Deszcz pada, czyli przesrane

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno – tzn. chyba tłuką, bo w biurze mam nieszczęście siedzieć w części centralnej – nie tylko nie siedzę przy oknie, ale nawet nie widzę żadnego w promieniu parunastu metrów.

Niemniej jednak słyszę monotonne łomotanie kropel deszczu (pardon, dżdżu) o pleksiglasowy dach budynku, a więc pada dziś fest.

I dmucha też nieźle. Z auta na przybiurowym parkingu do drzwi wejściowych miałem dziś z 50 metrów (czasem jest 100, a czasem i 200 – odległość miejsca parkingowego od drzwi wejściowych jest wprost proporcjonalna do czasu przyjazdu) – i przez te 50 metrów miałem (jakże by inaczej) wiatr w oczy. I deszcz też. Grawitacja grawitacją, ale deszcz wie lepiej i pada sobie w poprzek.

No więc, dmucha fest. Podobno to resztki jakiegoś atlantyckiego huraganu.

O tym, że faktycznie mocno wieje, świadczy na przykład to, że byłem w stanie zaobserwować fale na powierzchni wody w sraczu. Tzn, khem, w muszli toaletowej. Normalnie woda się bujała sama z siebie, jak nigdy.

W związku z powyższym akapitem przypomniała mi się właśnie scena z mojej studenckiej młodości. Od razu uprzedzam, scena będzie nieco drastyczna 😉

Otóż jechałem sobie w najlepsze pociągiem. Nie pamiętam skąd, ani dokąd. Na swoje nieszczęście podążyłem za wezwaniem natury do wucetu kolejowego – nie było innej opcji, trasa była długa a natura wzywała bardzo głośno. Ku swemu zdumieniu odkryłem, że w wucecie był nawet na swoim miejscu papier toaletowy (sprawa iście niezwykła w polskich pociągach).

Kiedy ukończyłem swe dzieło, nacisnąłem spłuczkę.

Nawiasem mówiąc zawsze intrygowało mnie dlaczego każą ludziom sprzątać psie gówna z miejskich chodników, a nic nie robią sobie z dużo bardziej pokaźnych okazów rozbryzgiwanych radośnie przez pasażerów o betonowe (bądź drewniane) podkłady torowe. Cóż za niekonsekwencja…

Nacisnąłem spłuczkę. Okno było otwarte. Pociąg jechał dobrze ponad stówkę. Wskutek różnicy ciśnień między otworem w wucecie a otwartym oknem, papier (niegdyś śnieżnobiały) chyżo wyfrunął z klozetu, furknął mi koło twarzy i zwinnie wyskoczył oknem.

Większa groza mogłaby malować się na moim obliczu chyba tylko na widok Tyranozaurusa Rexa próbującego pożreć mój komputer. Oczywiście wszystko wydarzyło się tak szybko, że przestraszyłem się już po fakcie. Od tamtej pory zawsze sprawdzam, czy okno jest zamknięte, zanim nacisnę wajchę spłuczki w kolejowej toalecie.

Ech, młodość 🙂

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Deszcz pada, czyli przesrane"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
butter
Gość

teraz już wiesz dlaczego pkp nie serwuje papieru – w trosce o zdrowie klyentów.
Ps nie wiem, czy słyszałeś o nowej promocji: możesz jechać 2 razy dłużej a płacisz tylko 10% więcej

admin
Gość

Czy słyszałem? Ha, jako ich długoletni klient korzystałem z tej promocji wielokrotnie, czasem nawet dwa razy dziennie! I to w czasach, kiedy Ty jeszcze byłeś gąsienicą…

przemas
Gość

Jakbyś nie miał papieru została by Ci tylko metoda na "bilet kolejowy" – tylko ten kartonikowy jeszcze 😉

wpDiscuz