Marcin Przybyłek: „Orzeł Biały”. Recenzja.

Wpadła mi niedawno w ucho książka Marcina Przybyłka pod wiele mówiącym tytułem jak w tytule.

Zacząłem na próbę słuchać…

… i mnie wessało, po uszy!

Gatunek political fiction staram się zazwyczaj omijać szerokim łukiem, ponieważ jednym z moich życiowych filarów jest trzymanie się z dala od polityki, również w wersji literackiej.

Jednak w tym przypadku wątek polityczny trwał krótko, a w dodatku był podany na bardzo rozrywkowym półmisku. Przełknąłem więc ten starter bez krzywienia się, żeby zaraz potem zanurzyć się w najwyższych lotów military fiction, którego to gatunku wprawdzie również nie darzę zbytnią sympatią, ale jeżeli opowieść jest dobrze napisana…

No właśnie. Pan Przybyłek pisze bardzo, bardzo dobrze.

Książka zaczyna się od zdania najeżonego polskobrzmiącymi, ale kompletnie niezrozumiałymi terminami. Następnie przez cały akapit Autor objaśnia sytuację, w jakiej znalazł się świat w wyniku pewnych wydarzeń, oraz jaka rola w tych wydarzeniach przypadła Polsce.

Na koniec powtarza to samo zdanie, co na początku, ale teraz już brzmi ono całkiem swojsko i sensownie, bo wiemy o co chodzi. I chcemy więcej!

Nie chcę teraz zdradzać szczegółów fabuły, bo książka jest według mnie na tyle dobra, że grzechem byłoby zepsuć zabawę przyszłym jej czytelnikom. Powiem tylko tyle, że Autor na początku umieszcza Polskę w bardzo specyficznej, jedynej w swoim rodzaju sytuacji geopolitycznej, żeby na tej bazie skonstruować szczegółowy, bardzo rozbudowany scenariusz. Przybyłek praktycznie „wynajduje” od nowa język polski, uzbrajając go w całkiem zaskakujące nazwy broni, stanowisk, zachowań, wierzeń i czego-tam-jeszcze. Robi to jednak w sposób na tyle umiejętny, że nie sposób się od lektury oderwać.

„Orzeł Biały” to książka zdecydowanie patriotyczna. Jednak nie jest to patriotyzm polegający na udowadnianiu, że jedni są lepsi a drudzy gorsi. O nie. Jest to głębokie, niepodzielone żadnymi politycznymi niesnaskami przekonanie, że rodzinny kraj to wartość najwyższa i należy go bronić za wszelką cenę.

Powieść nie jest z pewnością przeznaczona dla widzów małoletnich. W odróżnieniu od opisywanego przeze mnie niedawno kolejnego tomu przygód Jakuba Wędrowycza, gdzie przekleństwa pojawiają się sporadycznie, tu mięcho leci grubym strumieniem od początku do końca. Jeżeli więc Twoje arystokratyczne uszy nie tolerują dużego stężenia kurwolingwistyki, ta książka prawdopodobnie nie jest dla Ciebie.

Najsilniejszą – zaraz po języku – stroną powieści jest dynamiczna akcja. Każdy akapit obfituje w wydarzenia, nawet rzadkie opisy przyrody są serwowane z pokładu myśliwca czy rakiety typu V3.

Jest kilka całkiem nieoczekiwanych zwrotów sytuacji.

No i wisienka na torcie: ostatni akapit całkiem otwarcie wskazuje, że książka to początek większej serii.

Niniejszym życzę więc p. Przybyłkowi dużo zdrowia i pomysłów na dalsze części. Jeżeli takowe wyjdą, na pewno po nie sięgnę!

Prywatnie daję „Orłowi Białemu” 10/10, co zdarza mi się dość rzadko.

Polecam.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz