“Leviathan Falls”. Recenzja książki.

Seria "The Expanse" była dość popularna w czytelniczych kręgach jeszcze zanim Prime zrobił z niej serial. No a potem - wybuchło. Wiadomo.

Nie wiem jak bardzo zaawansowana jest obecnie wersja filmowa tej historii, ale książkowy oryginał kończy się na dziewięciu tomach.

Ostania część pod tytułem jak w tytule miała obsuwę dobrze ponad rok - oficjalnie przez pandemię, a jak tam naprawdę było - nie wiadomo. Ale wreszcie się udało. Kilka tygodni temu wylądowała na moim Kindelku i po kawałku, po parę stron udało mi się ją wreszcie skończyć.

I co?

Hm.

Klimat powieści w zasadzie pokrywa się z poprzednimi częściami. Zdecydowanie brakuje Bobbie Draper, która była moją ulubioną postacią w poprzednich tomach. Bardzo ucieszyłem się z powrotu Millera, który zginąwszy w okolicach bodajże drugiego czy trzeciego tomu zostaje tu wskrzeszony (nie napiszę w jaki konkretnie sposób, zdradzę tylko, że wszystko w miarę "naukowo", bez boskich interwencji i bez podróży w czasie) - Miller jest moim zdaniem jednym z filarów początku opowieści i mocno mi go brakowało.

Tak ogólnie to szału nie ma. Nie jest tragicznie, wszystko się w miarę trzyma kupy (o tyle o ile może się trzymać kupy kawałek przestrzeni w Kosmosie będący bramą do ponad 1300 różnych układów planetarnych...), ale jakoś wybitnie też nie jest.

Moją ulubioną postacią dziewiątego tomu jest chyba Tanaka, chociaż czasem myślę, że jednak Amos. Jim jest mdły. Naomi - raczej przewidywalna. Teresa - podobnie. Duarte w zasadzie nieobecny (z wyjątkiem paru pierwszych rozdziałów i Wielkiego Finału). Alex daje radę podobnie jak dr Okoye. Wstawki z "nadświadomości" Obcych są przydługawe i raczej nudne, chociaż tak naprawdę to dzięki nim książka trzyma się jako tako kupy od strony logicznej. Pomysł z hive mind nie jest nowy, realizacja taka raczej pół na pół.

Łatwo marudzić, spróbowałbym sam siąść na czterech i napisać takie coś 🙂

Bardzo interesująco zrobiony jest epilog, którego akcja dzieje się tysiąc (a może tysiące? Nie pamiętam teraz) lat po wydarzeniach powieści, i który daje czytelnikowi nadzieję na ewentualną kontynuację albo przynajmniej jakiś spin-off.

Reasumując - czuję swego rodzaju ulgę, że się panom James S.A. Corey udało zamknąć temat. Książkę polecam fanom serii. Moja prywatna ocena... gdzieś między 7 a 8 na 10.

Wersję polskojęzyczną książki można kupić tutaj.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]