Wakacje 2015 – wpis pierwszy

Na pomysł pojechania autem do Polski wpadliśmy z moją Żonką już w okolicach roku 2007. Jednak aż do kwietnia 2015 roku nie udało nam się go zrealizować, bo zawsze coś się po drodze pojawiało. A to nieprzewidziana dziura w budżecie, a to dziecko, a to znowu jakiś pogrzeb czy inna zmiana pracy – tak jakby Opatrzność (o której nb. wolę myśleć jako o „Opaczności”) się na ten nasz wyjazd uwzięła. Dlatego w okolicach końca stycznia podjęliśmy twardą decyzję – jedziemy, choćby się miało walić i palić.

W ramach kucia żelaza póki gorące, bilety na promy kupiliśmy od razu, czyli mniej więcej pod koniec stycznia. Klamka zapadła, nie ma odwrotu. Jedziemy!

Bilety kupiliśmy w lokalnym biurze Stena Line, w porcie w Dublinie. Zaskakujące jest to, że koszt takich biletów jest dużo niższy, niż gdyby je kupić on-line. Przy czteroosobowej rodzinie, w obie strony (czyli cztery przeprawy) można zaoszczędzić pi x oko ze 150-200€, a więc konkretny kawałek grosza. Opcja nazywa się Land-Bridge i nie znalazłem jej nigdzie w Sieci (może źle szukałem…)

Plan podróży był następujący:

26 marca (czwartek): wczesnoporanny prom z Dublina do Hollyhead, potem cały dzień jazdy przez UK (do Dover), jakiś nocleg w okolicach Dover.
27 marca (piątek): poranny prom z Dover do Dunkierki, grzejemy przez Francję (mały kawałeczek), Belgię (też mały kawałek, ale znajomi nas ostrzegali, że trzeba jechać przez Antwerpię, a tam korki) oraz Holandię, aż do Niemiec – i to do samego Hamburga, w którego okolicach mamy znajomych, którzy zaproponowali nam nocleg oraz całodniową odsapkę. Ponieważ z Dunkierki do Hamburga jest dobrze ponad 700km, a nie chcieliśmy się zarzynać męczącą jazdą, opcjonalny nocleg gdzieś po drodze – jakiś hotel albo b&b, się zobaczy.
28 marca (sobota): odsapka w Hamburgu, spazieren gehen, jakieś wesołe miasteczko, ogólny chill-out.
29 marca (niedziela) wcześnie rano wypad z Hamburga i grzejemy do Polski, w Lęborku (czyli ostatecznym celu podróży) w okolicach późnego wieczoru.
30 marca – 8 kwietnia – pobyt w Polsce, odwiedzenie paru znajomych, dentysty i innych lekarzy. Nie, żeby nam coś konkretnego dolegało, ale trzeba skorzystać z niskich cen i wysokiej jakości usług medycznych (piszę to całkowicie bez sarkazmu) i zrobić „przegląd serwisowy”. Poza tym, odsapka, no bo to w końcu wakacje, no nie?
okolice 8-9 kwietnia: wyjazd z Polski, nocleg pod Hamburgiem (u tych samych znajomych, o ile nie będą jeszcze mieli nas dość po pierwszej wizycie), potem trasa przez Niemcy, Holandię, Belgię i kawałek Francji, aż do Dunkierki.
12 kwietnia: poranny prom z Dunkierki do Dover, grzejemy przez UK do Hollyhead, wieczorem prom do Dublina, przed północą w domku.

Plan ów udało nam się zrealizować mniej więcej w połowie. Do Lęborka faktycznie dotarliśmy w niedzielę 29 marca, i to późnym popołudniem a nie (jak oryginalnie planowaliśmy) późno w nocy. Chyba głównie dzięki wysokiej jakości autostradom między Hamburgiem a polską granicą – starałem się nie jechać szybciej, niż 140 km/h, ale czasami po prostu się nie dało. Kto jeździł przez Niemcy, ten wie. Niemieckie autostrady powinny być umieszczone pod szklanym kloszem w Sevres pod Paryżem, jako wzorzec – jedzie się naprawdę świetnie, a ponieważ sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, większość odcinków świeciła pustkami i można było przycisnąć bez większego ryzyka.

