Przeglądnik kwartalny

W większości korporacji, w których zdarzyło mi się pracować, panuje zwyczaj regularnego (acz niezbyt częstego) spotykania się ze swoim bezpośrednim przełożonym / podwładnymi w ramach tak zwanego performance review.

W teorii polega to na tym, że można się szefowi wyżalić w cztery oczy, że na przykład John z biurka obok kicha i smarka przez ramię, że Bernadette wychodzi na fajki co piętnaście minut, albo że przydałaby się podwyżka. Z drugiej zaś strony szefo może nam powiedzieć jacy to jesteśmy zaje, albo że ktoś miał do nas jakieś wąty, albo że musimy zwrócić większą uwagę na to czy tamto.

Tyle teorii. W praktyce moje ostatnie dwa kwartalne przeglądy wyglądały, mniej więcej, o tak:

- Cześć.
- Cześć.
- No i co?
- No i nic. Robię swoje, póki co idzie nieźle.
- Jakieś uwagi, zażalenia?
- Nie, wszystko w porzo. Coś ciekawego z twojej strony?
- Nie. Nikt cię nie chwalił ostatnio, nikt się nie czepiał. Robisz swoje, idzie nieźle.
- Coś jeszcze?
- Nie. Wiesz, że musimy te spotkania robić, bo wymaga tego regulamin firmy?
- Tak.
- OK. No to cześć.
- Cześć.

W sumie nie narzekam. Zamiast planowanych trzydziestu minut kończy się na trzech.

Czysty zysk.

5 komentarzy

  1. to masz szczęście. Mój bezpośredni [tzw mały (celowo piszę małą literą)] twardo brnie przez wszystkie punkty takich spotkań – stosując starą zasadę: znasz – znam – to posłuchaj. W wyniku tego on wychodzi zadowolony z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, a ja proporcjonalnie do kwadratu czasu [1-1.5h] spotkania wqu*y.

    1. Mój obecny "immediate boss" (czyli, jak to pieszczotliwie ująłeś, "mały") hołduje zasadzie niemarnotrawienia czasu na duperele – i chałwa mu za to.

  2. a mój to wogle ma to w dupie tylko na wigilie przyjdzie albo nie tak to go nie widać bo na szeszelach siedzi.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]