Międzymordzie

xpil - 2018/07/01 - Branżowe /Samo życie /

Padł mi był niedawno dysk.

Szczęśliwie nie taki międzykręgowy, tylko ten w domowym komputerze. Twardy, znaczy.

Dysku padnięcie zaszło stopniowo, organicznie i bez paniki. Zaczęło się od tego, że pojawiło się kilka uszkodzonych sektorów, a SMART zaczął mi raportować jakieś tam odchylenia od normy. Biorąc po uwagę, że dysk ów, nim trafił do peceta, siedział wcześniej trzy lata w domowym NAS-ie, nie był więc najpierwszej świeżości, nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Na dysku trzymam kopię (jedną z kilku) swoich danych z chmury Dropbox i drugiej (OneDrive), oprócz tego siedzi tam folder Steam (grywam czasem w SC2), trochę pomniejszego śmiecia – i to w zasadzie tyle.

Na oko z pół terabajta danych na jednoterabajtowym nośniku.

Skoro dysk postanowił odejść do Świata Wiecznych Obrotów, gdzie będzie Wirować po wieki wieków, należy znaleźć mu zastępstwo. A ponieważ od jakiegoś czasu na topie są nośniki SSD, postanowiłem pójść w tę właśnie stronę.

Dla niezorientowanych: SSD czyli po naszemu Solid-state Drive to nośnik danych oparty wyłącznie na chipach, czyli scalakach – bez żadnych elementów ruchomych (a w szczególności: obrotowych) właściwych dla dysków tradycyjnych. Jest od nich szybszy, cichszy oraz bardziej energooszczędny.

Skoro SSD to Elara.ie, mój ulubiony ostatnio sklep internetowy ze złomem elektronicznym. Zaglądam w sekcję dysków SSD, a tam takie zatrzęsienie różnych różności, że hej. Trochę się stropiłem, bo rozpiętość parametrów, bo różne interfejsy, pojemności, prędkości przesyłu, bo ceny od pięćdziesięciu do prawie czterech tysięcy euro za sztukę – noż urwał żeż nać, panie.

Szybka kwerenda po kilku popularnych portalach technologicznych ujawniła, że najlepiej będzie zainwestować w napęd Samsunga 960 Pro, ponieważ ma on kosmiczne wręcz parametry wydajnościowe: odczyt na poziomie trzech i pół gigabajtów na sekundę, zapis ciut ponad 2 GB/s – dla mnie, pamiętającego jeszcze przełom atarozoiku i amigocenu, wyglądało to jak mokry sen.

Cena co prawda trochę przyduża, wersja półterabajtowa za trzy stówy, a jeden terabajt za ponad pięć – ale z drugiej strony dysku do komputera nie kupuje się przecież na co dzień, można się raz na pięć lat dopieścić.

Czyli co – do koszyka, płacimy… A nie, chwila. Co tam piszą? Że jakieś M.2.

M2 to mi się kojarzy bardziej z niewielką kawalerką w bloku, niż z komputerem, trzeba sprawdzić.

Okazuje się, ze M.2 to taki interfejs (po naszemu: międzymordzie), czyli gniazdo na płycie głównej do podłączania urządzeń w tym standardzie. Czy ja mam takie gniazdo u siebie? Komputer ma ze dwa lata, więc względnie nowy – ale lepiej sprawdzić.

Odłączamy zasilanie, wypinamy pierdylion kabelków, wyciągamy bestię spod biurka w tumanach nieodłącznego kurzu, otwieramy klapę, zaglądamy…

Cholera, jak to M.2 właściwie wygląda?

Zaglądam jeszcze raz na Google… Aha, takie cóś. No to chyba mam, tylko nie wiedzieć czemu w pionie, a według Gugielnicy to powinno być w poziomie i z takim jakby zatrzaskiem. A u mnie – w pionie i bez zatrzasku.

Walę z pytaniem do kumpla z dawnych czasów, kiedy wszystko było proste, dyski podpinało się na IDE, a pamięć mierzyło w jednostkach o cztery rzędy wielkości mniejszych niż teraz… No więc dzwonię do niego i pytam, czy moja płyta łyknie M.2, na co ten poprosił o model płyty, coś tam pogrzebał, pomerdał, pokombinował i odrzekł autorytatywnie:

– Ni uja. Mmmm… sata se kup.
– Sata? – pytam dociekliwie
– Mmmm… sata.
– Ale czemu sata?
– Nie sata tylko m-sata, mniej miejsca będzie zajmować.
– No dobra. – podziękowałem i się rozłączyłem.

