Gloria victoribus!

Mniej więcej w połowie wakacji, akurat, kiedy byliśmy w największym ferworze zmartwień o popsute auto, zadzwonił telefon z innego świata.

Pani w słuchawce zapytała najpierw, czy jestem tatą Młodej, co z lekkim zdziwieniem potwierdziłem.

Okazało się, że Młoda wzięła udział w jakimś konkursie rysunkowym zorganizowanym parę tygodni wcześniej przez tenże sklep – i wygrała!
Pani obwieściła mi tę nowinę całkiem radosnym tonem i zaprosiła mnie do sklepu po odbiór nagrody, którą okazał się być kupon o wartości €50 do sklepu Smyths (dla niezorientowanych: to jedna z większych w tej okolicy sieci sklepów z zabawkami). Wyjaśniłem pani, że niestety, jesteśmy teraz na wakacjach i nie bardzo mamy jak tę nagrodę odebrać. Nic nie szkodzi, usłyszałem, jak tylko wrócimy, mamy przyjść i kupon będzie nam dany.

Rozłączywszy się, ogłosiłem nowinę Młodej – skakała pod sufit z radości, a my z dumy. No bo co, w końcu, utalentowane mam dziecko, prawda? Jej stary przez całą szkołę dostawał tróje z plastyki i ZPT (aż do czasu, kiedy wprowadzili sześciostopniową skalę oceniania – od tamtej pory dostałem same dwóje), a Młoda – proszę bardzo, Pablo Picasso w spódnicy normalnie.

Niestety, sklep dał ciała na całej linii. Nie wiem, co tak naprawdę się stało – ale jak już wróciliśmy do domowych pieleszy i zaszliśmy do sklepiku po odbiór nagrody, najpierw przez dwa dni słyszeliśmy, że nie ma managera w okolicy, a potem – jak się już ów manager pojawił – facet zmienił całkowicie front, wyjaśnił, że się w międzyczasie zmieniły zasady, i że zamiast dawać główną nagrodę jednemu zwycięzcy, sklep postanowił rozdzielić tę nagrodę po równo między wszystkich uczestników, i zamiast kuponu do Smyths dać dzieciom słodycze.

Strasznie mi się zrobiło dziwnie. Młoda była przy tej rozmowie, więc buzia w podkowę, ale się jakoś trzyma. Wyciągam z kieszeni swoją patelnię i odtwarzam panu rozmowę sprzed dwóch tygodni, w której jego koleżanka obiecuje mi ten kupon – ale facet był twardy, nawet się nie skrzywił. Gładkimi słówkami się wyłgał, że on rozumie, ale oni już postanowili i nic się nie da zrobić, i czy bierzemy to jajko, czy nie.

W efekcie Młoda dostała wielkie jajko wielkanocne, takie czekoladowe, przecenione z €4.99 na €2.99. Na otarcie łez.

Gloria Victoribus! Taka ich dyszlem w tę i we w tę ganiana mać…

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
StefekhrabinaJaroPiotr Janasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr Janasz
Gość

Choć to straszne dla samej zwyciężczyni, może i dobrze, że tak się stało. Życia w Irlandii trzeba sie niestety nauczyć, już od najmłodszych lat…Cierpią nie tylko dorośli…Co ciekawe, nagrałeś rozmowę….Jestem pewny, że gdyby wygrało celtyckie dziecko, problemu by nie było. Szkoda i strasznie mi żal

Jaro
Gość
Jaro

pięknie

hrabina
Gość

nieładnie postąpili, bardzo. Wstyd dla sklepu! Za to brawa dla Córki, ża talent i zachowanie twarzy.

Stefek
Gość
Stefek

Ale wiocha, glupie piec dych im szkoda w formie durnego kuponu – czyli efetkywnie koszt bylby pewnie €2????
Az mam ochote splodzic dziecko zeby potem ich bojkotowac ile wlezie.