Moja trucizna codzienna, odsłona trzecia

W trzeciej części serii „Moja trucizna codzienna” opiszę dziś polską grę „Słowotok”. Gra jest bardzo podobna do angielskiego „Boggle”. Jedyna istotna różnica między tymi dwiema grami to sposób liczenia punktów, cała reszta jest w zasadzie identyczna.

Gra jest sterowana centralnie przez serwer gdzieś w Sieci – do grania wymagane jest więc połączenie z Internetem.

W „Słowotoku” mamy do czynienia z kwadratową planszą o wymiarach 4×4. Każde pole zawiera jedną literę. Wszyscy gracze (ilość graczy jest nielimitowana) mają określoną ilość czasu (około 3 minut) na ułożenie z tych liter jak największej ilości słów. Po upływie czasu liczone są punkty każdego gracza; ten, kto uzyskał ich najwięcej, wygrywa.

Układanie wyrazów musi odbywać się wzdłuż liter sąsiadujących ze sobą (poziomo, pionowo bądź ukośnie). Żadne pole nie może być wykorzystane w danym wyrazie więcej, niż raz.

Punkty za każde ułożone słowo oblicza się jako ilość liter w tym słowie zmniejszona o dwa i podniesiona do kwadratu. Tak więc słowo trzyliterowe daje jeden punkt, sześcioliterowe – szesnaście punktów, a czternastoliterowe 144 punkty. Opłaca się więc układać słowa jak najdłuższe.

Na koniec gra pokazuje przez kilka sekund wszystkie słowa, które były możliwe do ułożenia na planszy, a następnie przez kolejnych kilka sekund listę wszystkich graczy, posortowaną wg miejsc. A potem zaczyna się kolejna partia.

Gra oferuje kilka „pokoi gry”, ponazywanych na ogół od nazw dużych polskich miast. Jest też pokój dla początkujących, gdzie można opanować podstawy, oraz pokój „główny”, gdzie można znaleźć najwięcej graczy, a więc najtrudniej wbić się w czołówkę.

Algorytm losujący początkowy układ liter na planszy jest na tyle „kumaty”, że nie rozsypuje liter całkiem przypadkowo, tylko ustawia jakieś długachne, tasiemcowe słowo, a następnie „obudowuje” je przypadkowymi literami. Odnalezienie tego najdłuższego słowa jest warte grzechu, ponieważ różnice ilości punktów dla dłuższych słów są naprawdę spore (przypominam, podnosimy do kwadratu). Niektóre plansze są „biedne” – tzn. można na nich ułożyć zaledwie kilkanaście słów – inne są „bogate”, a więc jest dużo długich słów i mnóstwo punktów do zgarnięcia.

Słownik używany w grze to ten sam słownik, co w opisywanych przeze mnie niegdyś często „Literakach”, z tym, że dopuszczalne są wyłącznie formy podstawowe każdego wyrazu (a więc jeżeli rzeczownik, to tylko mianownik liczby pojedynczej, jeżeli czasownik, to wyłącznie bezokolicznik i tak dalej).

Gra wciąga jak radziecki odkurzacz. Bywa, że człowiek się podłączy do serwera gry „tylko na chwilę”, a idzie spać o trzeciej nad ranem, bo „jeszcze tylko jedna partyjka” 😉

Link do gry: https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.slowotok.app&hl=pl

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Moja trucizna codzienna, odsłona trzecia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Piotr Kalbarczyk
Gość

Jest podobna gra od MS – Wordament. Mam wrażenie, że w tych grach ludzie mocno oszukują. Trudno mi uwierzyć, że w 2 minuty, ktoś jest w stanie znaleźć 70 słów i zdążyć „przejechać je” paluchem…

wpDiscuz