Kącik poezji: „This Be The Verse”

O trudach tłumaczenia poezji Larkina.

Dawno temu założyłem, że od czasu do czasu będę tu pisał o poezji. No i napisałem: trochę o Świrszczyńskiej, trochę o Barańczaku, trochę o Waligórskim(1, 2, 3, 4, 5). I to w zasadzie tyle. Kącik poezji umarł śmiercią naturalną.

I sobie leżał taki umarnięty.

Aż do dziś 😉

Zmarły w 1985 roku Philip Larkin był poetą bliżej mi nie znanym. Nigdy przedtem o nim nie słyszałem, nie czytałem żadnych jego wierszy ani innych utworów.

Jednak całkiem niedawno jeden z (nielicznych) Czytelników blogu podrzucił mi temat o tłumaczeniach wierszy Larkina na polski. A konkretnie jednego wiersza, ponoć tego najbardziej znanego. Wiersza raczej mrocznego, podającego w wątpliwość sens rodzicielstwa. Zamiast różowych jednorożców pierdzących tęczami mamy tu samo gęste i smutne. Ale poezja często taka właśnie jest: ponura, ale potrafi uderzyć w czuły punkt. No i „ponury” nie musi od razu oznaczać „brzydki” – zaprezentowany dziś wiersz Larkina jest w swej smętności na swój sposób piękny.

Dzisiejszy wpis ma tak naprawdę dwa cele: po pierwsze pokazać kawałek ładnej, angielskiej poezji, a po drugiej przypomnieć, że – jak mówi stare powiedzenie – z tłumaczeniami jest jak z kobietami: albo są wierne, albo piękne…

Zanim przejdę do sedna, jeszcze tylko małe ostrzeżenie: jeżeli kurwolingwistyka nie jest Twoją mocną stroną, jeżeli na widok słowa „dupa” odczuwasz nieprzyjemne mrowienie w okolicach… w zasadzie w dowolnych okolicach, wówczas zalecam natychmiastowe przerwanie lektury i udanie się na JoeMonster.org.

OK, lecimy.

Najpierw oryginał:

This Be The Verse

They fuck you up, your mum and dad.
  They may not mean to, but they do.
They fill you with the faults they had
  And add some extra, just for you.

But they were fucked up in their turn
  By fools in old-style hats and coats,
Who half the time were soppy-stern
  And half at one another's throats.

Man hands on misery to man.
  It deepens like a coastal shelf.
Get out as early as you can,
  And don't have any kids yourself.

A teraz czas na trzy tłumaczenia powyższego wiersza. Wszystkie trzy zostały namierzone na forum portalu MLingua.pl. I wszystkie są niejako „amatorskie”, w tym sensie, że nie były nigdzie oficjalnie wydane.

Najpierw mój zdecydowany faworyt, czyli tłumaczenie Agnieszki Ch.:

Epitafium dla mnie

Pieprzą ci życie - ojciec, matka.
  Może niechcący, ale jednak.
Topią cię w swych życiowych wpadkach,
  byś wiedział - w życiu musisz przegrać.

Im też zabrali kiedyś szansę
  ci w staromodnych garniturach,
co czas trwonili na romanse
  i gnili w durnych awanturach.

Z ojca na syna coraz gorzej
  życie z młodymi w kulki leci.
Wymiksuj się jak szybko możesz
  i nie decyduj się na dzieci.

Na drugim miejscu w moim prywatnym rankingu plasuje się tłumaczenie Caitlin:

Spierdolą cię, tatuś z mamusią.
  Może i nie chcą, ale tak jest.
W swoje wady cię wyposażą
  Plus parę nowych, oto ich gest.

Ale ich także spierdolili
  W futrach i melonikach durnie,
Co raz ckliwymi cnotkami byli,
  A raz wpadali w dzikie furie.

Ojciec synowską udrękę pogłębia,
  Jak fala, co w skale uparcie wierci.
Uciekaj stąd póki tchu ci wystarczy
  I bądź bezdzietnym aż do śmierci.

Jako ostatnie zaprezentuję tłumaczenie, które mi osobiście kompletnie nie przypadło do gustu; brakuje w nim tej „iskry bożej” i jakoś tak… no nie wiem, rozłazi się w szwach. Autorem jest użytkownik forum posługujący się pseudonimem „imaginaryfriend”:

Mamusia z tatusiem spieprzyli cię ślicznie.
  Choć pewnie nie chcieli, tak właśnie zrobili.
Oddali ci wszystkie przywary swe liczne
  I parę na zapas ci też dolepili.

Lecz ich w swoim czasie tak samo spieprzyli
  Idioci noszący niemodne już płaszcze,
Co raz jak surowi i ckliwi by żyli,
  A raz rozdrapaliby sobie te paszcze.

