Nam strzelać nie kazano

In Samo życie by xpil3 Comments

Przytrafiła mi się przedwczoraj historia nader zabawna, która jadnakowoż mogła okazać się tragiczna w skutkach. Szczęśliwie jednak nikomu nic się nie stało. A było tak:

Jakiś czas temu kupiłem sobie nową gitarrę (słowackiej firmy Dowina), którą od czasu do czasu męczę znajomych; używam jej także do odstraszania komarów na ogniskach oraz – sporadycznie – jako podpałkę do grilla (gryf jest dość długi, więc spokojnie wystarczy jeszcze na kilka grilli). Tak czy siak, gitarra jest i brzęczy całkiem sympatycznie.

Maleńką chochlą smoły w tej beczce dziegciu jest jednakowoż fakt, że struny, które przyjechały do mnie razem z gitarrą, są dość grube. Konkretnie – dwunastki (dwanaście to grubość najcieńszej struny, wyrażona w tysięcznych częściach cala). Dwunastki są najbardziej standardowymi strunami do gitarry akustycznej, jednak dla mnie okazały się za grube (a więc, za duży naciąg i trzeba zbyt dużej siły żeby przycisnąć strunę do progu – po godzinie grania lewa łapa boli jak nie wiem co).

Postanowiłem więc nabyć struny nieco cieńsze (jedenastki), które do mojej gitarry nadają się równie dobrze, ale charakteryzują się mniejszym naciągiem, dzięki czemu można na nich lepiej „bluesować” (a więc „podciągać” dźwięki poprzez nieznaczne przesuniecie przyciśniętej struny w górę lub w dół).

Struny przyszły pocztą w zeszłą sobotę. W niedzielę znalazłem chwilę czasu żeby je założyć – i tu niespodzianka! Okazało się bowiem, że zamiast standardowego mostka (takiego z otworami umieszczonymi wzdłuż osi strun), u mnie struny mocowane są za pomocą indywidualnych kołeczków, które wchodzą w mostek prostopadle do pudła (i do osi struny też).

Myślę sobie, co za czort? Jednak nie takie rzeczy się ze szwagrem po pijaku robiło, zdjąłem więc stare struny i zabrałem się za zakładanie nowych. Udało mi się założyć wszystkie sześć (póki co luźno, bez naciągania), zabrałem się za naciąganie.

Górnych pięć strun naciągnąłem bez najmniejszego problemu (mam taką specjalną korbkę do szybkiego nakręcania strun na kołki, więc poszło sprawnie, do tego gitarra ma wbudowany stroik), a dolna (ta najcieńsza) zrobiła mi niespodziankę – udało mi się ją dociągnąć mniej więcej do dźwięku H (a więc jakieś pięć półtonów poniżej wartości docelowej), po czym kołeczek radośnie wystrzelił z pudła.

Siła naciągu tej konkretnej struny to prawie 10 kilogramów. Kołeczek jest małym, plastikowym pociskiem, który dobrze wycelowany może narobić niezłego bigosu. Siedziałem akurat frontem do kanapy, na której spoczywała moja ulubiona Żonka. Kołeczek trafił w oparcie, mniej więcej pięć centymetrów od jej ucha. Hałas przy tym był całkiem spory (brzdęknięcie struny, uderzenie kołeczka w kanapę), więc wszyscy się fest wystraszyli.

Na szczęście nikomu nic.

Okazało się potem, że popełniłem typowy błąd PZS [1. Początkującego Zmieniacza Strun] i dopuściłem do sytuacji, w której końcówka struny (z taką jakby kuleczką) weszła w rowek tego kołeczka, zamiast wystawać swobodnie poniżej (wewnątrz pudła). To z kolei spowodowało, że kołeczek, zamiast zablokować strunę w mostku, zamienił się w pocisk.

Dziwny świat.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Nam strzelać nie kazano"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
MiSzA
Gość

Ja już chyba widziałem podobną scenę w filmie. Tylko ciut bardziej rozbudowaną, no i tam ofiar się nie udało uniknąć. El Mariachi, szerszej publiczności znany w wersji Desperado…

xpil
Gość

Coś jest na rzeczy, motyw Desperado pojawił się tamtego dnia w rozmowach, w tym właśnie kontekście 🙂

pendragon
Gość

Kiedy doszedłem do słowa "pocisk" skojarzenie nasunęło się samo.

wpDiscuz