Jeżeli zaś chodzi o drogę powrotną… to już większy temat, wart osobnego wpisu.

Na zakończenie jeszcze dwie ciekawostki:

1. Podjąłem (raczej udaną) próbę zmierzenia faktycznego kosztu przejechania jednego kilometra moim autem. A więc pstryknąłem fotkę licznikowi w dniu wyjazdu, drugą – po powrocie, a także skrupulatnie notowałem koszty paliwa po drodze. Wyjechałem z pełnym bakiem, a także zatankowałem do pełna od razu po powrocie. Niestety, nie zapisywałem sobie ilości paliwa przy każdym tankowaniu, więc nie wiem tak naprawdę, jakie było jego zużycie – jednak mam całkiem dokładnie policzony koszt przejazdu. Wygląda on tak:

Na starcie licznik pokazywał 36048 km przebiegu. Na mecie zaś – 40860 km. Po drodze tankowałem (po kolei) za: 12 GBP, 40 €, 40 €, 50 €, 180 zł, 180 zł, 50 €, 33 €, 55 €, 30 €, 20 €, 40 €, co daje łączną kwotę około 464 € za paliwo w obydwie strony. Przy dystansie 4812 km daje to odrobinę ponad dziewięć i sześć dziesiątych centa za kilometr. Mój budżet na paliwo zakładał pesymistycznie 15 centów za kilometr (nie miałem pojęcia o cenach paliwa w kontynentalnej części Europy – okazały się one duuużo niższe od przewidywanych) oraz około 5500km (czyli dużo więcej, niż faktycznie przejechaliśmy). Tak więc tutaj całkiem sporo zaoszczędziliśmy.

Komputerek pokładowy pokazywał średnie spalanie na poziomie 6.3 litra na 100 km, z tym, że tylko do niemieckiej granicy. Po paruset kilometrach przejechanych przez Niemcy podskoczył do 8.1, a docelowo spadł do 7.7 i tak już się utrzymał aż do powrotu. Oczywiście gdybym się uparł, mógłbym z niego wyśrubować nawet poniżej 6/100, ale po co?

2. Tuż przed podróżą odkryłem, że mój wszystkofon potrafi robić zdjęcia poklatkowe. W związku z tym nagrałem kilka filmów z trasy, z szybkością jednej klatki na sekundę. Taki film odtwarzany potem z prędkością 30 klatek na sekundę daje 30-krotne przyspieszenie (a więc jazda z prędkością 100 km/h na filmie wygląda, jakby się jechało 3000 km/h). Kręcenie takiego filmu oznaczało oczywiście, że nie mogłem używać telefonu do niczego innego – ale opłaciło się. Mam nakręconą całą trasę od Dublina aż mniej więcej do połowy Niemiec. Fajna pamiątka, a dzięki ogromnemu przyspieszeniu nie nudzi się.

Postaram się na dniach umieścić filmik w Sieci.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Wakacje 2015 – wpis pierwszy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
hrabina
Gość

a my w tym roku też mieliśmy taki plan, ale kiedy online zobaczyliśmy ceny biletów dla 5 osób….. to aerlingus przebił wszystko(promocja dla rodzin z dziećmi). w styczniu właśnie kupiliśmy bilety dla piątki, z 4 bagażami w obie strony za 900e. nawet nie zastanawialiśmy się już nad autem:) choć przyznaję, że wciąż mam marzenie żeby pojechać do PL samochodem. Może faktycznie powinniśmy sprawdzać ceny w biurach, a nie online? nic to, zobaczymy za dwa lata:)

pozdrawiam

wpDiscuz