Synowie dziedziczą niedolę po ojcach,
  Co spycha jak kamień na dno oceanu.
Uciekaj człowieku, nie czekaj do końca,
  Własnego potomstwa przenigdy nie planuj.

Dlaczego właśnie w takiej a nie innej kolejności ułożyłem te trzy tłumaczenia?

Cóż: piękno ponoć tkwi w oku patrzącego, więc najprostsza odpowiedź brzmiałaby: „bo tak!” i byłaby chyba odpowiedzią najszczerszą.

Spróbuję jednak szybciutko zwerbalizować niewysławialne i objaśnić pokrótce czemu akurat tak. Może przy okazji odkryję coś przed samym sobą?

Zacznę od końca, czyli od tłumaczenia numer trzy:

Pierwsza zwrotka:

Pierwszy wers brzmi mi jakoś infantylnie.
Drugi ujdzie, chociaż rym drugiego z czwartym tchnie lekko częstochowszczyzną.
Trzeci oddaje dobrze sens oryginału, ale rym z pierwszym wersem jest kiepski.

Druga zwrotka:

Pierwsze dwa wersy całkiem nieźle.
Trzeci i czwarty nie trzymają się kupy ani gramatycznie, ani znaczeniowo. Kompletna porażka według mnie.

Trzecia zwrotka:

Ujdzie.

Teraz tłumaczenie numer dwa:

Dwie pierwsze zwrotki są zrobione dziewięciozgłoskowcem; mniejsza ilość sylab to wyższy stopień trudności i to jest – dla mnie – najbardziej pociągający aspekt tego tłumaczenia. Szkoda, że nie udało się w ostatniej zwrotce.

Z wyjątkiem drugiej zwrotki, rymy są niepełne w porównaniu do oryginału (tylko jeden rym na zwrotkę, zamiast oryginalnych dwóch)

Fala – wierci? Dziwnie jakoś. Pierwszy wers ostatniej zwrotki tchnie jakąś taką monotonią rytmu.

Ogólnie jest całkiem fajnie – tego tłumaczenia już bym się nie wstydził opublikować, gdyby było moje i gdybym myślał o publikacji 😉

Ale jak widać można dużo lepiej – i to pokazuje tłumaczenie numer jeden.

Rytm jest konsekwentnie rozłożony przez wszystkie trzy strofy. Sens oryginału jest zachowany bardzo dobrze, końcówki rymów dobrane w sam raz, żeby „pasowało”, ale zarazem nie było banalnie.

Druga zwrotka z jakiegoś powodu natychmiast przywodzi mi na myśl słynne tuwimowe „Całujcie mnie wszyscy w dupę” – nie wiem, czy chodzi o rytm, czy dobór słów, czy o persona secunda pluralis – w każdym razie skojarzenie jest dla mnie oczywiste.

Gdyby tylko udało się zastąpić owo nieszczęsne „Wymiksuj się” (trzecia zwrotka) jakimś innym, celniejszym i mniej „udziwnionym” wyrażeniem, mielibyśmy chyba tłumaczenie idealne.

Na zakończenie dodam dwie uwagi:

1. Żadnemu z trójki tłumaczy nie udało się poprawnie ująć dualizmu semantycznego pierwszego wersu pierwszej zwrotki (mi zresztą też nie, chociaż siedziałem nad tym z pół godziny). „They fuck you up, your mum and dad” znaczy zarówno, że ojciec i matka pieprzą ci życie, ale również, że gdyby cię nie naruchali, to by cię nie było. Stąd też przemożny smutek uderza w wersie drugim: „They may not mean to, but they do” – co oznacza, że w zależności od znaczenia przyjętego w wersie poprzednim, albo psują ci życie, chociaż tego nie chcą, albo po prostu jesteś niechcianym dzieckiem.

2. Chociaż tak to może na pierwszy rzut oka wyglądać, pod żadnym pozorem nie miałem dziś na celu umniejszenia umiejętności lingwistycznych żadnego z trójki wymienionych tu tłumaczy. Przekładanie poezji to naprawdę cholernie ciężki kawałek chleba i za samą próbę należy im się głęboki szacunek. Ja sam nigdy nie tłumaczyłem ani nie pisałem wierszy, więc tym bardziej nie powinienem chełpić się krytykowaniem tych, którzy to robią. Wpis należy postrzegać wyłącznie jako ciekawostkę z elementem edukacyjnym. Nic więcej. I nic mniej.

No i – wiadomo – de gustibus non est disputandum.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Kącik poezji: „This Be The Verse”"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
5000lib
Gość

Polecam zaznajomienie z twórczością Ewy Lipskiej. Myślę, że chociaż niektóre wiersze wpadną Ci nie tylko w oko, ale w Twe gusta.

wpDiscuz