Wojtek Pilichowski

Pisałem niedawno o Piotrze Bukartyku, dziś wzięło mnie na innego wybitnego Polaka, mowa mianowicie o Wojtku Pilichowskim.

Jak co poniektórzy czytelnicy mogą kojarzyć, w marcu zeszłego roku stuknęło mi 40 lat, z której to okazji moja niezastąpiona Lepsza Połówka wyposażyła mnie w gitarę basową, do której piecyk dostałem – również w prezencie – od kolegi.

Napaliłem się na ten bas jak szczerbaty na suchary i przez pierwszych kilka tygodni nawet dość regularnie ćwiczyłem. Ponieważ na „zwykłej” gitarze gram całkiem nieźle (i jest to moja własna opinia, więc na pewno mam rację!), to na basie powinno mi iść co najmniej o połowę lepiej, bo struny są tylko cztery, a więc o jedną trzecią mniej niż w akustyku.

No i okazało się, że to najprawdziwsza prawda. Z tym, że gówno prawda. Proste melodyjki, owszem, brzdąkałem bez większego problemu, jako że matka natura obdarzyła mnie może nie największym mózgiem, za to całkiem solidnym słuchem. Może nie absolutnym, bez kamertonu nie usłyszę 440 herców, ale jak już ktoś poda ton, mogę na nim budować durki i molki w nieskończoność.

No i tak w błogiej nieświadomości sobie ćwiczyłem, aż któregoś dnia przyszło mi do głowy, że a nuż widelec jest na świecie jeszcze ktoś, kto też ma bas? I też na nim gra?

W taki oto sposób, po paru kliknięciach na Tyrurce, trafiłem na tow. Pilichowskiego, do którego po tej przydługiej grze wstępnej wreszcie udało mi się dotrzeć.

Niestety, tow. Pilichowski natychmiast i w sposób ostateczny rozwiał moje marzenia o jakiejkolwiek karierze w przemyśle muzycznym. A to dlatego, iż jest on, moim skromnym zdaniem, najbardziej utalentowanym basistą w tej części Drogi Mlecznej. Żeby nie wpaść w tę samą pułapkę po raz drugi, na wszelki wypadek spędziłem dzień czy dwa przeglądając Tyrurkę i inne portale multimedialne w poszukiwaniu lepszego basisty, ale na próżno. Wojtek po prostu (nie znoszę tego kretyńskiego określenia, ale tutaj ono niestety pasuje) miażdży i wymiata lepiej niż młot pneumatyczny oraz zamiataczka MPK w Sosnowcu.

Po pierwsze, Wojtek gra od bardzo, bardzo dawna, i jest to jego wielka pasja, a nie tylko zawód. Tak jak ja czuję dreszcz emocji każdego poranka, kiedy zakładam swoje wielkie gumowe rękawice i staję przed jeszcze pustym zmywakiem, tak Wojtek kocha granie i to widać w każdym dźwięku, w każdym ruchu, no po prostu widać.

Po drugie, pan Pilichowski ma bardzo dobre pojęcie o muzyce – nie gra banalnej Pętli Bałtroczyka (która nawiasem mówiąc jest bardzo potężnym narzędziem każdego muzycznego trolla, co skutecznie udowadniają panowie z Grupy MoCarta), tylko bardzo zaawansowane kawałki jazzowe, których ja bym nie potrafił wymyśleć, choćbym zjadł tysiąc kotletów.

Po trzecie wreszcie Wojtek lubi się swoim talentem dzielić ze światem, za co mu chwała i chałwa. Ma swoją kapelę, ma szkołę gry na basie (ponoć w ramach nagrody zabiera swoich najlepszych uczniów w trasy koncertowe), jest też szeroko obecny na Tyrurce – proszę sobie poszukać „Pilichowski bass solo”, tylko proszę najpierw położyć przed sobą na podłodze jakąs miękką gąbkę albo chociaż kocyk czy poduszkę, żeby zamortyzowały upadek szczęki. Gwarantuję bowiem, że każdemu, kto po raz pierwszy widzi maestrię tego wykonawcy, szczęka upada na glebę w czasie krótszym, niż wypowiedzenie na głos „Szczebrzeszynianin z powyłamywanymi nogami”.

Moje prywatne zdanie jest takie, że Wojtek Pilichowski jest wśród gitarzystów basowych tym, kim był Paco de Lucia wśród gitarzystów klasycznych: wyprzedza swoją epokę techniką gry i talentem.

A tutaj próbka umiejętności p. Wojtka:

Jeżeli kiedyś będą koncertować w Dublinie, wybiorę się, bo naprawdę warto.

Ot, co.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Wojtek Pilichowski"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Piotr
Gość

Spróbuj poszukać Filipa Sojki (żadna rodzina Stanisława) i płyty Bassmedia. Od Pilichowskiego różni się niesamowitą muzykalnością.

wpDiscuz