427 kóz

Mam nadzieję, że znajdziesz w dzisiejszym wpisie choć odrobinę muzyki dla siebie.

Stary żydowski kawał mówi, że żeby cieszyć się małym mieszkaniem w towarzystwie dużej rodziny, najlepiej kupić kozę i trzymać ją w domu przez jakiś czas. Potem kozę sprzedać i nagle okazuje się, że jest mnóstwo miejsca, cisza i spokój 🙂

Na mojej playliście ulubionych piosenek Spotify jeszcze do niedawna było blisko tysiąc utworów. Jednak niepokojąco często (i w dodatku coraz częściej) zdarzało się, że przeskakiwałem więcj piosenek niż słuchałem. Nadszedł czas na pozbycie się uporczywej kozy, czyli wyczyszczenie playlisty z kawałków, które mnie już męczą lub po prostu nudzą.

Po dwóch dniach pracowitego klikania udało mi się zredukować "Ulubione" do 475 utworów. 427 zaś trafiło na listę rezerwową - niewykluczone, że do niektórych będę chciał kiedyś wrócić, szkoda więc pozbywać się ich bezpowrotnie.

Bez dalszych wstępów oto prezentuję szanownemu Czytelnictwu listę moich 427 najmniej ulubionych utworów Spotify z 2021 roku. Jeżeli nie masz nic lepszego do roboty, zerknij, a nuż znajdziesz tu coś do wywalenia ze swojej playlisty? 🙂

Do kompletu, poniżej lista kawałków, które (póki co) przetrwały hekatombę, posortowana według daty dodania (od najstarszego):

Uwaga: Spotify ogranicza długość listy wyświetlanej na stronach www do 100 pozycji. Dostęp do pełnej listy jest możliwy wyłącznie po zalogowaniu się do swojego konta Spotify.

Nie spodziewam się, żeby ktokolwiek był na tyle znudzony, żeby przeglądać powyższe listy w całości. Poniżej przedstawiam więc dziesięć utworów, których słuchałem najczęściej:

10: Níl Sé'n Lá (Celtic Woman)

O tej piosence pisałem już wcześniej: https://xpil.eu/nil-sen-la/


9: No Diggity (Typh Barrow)

Cover znanego kawałka, wspominałem o nim tutaj: https://xpil.eu/2017-moje-ulubione-kawalki-muzyczne/


8: Johnny law (William Elliott Whitmore)

Opowieść o tym jak policjant nieuczciwie zapakował gościa na 24, a ten mu się potem odgraża, że chętnie by mu za to spuścił w bęcki, ale nie bardzo może bo ten się ukrywa za odznaką i mundurem. Fajny bluesik.


7: Ol' Cook Pot (The Henry Girls)

Piosenka a'capella z czasów Wielkiego Głodu. Matka próbuje negocjować z garnkiem, żeby nakarmić dzieciaki.


6: The Gates (Da Vinci's Notebook)

Panu się zepsuł laptop więc jedzie do Billa Gatesa spuścić mu łomot, ale na miejscu wydaje całą kasę na naparstek kawy, a Gates w międzyczasie umyka. Piosenka w stylu kabaretowym. Też a'capella.


5: Old Friend (Allman Brothers Band)

Pieśń starego człowieka o przyjaźni, deszczu, wietrze i trudnych czasach. Tekst raczej ponury i banalny, natomiast muzycznie - coś pięknego! Rytm, blues, no i ten slide. Ech.


4: Alla Turca Jazz, Op. 5b (Fazıl Say)

Allegretto z Jedenastej Sonaty Fortepianowej Mozarta w wersji jazzowej. Zbiegiem okoliczności grający je Fazıl Say jest Turkiem, a allegretto nazywa się "Marsz turecki".


3: Railroad (Béla Fleck, Abigail Washburn)

Jeden z najstarszych kawałków na mojej playliście. Prosty motyw, niezbyt skomplikowany tekst o pani, która całe życie przepracowała na kolei i ma marzenie, żeby kiedyś kupić sobie pociąg i pozwalać wszystkim jeździć za darmo.


2: L&G Psychedlic (Almunia)

Nie jestem pewien jaki to gatunek - Wujek Google twierdzi, że to włoski rock psychodeliczny, ale tak naprawdę to nie wiem. Prawdą jest, że przez prawie sześć minut leci tam dość jednostajne umc-umc-umc zrobione na gitarach, perkusjach i odrobinie wokalu. Bardzo dobre do wejścia w tryb maksymalnego skupienia, przydaje się przy pisaniu kodu.



1: Mr. Music (Instrumental) (Tori Kelly)

Na topie najczęściej słuchanych przeze mnie kawałków ląduje instrumentalna wersja "Mr Music". Ładny, "okrągły" bas bębna, prosty rytm, łagodne tło. Słucham tego faktycznie dość często, z podobnych powodów jak utworu z drugiego miejsca - kiedy potrzebuję się na czymś mocno skupić.

No dobra. To były najczęściej słuchane utwory. A co z artystami?

Zamiast skupiać się na pełnej historii, zerknijmy w ostatni miesiąc. Oto lista dziesięciu najczęściej słuchanych przeze mnie artystów z ostatnich czterech tygodni:

10: MEUTE

Niemiecka kapela powstała całkiem niedawno (2015) grająca muzykę techno na tradycyjnych, nie-elektrycznych instrumentach: akordeon, bębny, trąby i tak dalej. Nie mają zbyt dużego dorobku, ale to co do tej pory wydali podoba mi się nad wyraz.


