“Citadel”. Recenzja książki.

Skończyłem przed chwilą trzeci tom serii “Palladium Wars” Marko Kloosa, pod tytułem jak w tytule.

Dłuższa niż zwykle przerwa między wydaniem drugiej a trzeciej części serii była spowodowana – jeśli wierzyć posłowiu – epidemią. Autor zaczął pracę nad książką na samym początku tego całego pieprznika z wirusem i trochę mu się poobsuwały terminy. Stąd też ponowne zanurzenie się w świecie powieści zajęło mi odrobinę dłużej niż poprzednio – ale w końcu trybiki w mojej namiastce mózgu zaskoczyły, znów zacząłem kojarzyć kto jest kim i co się wcześniej wydarzyło – pierwszą ćwierć książki czytałem z tydzień, resztę połknąłem w jeden dzień. Bo to jest taka książka, że jak już człowieka wessie, to na dobre.

Mamy cztery równoległe wątki, rozciągnięte na 24 rozdziały plus epilog:

  1. Aden, dowódca “Zephyra”, lekkiego ale bardzo szybkiego kosmicznego pojazdu kurierskiego, który w poprzedniej części wpadł w tarapaty i teraz próbuje się z nich wykaraskać.
  2. Idina, policjantka z Pallas, która w wyniku serii wydarzeń z poprzednich części utkwiła na Gretii i cierpi katusze nudy bo szefostwo każe jej doglądać dyplomatów zamiast ścigania bandytów.
  3. Solveig, przygotowywana przez ojca do przejęcia jego stanowiska dwudziestotrzyletnia córka właściciela największego konsorcjum na Gretii, właśnie wróciła z opisanych w drugiej części negocjacji handlowych z Pallas i próbuje ogarnąć zarządzanie wielką firmą
  4. Dunstan, “słomiany dowódca” zniszczonej niedawno korwety bojowej RNS Minotaur – słomiany, bo chwilowo bez statku, którym mógłby dowodzić.

Wątki są ze sobą sparowane – losy Solveig przecinają się w dramatycznych okolicznościach z losami Idiny, podobnie (choć w całkiem inny sposób) spotykają się wątki Adena i Dunstana. Najlepszy moim zdaniem jest wątek Dunstana, który pomimo swojej ponaddwudziestoletniej kariery uczy się prawie od zera, ponieważ jego nowy okręt jest jedyny w swoim rodzaju (nie chcę zdradzić za dużo), został wyprodukowany tylko w jednym egzemplarzu (który pochłonął lwią część budżetu armii) i może robić rzeczy, o których nie śniło się fizjologom.

Wady? Kilka drobiazgów, moim zdaniem. Autor wydaje się nie do końca rozumieć zagadnienia odległości, prędkości i przyspieszenia:

  • Dwie rakiety gonią się, uciekający leci z przyspieszeniem 17g, pościg 20g, po czym ścigający dogoniwszy uciekiniera “zwalnia do 17g”. Z moich zgrubnych wyliczeń wynikałoby raczej, że ten z tyłu miałby taką nadwyżkę prędkości, że zamiast “zwalniać do 17g” powinien się obrócić rufą do przodu i zacząć ostre hamowanie sporo wcześniej.
  • Pięćdziesiąt kilometrów to naprawdę bardzo, bardzo blisko jeżeli podróżujemy z prędkościami rzędu setek czy tysięcy kilometrów na sekundę.
  • Skontaktowanie się ze wszystkimi pojazdami w układzie zajmuje komputerowi pokładowemu raptem kilka sekund – tak jakby na chwilę wyłączyli ograniczenie prędkości światła.

Oprócz tego książka jest zdecydowanie za krótka! Mam wrażenie, że wątki ledwie zdążyły się dobrze rozkręcić, a tu masz ci los, już epilog i posłowie.

Z dobrych wieści – mamy co najmniej dwie furtki, nie, co ja mówię, szeroko otwarte bramy, którymi Autor może pociągnąć serię jeszcze długo. O ile zdrowie i wena dopiszą.

Moja końcowa ocena – mocne 9/10. Z niecierpliwością czekam na kolejne części.

Zapisz się
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x