Dane, wszędzie dane

Ponad 250 lat minęło od czasu jak von Kleist po raz pierwszy ogłosił, że elektryczność da się magazynować. Prawdopodobnie nie zdawał sobie wówczas sprawy z wagi swojego odkrycia. Żarówkę wynaleziono 100 lat później, ale nawet Edisonowi nie śniły się możliwości informacyjne, jakie niesie ze sobą przetwarzanie energii elektrycznej.

Tymczasem dzisiaj dane w cyfrowej postaci są wszędzie (może zw wyjątkiem piwnicy Kowalskiego, ale to tylko dlatego, że Kowalski nie ma piwnicy). Niewyobrażalne ilości danych są wytwarzane przez Homo Sapiens w tempie przekraczających nasze możliwości pojmowania.

Jako że tkwię od jakiegoś czasu dość głęboko w branży przetwarzania danych, temat ten jest mi dość bliski. Dzięki przetwarzaniu danych bowiem zarabiam pieniądze (które nawiasem mówiąc również nie są niczym innym jak abstrakcyjnymi danymi gdzieś w bankowej chmurze), które następnie mogę wymienić na całkiem już realne dobra doczesne, pomagające moim starym kościom przesuwać się ku nicości w sposób względnie komfortowy.

Mój pierwszy pecet pochodził z pogranicza późnego atarozoiku oraz wczesnego amigocenu. Był to wygrzebany na podberlińskim szrocie uszkodzony Panasonic z procesorem NEC V-20, zgodny w stu procentach z powszechnym wówczas standardem 80186. Żeby było ciekawiej, był on wyposażony w niemieckojęzyczny system operacyjny (bodajże DOS 3.0 – nie pamiętam dokładnie), tak więc nieobce mi są do dzisiaj pojęcia takie jak Festplatte, Diskette, Betriebssystem czy Speicher. Pamięci miało toto 640 kilobajtów (a więc monstrum, standardem było wówczas 256 lub 512 KB), miało dysk twardy (i to niemały bo 20 MB) i czterokolorową kartę grafiki CGA, której możliwości wyświetlania budziły szczerą zazdrość kolegów, mających zabawki wyposażone w monochromatyczne Herculesy. Niestety, ekran był trochę uszkodzony i prawy margines (około 50 pikseli) był nieczynny. Nie przeszkadzało mi to jednak za bardzo (w dalszym ciągu miałem 270 pikseli dostępnej poziomej rozdzielczości) i po kilku tygodniach odkryłem, że poza graniem i formatowaniem dyskietek da się tam pisać programy.

Oczywiście ponieważ byłem samoukiem bez dostępu do fachowej literatury, na pierwszy ogień poszedł QBasic. W tymże QBasic-u napisałem w pocie czoła swój całkiem pierwszy program, który umożliwiał wyświetlanie na ekranie tekstu piosenki wraz z chwytami gitarowymi. Można było przewijać piosenkę góra-dół klawiszami bądź włączyć automatyczne przewijanie z zadaną prędkością. Potem pracowicie wpisałem tam cały swój śpiewnik, żeby po kilku tygodniach skasować wszystko przez pomyłkę. Bakcyl jednak pozostał – no i się zaczęło.

Długo później, już pod koniec studiów, poszedłem do swojej pierwszej „poważnej” pracy – był rok 1997, Microsoft właśnie wypuścił na rynek pierwszą wersję Office wyposażoną w VBA. Od tamtej pory moja edukacja w kierunku przetwarzania danych poszła już szybciutko.

Miałem po drodze przygodę z wyższą uczelnią – sytuacja o tyle zabawna, że prowadziłem zajęcia na tej samej uczelni, której dyplom otrzymałem kilka lat wcześniej (a mój ówczesny rektor podpisywał potem moją umowę o pracę) – no i któregoś razu, pod koniec semestru, stwierdziłem że system zaliczania zajęć jest bez sensu, ponieważ mam jakieś 40 minut na ocenę wiedzy około 20 osób, co daje średnią 2 minuty na osobę. Niewykonalne. Napisałem więc (w VBA właśnie) malutką aplikację, która przeprowadzała test (20 pytań wylosowanych z puli około 100) i wystawiała ocenę. Pytania miałem schowane na dyskietce w kieszeni i musiałem podejść do każdego stanowiska żeby je wgrać na początku zaliczenia, ale dzięki temu nie dałem spryciarzom (których wśród braci studenckiej nie brakuje) najmniejszej szansy na skopiowanie pełnej bazy pytań i zaliczenie… hm, zaliczenia, bez nauki. Dzięki temu każdy student miał spokojne pół godziny na zrobienie testu, na koniec dostawał ocenę, mógł też przejrzeć błędne odpowiedzi. Fajna sprawa.

Mój pierwszy duży, komercyjny projekt operował na danych rzędu 50 megabajtów, a największe tabele miały kilkadziesiąt tysięcy rekordów. Skasowałem za niego tyle, że mogłem sobie kupić (za gotówkę!) 17-calowy monitor, który był wówczas szczytem marzeń każdego maniaka komputerowego. Wydawało mi się również, że takie ilości danych to już jest zupełny kosmos i że na pewno nie będę miał do czynienia z niczym większym.
Od tamtej pory minęło jakieś 12 lat. Dzisiaj operuję na setkach terabajtów, dziesiątkach miliardów rekordów, w systemach działających pod wysokim obciążeniem 24/7/365 i chyba nic nie jest w stanie mnie już zadziwić w tej branży.
Zwykły domowy pecet za trzy stówki ma teraz prawie pięćset razy więcej pamięci operacyjnej niż pojemność całego dysku twardego mojego pierwszego komputera. Prawo Moore’a jakoś ciągle się nie chce zdewaluować, pomimo wielokrotnych zapowiedzi naukowców, że dotarliśmy już do granicy upakowania układów scalonych, granicy częstotliwości taktowania, granicy zwielokrotnienia potoków przetwarzających oraz granicy wydajności chłodzenia tego wszystkiego.

Ludzkość wyprodukowała już grubo ponad 1 zettabajt danych. To jest 1180591620717411303424 ośmiobitowych bajtów. Człowiek jest w stanie skupić się jednocześnie na maksymalnie trzech rzeczach, a objęcie rozumem jednego miliona jest już niemożliwe.

Nasz mózg został zaprojektowany z myślą o wejściu na drzewo po banana i darciu się na drugą małpę na drzewie obok. Ot co.

I pomyśleć, że jeden konkretny impuls elektromagnetyczny mógłby przenieść nas teraz z powrotem w epokę czaszki łupanej…

 

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Dane, wszędzie dane"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
butter
Gość

"[..]chyba nic nie jest w stanie mnie już zadziwić w tej branży.[..]" – oj, młode, naiwne dziecię….
niezbadane są przemyślenia młodych [i nie młodych] adeptów magicznych arkanów informatyki.
Słyszałeś o tajgerach, które grasują na tabelkach w bazach danych [musi być jakieś pasożyty]
Wpadłbyś na pomysł, aby zrobić w update coś w stylu Kolumna ='NULL' ?

xpil
Gość

Ja bym nie wpadł, ale różne perełki widziałem… Zgodnie z prawami Murphy-ego: jak coś można sp*lić to to będzie sp*lone i to w taki sposób, żeby wyrządzić maksimum szkód.

wpDiscuz