Luca Stricagnoli

W ramach poszukiwania nowych doznań muzycznych odkryłem niedawno muzykę Luca Stricagnoli, włoskiego wirtuoza gitary akustycznej. Jakkolwiek heteroseksualny bym nie był, muszę przyznać, że ów Włoch nawilża mnie niezmiernie, ponieważ grając trafia dokładnie w te miejsca mojej muzycznej duszy, które służą nawilżaniu.

Luca na pierwszy rzut oka ucha gra prawie identycznie, jak Jon Gomm, inny świetny gitarzysta akustyczny. Z dwiema niewielkimi różnicami: jest o jakieś trzy rzędy wielkości lepszy technicznie, oraz nie zaśmieca swoich utworów wokalem, który w przypadku Jona Gomma jest raczej średni.

Wiem, wiem. Łatwo mi ferować wyroki, samemu będąc jakimś tam zamiataczem liści w zaśmieconej galaktyce, lata świetlne od Prawdziwej Sztuki. Sam bym lepiej nie zaśpiewał, a tu czepiam się innych. No ale z drugiej strony Jon Gomm naprawdę nie powinien używać swojego wokalu w granych przez siebie kawałkach. W moich oczach uszach znacznie podniosłoby to ich wartość.

Wróćmy jednak do młodego Luci (tak się odmienia włoskie imiona? bo nie wiem…). W dniu pisania tych słów Luca Stricagnoli ma około 24 lat i jest uznanym na całym świecie artystą z całkiem sporym jak na swój wiek dorobkiem. Gra zarówno covery znanych utworów jak też własne kompozycje. Podobnie jak pARTyzant, Luca ma prawdopodobnie dwa osobne mózgi i często gra tappingiem, prowadząc dwie niezależne od siebie (ale świetnie spasowane) linie melodyczne na raz. I to na jednej gitarze! Do tego sam dokłada, na modłę Gabrieli (tej od Rodrigo), elementy perkusyjne uzyskiwane ze stukania paznokciami w pudło gitary bądź też w wytłumione struny, bądź w cokolwiek innego, co akurat jest pod ręką.

Większość jego utworów ma bardzo wyraźny rytm oraz sterylnie czyste nuty. Bardzo mi te nuty robią i od kilku dni w zasadzie nie słucham niczego innego. To przejdzie, oczywiście, ale nie odejdzie. Będę śledził karierę tego gościa i łapczywie łapał kolejne albumy.

Tymczasem pozdrawiam Lucę z mego małego, nieważnego, zaśmieconego bloga, mając świadomość tego, że moje pozdrowienia dotrą doń z mniejszym prawdopodobieństwem, niż szansa znalezienia stupiętnastokaratowego brylantu na środku ruchliwej drogi w Damaszku.

Brzdęk, brzdęk!

http://www.lucastricagnoli.com/


Liczba słów w tym wpisie: 388

Sprawdź też

Cień czy bez – ankieta na pięć sekund

Tytuły jak zwykle kłamią – bzu nie będzie. Szybka ankieta dla wszystkich trzech Czytelników Ignormatyka: …

Noworoczna porada, która działa tylko w 2020 roku

Jeżeli podpisujesz w tym roku jakiś Ważny Dokument, zwróć uwagę na to, żeby nie skracać …

Zapisz się
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
2
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x