Z autorytetem dyskutować nie będę, kumpel siedzi w tym biznesie od czasów, kiedy horyzont był jeszcze zdrowy, wracam na Elara.ie i szukam tego nieszczęsnego m-sata.

Jest! 850 EVO (też Samsunga), jednoterabajtowe cudeńko za niecałe trzy stówy. Ha!

Co prawda wydajnościowo z pięć razy wolniejszy od tego 960 Pro co go sobie wcześniej wyśniłem, ale z drugiej strony i tak z 10x szybciej od dysku tradycyjnego, a przy okazji cena nie zwala z nóg. Szybciutko do koszyka, do kasy, PayPal, klik-klik, będzie za dwa dni.

Dwa dni później kurier przynosi wielką, szarą kopertę, na oko A4. Koperta gruba jak ja po miesiącu treningów z Magdą Gessler, ale na szczęście lekka.

W kopercie – owinięte folią bąbelkową tekturowe pudełko.

W pudełku – drugie, nieco mniejsze.

W tym drugim…

No dobra, nie przeciągajmy. Dysk okazał się takich rozmiarów, że do pudełka po zapałkach weszłyby takie dwa, a jeszcze zostałoby trochę miejsca na zapałki. Maleństwo takie, aż się nie chce wierzyć, że to może udźwignąć cały terabajt.

Wyciągam drania z ostatniego pudełka, całkiem jak tą najbardziejwśrodku matrioszkę, lekko drżącymi rękoma podłączam…

Zaraz, co?

Gdzie ja to mam podpiąć? Przecież u mnie nie ma takiego złącza? Co jest, urwał? Hę? HĘ?!?

Zaraz za telefon to tego niby wielkiego mi fararafa speca od komputerów, co mi to gówno polecił, że mam dysk mSata i nie mam gdzie podpiąć. A koleżka mi na to:

– No pewnie, że nie masz, przecież przejściówki potrzebujesz.
– Y. Przejściówki?
– No proste. Z sata na msata, sanki takie.
– Sanki?
– No. Sanki. Muszę kończyć.

Wyglądam za okno: 33 stopnie, śniegu ilości raczej… umiarkowane, sanek brak.

Guglam znów. No tak, przejściówka z sata na msata, czyli takie saneczki faktycznie, w środek się wpina mały dysk msata, a na zewnątrz wychodzi standardowe sata do płyty głównej.

Cena: jakieś €20, przeżyjemy.

Dostępność…

Zaglądam na Elara.ie. Jest! Mają to! Zamawiam… a nie, nie zamawiam.

„Please note Elara Online will be closing for part of July 2018 to facilitate staff annual leave. Website will stop accepting Orders on Wednesday 27th June 2018.”

Jak pech, to pech. Właśnie zamknęli sklep internetowy, żeby pracownicy mogli wziąć urlopy wakacyjne, Okazuje się bowiem, że te paczki i koperty to się same nie pakują jednak, ktoś to w końcu robi.

Ech.

Zaglądam na Komplett.ie, ale tam przejściówek sata-msata nie mają.

Zaglądam już całkiem zniechęcony na stronę PCWorld, a tam mówią, żeby zajrzeć do sklepu na żywo, bo on-line nie mają, ale w sklepie mogą być.

Zaglądam na Harvey-Norman… nic.

Noż urwał, urwał, urwał, myślę sobie, trzeba mi było w astronomię iść albo w modelarstwo a nie w te cholerne kumputery, i co teraz?

Ponieważ jestem osobnikiem nader upartym, postanowiłem sprawę załatwić osobiście. W końcu pracuję w Dublinie, stolicy kraju, którego ekonomiczną lokomotywą są komputery i ludzie z nimi pracujący, prawda? Jak trudne może być kupienie prostej przejściówki sata-msata? Trzeba się udać do pierwszego z brzegu sklepu komputerowego i tyle.

Ciąg dalszy nastąpi

3
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
xpilRzast Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rzast
Gość
Rzast

Ale cliffhanger…

%d bloggers like this: