać (w menu gry jest do tego osobna opcja, która stworzy za nas wiadomość email, wypełni ją wstępnie informacjami diagnostycznymi i pozwoli nam dodatkowo opisać problem). Twórcy gry na ogół reagują tego samego dnia i albo korygują błąd od ręki, albo w ciągu 24-48 godzin.

Szybkość działania.

Jak już nadmieniłem, Literaki to natywana aplikacja na Androida (przypuszczam, że jest też wersja na iPhone), więc działa szybciutko… z wyjątkiem samego startu. Po uruchomieniu aplikacja potrzebuje kilku sekund, żeby wykonać wstępną synchronizację z serwerem. Jak się komuś spieszy, może to być trochę irytujące, ale bez przesady. Ponadto jeżeli mamy chwilową przerwę w połączeniu do Sieci i akurat wykonamy ruch, gra tego ruchu nie zarejestruje. Natomiast wszystkie stoły / plansze przechowywane są lokalnie, więc jak się nie ma Sieci, można i tak pozaglądać na poszczególne rozgrywki, powymyślać dobre ruchy, poporządkować sobie literki na stojakach i tak dalej.

Sam słownik do gry również jest przechowywany lokalnie, więc sprawdzenie ułożonych wyrazów następuje natychmiastowo.

Wnioski końcowe

Literaki to nie Scrabble – nie da się w nich łapać przeciwników na trudne słowa (lub blefować slowami nieistniejącymi w nadziei, że przeciwnik nie sprawdzi). To w zasadzie jedyna poważna wada gry. Jeżeli jesteś w stanie ją przeboleć, cała reszta prawie na pewno ci się spodoba. O ile oczywiście przedkładasz układanie słówek nad oglądanie śmiesznych kotów na Tyrurce.

Gram w Literaki pod ksywą Gniewny Gienek (kojarzy ktoś skąd to?), zapraszam do gry w wolnej chwili!


3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
xpilCichyRzast Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Rzast
Gość
Rzast

Gienek gra na gitarze,
miał być szewcem, lecz mu nie wyszło…?

Cichy
Gość

Gniewny Gienek Gienerator, garbiąc garści, grzązł gwałtownie…

Szacun za te wyniki – grywając od lat z komputerem, i to na niewysokim poziomie trudności, nigdy nawet się nie zbliżyłem do takich liczb. Chyba powinienem w końcu spróbować na wyższym poziomie.