Moja trucizna codzienna: Quizwanie

Kolega podesłał mi niedawno link do gry, której nazwa od razu wydała mi się bardzo podejrzana. „Quizwanie” powinno się przecież nazywać „Quizowanie”, no nie?

Aczkolwiek jak się człowiek chwilę zastanowi, dojdzie do wniosku, że bez tego „o” w środku, brzmi to trochę jak „wyzwanie” – i nie bez racji.

Gra Quizwanie jest całkiem niegłupio pomyślanym quizem na masową skalę. W dniu, w którym piszę te słowa, w Quizwanie gra około 2.2 mln Polaków (albo, gwoli ścisłości, ludzi władających polszczyzną) i liczba ta stale rośnie.

Pojedyncza rozgrywka składa się z osiemnastu pytań, zorganizowanych w sześć rund tematycznych po trzy pytania w każdej rundzie.

Tematów rund (zwanych „kategoriami”) jest na chwilę obecną dziewiętnaście – nie wymienię teraz wszystkich, ale są tam takie pozycje jak „W laboratorium”, „Ciało i dusza” czy też „Cybernetyczny świat”.

Wybór kategorii w każdej rundzie jest rozwiązany dość pomysłowo: co trzecią rundę pokazuje się nam okrągłe menu z trzema losowo wybranymi (spośród tych dziewiętnastu) kategoriami – i musimy wybrać jedną z nich. W ten sposób dwie z sześciu rund będą rozgrywane w kategorii, w której (przynajmniej teoretycznie) jesteśmy mocni. Kategorie dwóch z pozostałych czterech rund wybiera nasz przeciwnik, a dwie są losowane przez system. Rozwiązanie jest moim zdaniem bardzo fair, nie faworyzuje żadnego gracza oraz wprowadza wystarczająco dużo czynnika losowego.

W każdej rundzie możemy zdobyć 0, 1, 2 lub 3 punkty – w zależności od tego, na ile pytań odpowiemy poprawnie. Przeciwnik odpowiada dokładnie na te same pytania.

Gra odbywa się synchronicznie i bez pośpiechu – jedynym momentem, kiedy należy się spieszyć, jest udzielanie odpowiedzi na pojedyncze pytanie – mamy tutaj około dziesięciu sekund. To wystarczająco, żeby wychachmęcić odpowiedź z głowy lub – jeżeli jej nie znamy – zdecydować który strzał będzie najlepszy. Natomiast jest to zdecydowanie za mało, żeby odpowiedź wyguglać. Tym bardziej, że większość pytań ma obrazki, co znacznie podnosi poprzeczkę ewentualnym kombinatorom.

Między pytaniami można sobie robić dowolnej długości przerwy, podobnie jak między rundami. Oczywiście jeżeli obydwaj przeciwnicy są aktualnie online, pojedyncza runda może zająć 10-15 sekund, ale jeżeli ktoś chce robić sobie dzień przerwy po każdej rundzie czy pytaniu – nic nie stoi na przeszkodzie.

Oprócz samej gry można też oglądać statystyki: w których kategoriach mamy ile procent poprawnych odpowiedzi, ile razy przegraliśmy, wygraliśmy bądź zremisowaliśmy, którą pozycję aktualnie zajmujemy w globalnym rankingu, którzy gracze są aktualnie na topie i tak dalej.

Jeżeli w jakimś pytaniu zauważymy coś niewłaściwego (błąd merytoryczny, literówka lub cokolwiek innego, co nam się nie podoba), możemy zgłosić pytanie do twórców gry za pomocą osobnego formularza, gdzie wybieramy jedną z czterech kategorii problemu (literówka, błąd merytoryczny, wulgarne, inne) oraz możemy szczegółowo opisać problem.

Możemy też zgłaszać własne pytania – zostaną one przepuszczone przez sito moderatorów i – jeżeli spełnią wymogi jakościowe – dodane do gry.

Możemy zapraszać znajomych. Jest też opcja czatu z przeciwnikiem.

Gra jest w dwóch wersjach: darmowa, z reklamami, z możliwością grania, jednak bez wglądu w rankingi i inne statystyki, oraz płatna (jednorazowo €1.99), bez reklam i ze wszystkimi fontannami.

Ogólnie gra wciąga naprawdę konkretnie – jedyna „wada” (cudzysłów zamierzony) jest taka, że często trafia się na pytania o polskich celebrytach oraz innych postaciach z polskiej telewizji oraz sceny politycznej, o których istnieniu człowiek nie miał pojęcia, a tu nagle trzeba odpowiedzieć ile jakiś ktoś ma dzieci czy żon, albo jak ma na drugie imię siostra aktora grającego brata aktorki widocznej na zdjęciu 😉

Ostateczny werdykt: bardzo polecam Quizwanie każdemu, kto lubi w wolnym czasie porozciągać aksony. Ubaw jest pierwsza klasa, a przy okazji można się też czegoś nauczyć.

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Moja trucizna codzienna: Quizwanie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tomasz Płókarz
Gość

Przyzwoite łącze niestety wystarczy by wyguglać jeśli masz obok peceta i odpowiednio lotny umysł który potrafi szybko znaleźć właściwą frazę do poszukiwań. Wtedy zabawa staje się grą do jednej bramki. No i dlatego przestałem grać w Quizwanie Wygrywałem nawet wybierając kategorię spoza moich obszarów zainteresowań (jak np… cybernetyczny świat, który w dużym procencie zawiera pytania o gry komuterowe, a ja nie gram)

Mógłbym co prawda się samoograniczyć rezygnując z Google, ale po pierwsze chodzi o to żeby wygrać, a po drugie skąd gwarancja że przeciwnik też się samoograniczy?

lacki2000
Gość
o, nowe szaty bloga! 😛 No to jak to jest z tym wyborem pytań? Wybieramy każdy po trzy razy czy każdy po dwa a dwie pozostałe rundy komp? Bo mi się zdaje że każdy wybiera po trzy razy. A pytania mają różny poziom i niektóre są głupawe, ponoć niektóre z błędami i są też pytania źle ułożone lub nie ponadczasowe. Przykład z dziś: W jakim dniu w Polsce odbędzie się I tura wyborów prezydenckich w 2015 roku? Oczywiście wśród odpowiedzi była ta prawidłow (10 maja) ale kto za kilka miesięcy lub lat będzie pamiętać takie pierdoły i to zapisane nieprawidowym… Więcej »
on
Gość

lacki uważaj !!!!
Ja i moja kochanka używamy czatu w quizwaniu do ciągłego pisania ( po to mamy w tel. tą grę), w razie pytania męża/ żony – co robisz – jak to co gram ;).
Mój kolega też używa tej gry w celu pisania z kochanką.

bm
Gość

Tak właśnie myślałem, że są buraki, które grają z Googlem. No cóż – Polskie obyczaje. Cebulactwo.
Skąd wiem, że przeciwnik też nie sprawdzi?
Śmieci też sąsiadom podrzucam?
A wieczorkiem rozkminka i modlitwa, żeby „dopierdolić sąsiadowi?”.
Po prostu nie mogę uwierzyć…
Cebularnia…

wpDiscuz