Brzdąk, brzdąk, v. 2.0

Dawno temu, na samym początku istnienia tego blogu, udostępniłem swoim Czytelnikom próbkę swojego brzdąkania gitarowego. Taką sprzed kilkunastu lat, nagrywaną jeszcze na dwa jamniki w czasach, kiedy Internet kojarzył się z ćwierkającym z prędkością niecałych czternastu i pół tysięcy bitów na sekundę czarnym modemem wielkości cegły, a telefony komórkowe były ciągle bardziej wymysłem z powieści SF niż faktem.

Flażolety

Flażolet to efekt możliwy do osiągnięcia podczas gry na instrumencie strunowym. Na przykład na gitarze (ale nie tylko).

Efekt analogiczny do flażoletu można uzyskać również w niektórych instrumentach dętych, przez przedęcie instrumentu, ale ja dziś nie o tym

Flażolet polega na tym, że zamiast pozwalać strunie drgać całą długością (struna otwarta), „blokujemy” strunę w połowie (lub jednej trzeciej, lub jednej czwartej itd.) jej długości przykładając do struny palec, a następnie wprawiamy ją w drganie (trącając palcem drugiej ręki). Dzięki temu struna zaczyna drgać z wyższą częstotliwością. A jak wiadomo wyższa częstotliwość to inny dźwięk. I efekt gotowy.

Wyzywająca jedenastka

Zostałem niedawno [z]wyz[y]wany od blogerów. Wyzw[isko]anie przyjmuję z dumą i pokorą. Rękawicę rzuconą podnoszę.

Tym razem chodzi (jak to zwykle w takich przypadkach bywa) o udzielenie odpowiedzi na jedenaście pytań. A następnie puszczenie własnych jedenastu pytań do kolejnych ofiar blogerów. Pytania wydają się być związane tematycznie z literaturą.

Poczynajmy, w imię boże!

Zmiana kursu

Niech się moja czytelnicza brać nie martwi, nie o walutach dziś pisał będę ani tym bardziej o baksztagach, fordewindach czy kontraszotach. Temat jest znacznie bardziej banalny – otóż kilka dni temu odkryłem u siebie, zupełnie przypadkiem, zamiłowanie do… albo nie, zacznijmy od początku.