9: Pentatonix

Amerykański zespół a'capella założony w 2011 roku. Jeden z niewielu zespołów, których koncert oglądałem na żywo. Po wymianie Aviego Kaplana na Matta Sallee moim zdaniem nieco opuścili poprzeczkę, ale nadal chętnie ich słucham.


8: Kinkajous

Łagodne, jazzujące nuty. Mieszanina dźwięków syntetycznych z analogowymi. Ciężko ich zaklasyfikować do jakiegoś konkretnego gatunku.


7. Fazıl Say

Koleżka zaiwania na forteklapie jak stary. Gra zarówno covery utworów starszych i nowszych, jak też własne kompozycje. Głównie jazz, ale nie tylko.


6. Rodrigo y Gabriela

Tego gitarowego duetu chyba nie trzeba reklamować...


5. 稲垣次郎とソウル・メディア

Jiro Inagaki to nieznany mi wcześniej japoński jazzman, którego nuty pomagają mi ostatnio uzyskać lepsze skupienie (przy pisaniu kodu, nie przy strzelaniu do tarczy).


4. Hania Rani

Gdańszczanka z indyjskobrzmiącym pseudonimem. Gra, śpiewa i komponuje. Od 2015 roku wydała już pięć albumów. Mi najbardziej podobają się jej kawałki solowe, bez wokalu.


3. Dominique Fils-Aimé

O tej pani jużkiedyś pisałem. Charakterystyczna łysa głowa (choć ostatnio już nie, zapuściła się nieco), niebanalne użycie dźwięków - głównie wokali - i piękne rytmy.


2. Mieczysław Kosz

Mówią, że wielkość wymaga tragedii. Nie wiem ile w tym prawdy, ale w przypadku Mietka Kosza się sprawdziło. Koleżka gra grał na fortepianie tak, że słuchając go mam gęsią skórkę.



Na topie jest u mnie ostatnio...

1: Hiromi

Bardzo polecam spróbować, nawet jeżeli nie przepadasz za jazzem ani klawiszami. Hiromi Ueahara czyni swoim fortepianem prawdziwe cuda w mojej głowie.


Na koniec dwa wykresy pokazujące jakich gatunków słucham najwięcej. Pierwszy za ostatnich sześć lat, drugi za ostatnie cztery tygodnie. Wygląda na to, że chociaż oficjalnie bronię się przed tym ręcyma i nogyma, to jednak nieubłaganie dryfuję w krainy jazzowe.

Pierwszy:

Drugi:

Wykresy i statystyki do dzisiejszego wpisu zrobiłem za pomocą narzędzia Stats For Spotify, dostępnego całkiem za darmo tutaj: https://www.statsforspotify.com

9 komentarzy

    1. Nie znałem. Raz na miesiąc robię sobie wymianę muzyczną z córką, oprócz tego korzystam z “Discover Weekly” – czym dłużej się tego używa tym częściej podsuwa fajne kawałki. Aha, mam też znajomego, który mnie regularnie karmi nowościami jazzowymi.

    1. Pięknie gra, rzeczywiście. Ja na forteklapie to tylko wlazłkotka umię, ewentualnie wmurowanejpiwnicy jak mię wena najdzie, a ten tu proszę bardzo.

      1. Nie za bardzo rozumiem sedno twojej wypowiedzi. Czyżby fortepian nie był według ciebie instrumentem jazzowym?

        Próbuję przekazać, że współczesny, często skomercjalizowany jazz, to w sporej części tylko popłuczyny wielkiej sztuki. Bo jazz w swojej świetności, to właśnie Sztuka, co najmniej na poziomie Chopina. On z resztą miał (początek XIX w. !) iście dżezowe odpały. Spośród ok. 50 opusów (utworów, wydań) znajdzie się, lekko licząc, kilkanaście kawałków, w których po dodaniu basu, saksa i lekkiego rubato nie odróżnisz, czy to klasyka, czy jazz. Nie odróżnisz.
        Jeśli nie masz dębowego ucha to pierwszy z podanych linków ma taki właśnie charakter. Drugi z resztą też. Ale nie tylko ja to dostrzegłem, bogowie również brali w tym udział, nawet jeśli byli tylko drobiem. To preludium jest genialne:
        https://www.youtube.com/watch?v=Vc7FUQ8CZ0M
        a ten (UWAGA –>) mazurek jest co najmniej wielki (ale żeby to usłyszeć trzeba lubić mazurki 🙂 – kto nie nie lubi – ten tego nie usłyszy…):
        https://www.youtube.com/watch?v=AZUiJkmtX78

        Jazzowe pozdrówka
        Waldek

      2. A, tak na marginesie:
        Chopin w liście do swojego przyjaciela napisał o sposobie wykonywania preludium nr. 4: “nie grac!”. Cokolwiek to znaczy…
        Chich Corea jako jeden z bardzo, bardzo, ale to na prawde bardzo nielicznych pianistów – na prawdé NIE GRA. Howgh!

      3. Ach, och, nie mogę się powstrzymać, Bruce Liu – zwycięzca Konkursu Chopinowskiego – mógłby grać jazz i byłby w tym o niebo lepszy lepszy. Taka pomyłka Zeusa…

        Poza tym, to staciøem polská klawiaturé:
        áé©ßæøó

        Waldek

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]