Samo życie

Oszuści są wśród nas

Jestem korposzczurem.

To znaczy tak: niby dziubię w tych swoich hurtowniach danych, żongluję miliardami rekordów na lewo i prawo aż rejestry świszczą, w międzyczasie rysuję na whiteboard-ach prostokąty połączone strzałkami (głównie po to żeby mądrze wyglądać – póki co nikt się nie zorientował), czasem coś sobie szrajbnę w PowerShell czy C#, ale nie oszukujmy się. Jestę korposzczurę i tyle.

Wadą bycia korposzczurem jest…

A nie, nie teraz. O wadach może innym razem.

Jedną z zalet bycia korposzczurem jest to, że korpo dla oszczędności czasu kupuje swoim szczurom karmę, którą następnie rzuca do koryta w postaci zgrabnie popakowanych karmników. W porze obiadowej szczury walą całym stadem do koryta (nazwanego dla niepoznaki „kantyną”), każdy znajduje swój karmnik i wtranżala.

Żeby dać szczurom iluzję – namiastkę (jak zwał tak zwał) wolności, korpo pozwala im każdego dnia wybrać z internetowego menu rodzaj karmy. Dzięki temu szczury są zadowolone bo mają darmowe żarcie wedle własnego widzimisię, lokalne biznesy z karmą dla zwierząt są szczęśliwe, bo mają gwarantowany biznes, a korpo jest zadowolone bo przy tej skali faktycznie kupują tę karmę prawie za darmo a szczury im się nie rozbiegają po obejściu tylko grzecznie siedzą w swoich pudełkach. Wszyscy są zadowoleni.

Jakiś czas temu przytrafiła mi się całkiem zabawna historia. Otóż tak: zamówiłem, jak co dzień, żarełko on-line. Patrzę na oczekiwany czas dostawy: 12:15.

O 12:15, jak w zegarku, przyjechały do kantyny dwie palety żarcia. Wszyscy się tam jak zwykle rzucili na łeb na szyję, ja na spokojnie poczekałem do 12:45 aż się nieco rozluźni i poszedłem szukać swojego pudełka.

I nie znalazłem.

Sprawdziłem trzy razy.

No nie ma. Nie ma i już. Prawie jak w Puchatku: czym bardziej szukałem, tym bardziej mojego lunchu tam nie było.

Myślę sobie, kurdę, niedobrze. W brzuchu burczy, coś zjeść trzeba. Goniony głodem zszedłem na parter do lokalnej kafejki, gdzie zamówiłem sobie dwie kiełbaski takiej wielkości, że dawali w zestawie mikroskop skaningowy, za które zapłaciłem tyle szmalu, jakbym ten mikroskop kupił na własność razem z rocznym ubezpieczeniem, laboratorium i bandą szalonych naukowców.

Zjadłszy tę namiastkę posiłku wróciłem do biura. W brzuchu dalej burczało więc sobie pomyślałem, że zagadam do tej onlajnowej jadłodajni. A nuż mieli jakiś problem z moim zamówieniem? Może da się jeszcze coś zrobić?

Zagadałem. Wyjaśniłem co i jak, grzecznie, kulturalnie.

Przeprosili i powiedzieli, że już mi wysyłają jedzonko, ale niestety z tej knajpy co wcześniej zamawiałem to już się nie da, bo zamkłe, ale tu jest menu innej knajpy i mam sobie wybrać.

Wybrałem, podziękowałem. Czas oczekiwania: 30 minut. Spoko.

Godzina już trochę po drugiej, udałem się do kantyny po szklankę wody (dużo piję), a tam tylko kurz, wiatr i turlające się z lewa na prawo i zaraz potem z prawa na lewo róże jerychońskie. Echo się niesie.

Patrzę, a na jednym z niezliczonych stołów samotna torba. Ktoś ewidentnie nie zjadł swojego lunchu… Z ciekawości szukam przypiętej karteczki z imieniem i nazwiskiem, ale niczego takiego nie znajduję. Już miałem odejść, kiedy przyuważyłem odręcznie nabazgrolone ledwie czytelnymi literami swoje imię. Tuż przy krawędzi torby, w słabo widocznym miejscu.

Aha! Czyli jednak dostarczyli. Mogli lepiej tę torbę podpisać, taka ich dyszlem w tę i we w tę ganiana mać…

Jako że w brzuchu mi ciągle burczało, zjadłem zawartość torby (porcja była ogromna, aż żałowałem skonsumowanych uprzednio kiełbasek, za które mógłbym sobie kupić 10% akcji Apple i jeszcze by mi zostało na wykarmienie zachodniej Afryki) i wróciłem do biurka, nabrzmiały niczym niewiasta przed połogiem.

Za 10 minut dostaję maila z recepcji, że mój lunch właśnie przyjechał.

Noż…

Postawiłem torebkę z trzecim już tego dnia lunchem w kantynie rekinom na pożarcie. Urwałem tylko karteczkę z imieniem i nazwiskiem, po czym wycofałem się do swojego pudełka i to właściwie tyle.

Wesołe jest życie korposzczura.

Tags

Powiązane

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
xpilRzast Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Rzast
Gość
Rzast

Nie pisałeś, kiedy przeniosłeś się ze zmywaka na ASAPa 😉

Back to top button
Close
%d bloggers like this: