Recenzja już była

Dziś nietypowo, wracamy do gry, o której już kiedyś pisałem, czyli Dixit.

Ostatnio kiedy grałem w Dixit, robiłem to za pomocą kart od Tajemniczego Domostwa, innej gry karcianej, równie pasjonującej, która jednakowoż nadaje się do Dixit idealnie. Tym razem – w końcu – udało się zagrać w Dixit kartami do Dixit.

Ha!

Czy jest różnica?

Oczywiście, ogromna. Ale w zasadzie tylko jedna: ilość kart. W Tajemniczym Domostwie kart jest tyle, co kot napłakał, po około piętnastu minutach gry ciężko nie natrafić na tą samą kartę ponownie. Tymczasem oryginalnych kart jest…

Nie mam pojęcia, ile ich jest, ale na grubość, na oko, uzbierałoby się z tego z pięć albo i sześć pełnych talii „zwykłych” kart. Coś mi świta, że w zestawie są 84 karty (moje świtanie jest znacznie uprawdopodobnione przez Wikipedię, ha), a myśmy kupili nie tylko grę oryginalną, ale jeszcze cztery dodatkowe zestawy tematyczne – czyli razem ponad 400 kart.

Przypomnę tym, którzy nie czytali oryginalnej recenzji (są w ogóle tacy?), o co w Dixit chodzi.

Chodzi o zdobycie jak największej liczby punktów.

Punkty zdobywa się albo za odgadywanie, albo za oszukiwanie.

Nie brzmi to może zbyt optymistycznie z moralnego punktu widzenia, ale nie szkodzi. Zaraz zabrzmi.

Otóż chodzi o to, że jeden z graczy (Narrator) wybiera jedną z sześciu swoich kart, a następnie podaje (odgłosem paszczowym) skojarzenie, które w związku z tą kartą mu przyszło do głowy.

Każdy z pozostałych graczy wybiera spośród swoich kart (każdy ma po sześć) jedną kartę, która kojarzy się z hasłem podanym przez Narratora, i odkłada tę kartę na wspólny stosik na środku stołu (chyba, że się gra na łóżku lub podłodze, wtedy stosik jest nie na stole, tylko na łóżku, lub podłodze)

Następnie Narrator bierze te karty, tasuje je i wykłada – obrazkami do góry – na stół (ewentualnie łóżko lub podłogę – patrz wyżej). Wykładając, numeruje karty od jedynki wzwyż: jeden, dwa, trzy, cztery…

W kolejnym etapie każdy z graczy typuje jedną kartę spośród tych leżących na stole (łóżku… wiadomo). Robi to w sposób tajny, poprzez położenie przed sobą – liczbą w dół, żeby inni nie widzieli – kartonika z numerkiem odpowiadającym wytypowanej przez siebie karcie. Na etapie typowania nie wolno głosować na swoją kartę.

Głosy ujawnia się, kiedy każdy gracz się zdecyduje, na którą kartę zagłosować.

I tutaj zaczyna się samo gęste: liczenie punktów.

Które jest w Dixit całkiem niebanalne.

Po pierwsze, może się zdarzyć tak, że wszyscy (oprócz Narratora) wytypowali kartę Narratora poprawnie. W takiej sytuacji wszyscy (oprócz Narratora) dostają po dwa punkty. Narrator zostaje „ukarany” zerem punktów za to, że nie potrafił odpowiednio przekonująco „oszukać” reszty graczy.

Po drugie, może się okazać, że nikt nie wytypował karty Narratora. Identycznie jak w pierwszym przypadku, wszyscy oprócz Narratora dostają po dwa punkty, a Narrator – nic, „za karę”, że przekombinował ze swoim skojarzeniem.

Po trzecie, jeżeli żaden z powyższych warantów nie zaszedł (innymi słowy, jeżeli część z graczy odgadła kartę Narratora, a część – nie), punkty liczy się tak, że zarówno Narrator jak też gracze, którzy odgadli jego kartę, dostają po trzy punkty, a oprócz tego każdy z graczy (niebędących Narratorem) dostaje po jednym punkcie od każdego gracza, który wskazał jego kartę.

Potem punkty się zapisuje, wybiera kolejnego Narratora, dobiera po karcie (do sześciu) i zaczyna kolejną rundę.

To może brzmieć dość zawile, nudno, skomplikowanie, nieciekawie i bezsensownie, ale tak samo jest z grą w Mafię: opowiadanie o niej jest zupełnie nieciekawe, ale wystarczy ze dwa-trzy razy zagrać i człowiek przepadł, będzie grał do czwartej nad ranem.

Myśmy wczoraj grali od siódmej do mniej więcej wpół do jedenastej wieczorem. Głównie dlatego, że rano trzeba jednak do hut, do fabryk, na zmywaki…

Największą – moim zdaniem – zaletą Dixit jest nieliniowość, nieprzewidywalność oraz możliwość wykazania się kreatywnością. Wymyślone hasło może być naprawdę dowolne. Wierszy, piosenka, odgłos, jedno słowo, jedno zdanie, kilka zdań… cokolwiek.

Zaraz potem drugą największą zaletą Dixit jest jakość wykonania kart oraz ich zawartość. Przypuszczam, że żeby takie karty powymyślać (każda jest inna!), trzeba najpierw zażywać przez dobry tydzień duże ilości substancji uznanych w większości krajów świata za nielegalne, a w niektórych za śmiertelne 😉 Karty do Dixit są psychodeliczne, niedopowiedziane, każda ma jakieś głębsze, wielowarstwowe przesłanie, które można interpretować na wiele sposobów. Każda ma za sobą jakąś historię, którą można wyartykułować tak, siak lub owak. Nie ma zimnej, żelaznej logiki, jak w szachach, czy go. Raczej ciężko byłoby nauczyć komputer gry w Dixit (chociaż, kto wie, niedawne doświadczenia z teleturniejem Jeopardy! – wygranym przez komputer Watson przeciwko ludzkim mistrzom świata – pokazują, że komputery całkiem sprawie sobie radzą z przetwarzaniem ludzkiego języka).

Tak więc po raz kolejny bardzo polecam Dixit – jest to wspaniała zabawa dla całej rodziny.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz