Żulem być

Pisałem swego czasu o tym, jak jakiś obcy człowiek, bezdomny, lekko śmierdzący i bez kasy, dał mi na Centralnym parę złotych bo mi zabrakło do biletu. Byłem wtedy całkowicie zaskoczony, a mój światopogląd lekko się przeobraził.

Wczoraj miałem drugą taką „żulopodobną” przygodę, z tym, że tym razem w roli żula wystąpiłem ja sam.

Akcja właściwa: około godziny dziewiątej wieczorem zauważyliśmy z Małżą, że lodówka jest trochę pusta, i że w związku z tym następnego dnia rano nie znajdzie się nic sensownego dla dziecka na drugie śniadanie (po naszemu: lunch) do szkoły.

Tym samym wyskoczyłem do pobliskiego Dunnes Stores (tego w Cornelscourt – otwarte do północy) celem uzupełnienia zapasów.

Jako że nastawiłem się na większe zakupy, postanowiłem wziąć wózek na kółkach. Do wózka potrzebny jest pieniążek – w tym konkretnym przypadku jeden Jerzy. Ponieważ miałem przy sobie tylko dwueurówkę, już miałem podreptać do dalekich kas żeby rozmienić na pół, kiedy zza węgła wyłoniła się starsza pani, zmierzająca najwyraźniej w stronę swego auta.

Podszedłem do niej raźnym krokiem i – podając na wyciągniętej dłoni dwa euro – zapytałem, czy nie ma może monety jednoeurowej, bo mi potrzeba na wózek.

Na zmywak chadzam na ogół w półpancerzu (pełna zbroja to garnitur, krawat etc., półpancerz to tylko koszula i spodnie, bez marynarki i krawata). Natomiast jak już wracam ze zmywaka do domu, z obrzydzeniem pozbywam się półpancerza i przebieram się w „normalne” ciuchy. Wczoraj był to lekko wygnieciony T-shirt oraz mocno już posunięte w latach sztruksy, z przebarwieniami, tu i ówdzie przetarte. Oprócz tego – ku nieustającemu utrapieniu mojej Małży – golę się na ogół nie częściej niż raz na trzy miesiące, więc przez większość czasu jestem zarośnięty jak chałupa Wodnika Szuwarka.

No więc podchodzę do kobitki i proszę o jednoeurówkę na wózek. Kobita zarejestrowała wielkiego obdartusa z wyciągniętą dłonią i obcym akcentem, lekko zbladła (parking był całkiem pusty – wpół do dziesiątej wieczorem) i zaczęła nerwowo grzebać w portmonetce. Znalazła jedno euro, podała mi i zaczęła się ewakuować w stronę auta, zerkając, czy za nią nie idę.

Ja oczywiście mówię do niej, żeby wzięła te dwa euro, bo ja potrzebuję tylko na wózek, ale było za późno. Z lekko wymuszonym uśmiechem pani powiedziała, że naprawdę nie trzeba, po czym oddaliła się szybkim krokiem.

Stwierdziłem, że goniąc ją z dwueurówką wyglądałbym co najmniej dziwnie. Mógłbym zamiast tego w nią rzucić, ale istniało ryzyko, że nie trafię, albo że trafię za dobrze 🙂

Tak więc, bogatszy o jedno euro, wózek oraz nowe żulerskie doświadczenie, udałem się na zakupy.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz