Siedem filmów na koniec roku

Jeszcze dwa miesiące temu rozbiłbym ten wpis na pojedyncze recenzje, dzięki czemu łatwiej byłoby mi zapełnić blog treścią. Ale to było kiedyś, a teraz jest teraz. Kilka recenzji w jednym wpisie to przecież nie grzech, a nawet jeżeli – to co?

Poczytajmy dzieła Prousta

Jak rozpusta – to rozpusta!

Przegląd nastąpi w kolejności chronologicznej odwróconej, czyli te ostatnio oglądane najpierw.

Na początek – “Gra Endera“. Film z Harrisonem Fordem w roli prawie-że-głównej, na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa Orsona Scotta Carda (Card to nazwisko, Orson Scott to imiona – przed chwilą sprawdziłem w Wikipedii bo sam nie byłem pewien). Na Ziemię najeżdżają Obcy, psim swędem udaje nam się obronić (choć robią nam niezłą hekatombę), teraz okazuje się, że zbierają siły na kolejne podejście, więc armia wpada na pomysł, żeby szkolić dzieci (nastolatków) bo one mają najbardziej elastyczne umysły w walce z wrogiem. Czy to ma sens psychologiczny? Nie wiem, dla mnie nie bardzo, ale skoro książka zrobiła taką furorę to może coś w tym jest. Film jest w każdym razie zrobiony całkiem nieźle – nie brak co prawda uproszczeń i skrótów, ale końcem końców ogląda się świetnie. Zwłaszcza sceny treningów dzieciaków w stanie nieważkości. Spece od efektów specjalnych zrobili tu kawał solidnej roboty. Moja prywatna ocena: 9.5/10

Kolejny na dzisiejszej liście jest “Criminal” z dość sensacyjną obsadą: Kevin Costner, Gary Oldman, Tommy Lee Jones, Alice Eve, Gal Gadot, Michael Pitt, Ryan Reynolds, Jordi Mollà, Antje Traue, Scott Adkins.

Tak. Dziadzio Kevin Costner zagrał tu całkiem prężną główną rolę. Ze względu na obecność Reynoldsa liczyłem na durnowatą komedyjkę, tymczasem film jest dość poważny, aczkolwiek nie ma się co oszukiwać, gatunkowo łapie się do klasycznego “zabili go i uciekł”. Niemniej jednak ogląda się całkiem całkiem. Na samym początku ginie agent CIA – udaje się utrzymać przy życiu jego mózg, z którego następnie szalony naukowiec kopiuje wspomnienia do umysłu innego gościa w celu powyciągania zeń pewnych kluczowych informacji. Gość nie bardzo chce współpracować i zaczyna się sieczka. Nie jest to może kino najwyższych lotów, ale obejrzeliśmy z Żonką do końca i bez przewijania. Bywało gorzej. Ocena: 8/10

Jeszcze jeden film z Reynoldsem, czyli “Red Notice” – tym razem wpasowuje się idealnie w oczekiwania. Klasyczna durnowata komedyjka z prężącym muskuły Dwayne “Rock” Jonhsonem oraz prężącą swoje niewątpliwe imponderabilia Gal Gadot. Źli i dobrzy, policjanci i złodzieje, przekręty i mordobicia, a nad tym wszystkim zblazowany i niepodrabialny humor Reynoldsa. Jeżeli opuścimy odrobinę poprzeczkę, zluzujemy sphincter ani i przymrużymy oko, spędzimy z tym dziełkiem całkiem przyjemne półtora godziny. Daję filmowi 8/10

Pierwsza część “Jumanji” (ta z 1995 roku) odniosła sukces chyba głównie dzięki Robinowi Williamsowi. Potem była odgrzewana wersja z Dwaynem Johnsonem, a jeszcze potem zrobiła się z tego seria – w 2019 roku nakręcili “Jumanji. The Next Level“. Pomysł zasadniczo ten sam od lat: banda nieudaczników zostaje wciągnięta w magiczny sposób do starej konsoli do gier i muszą przejść grę do końca żeby przeżyć i wrócić do zwykłego świata. Papka, ale można się pośmiać. Całkiem sympatyczna rola Karen Gillan, którą osobiście uwielbiam za występ w “Doktorze Who”. Slapstickowy humor w wykonaniu Jacka Blacka i Kevina Harta. Dwayne Johnson i jego mięśnie. Jeżeli spodobało ci się “Welcome To The Jungle” z 2017 roku, polecam. Jeżeli nie – nie polecam. Z mojej strony 6/10.

Jest też i polski akcent. “One Way Ticket to the Moon” to polski film opowiadający o tym, jak chłopak zostaje przydzielony do wojska i co z tego wynikło. Dwóch młodych ludzi podróżuje autostopem przez całą Polskę, przy okazji dorastając na różne sposoby. Bardzo zaskakująca końcówka. Z dotychczas wymienionych tytułów ten chyba jest najbardziej poważny i realistyczny. Oglądało się bardzo dobrze. 9.5/10

Dokumentów za bardzo nie lubię, ale “Jurek” zaskakuje bardzo pozytywnie. Opowieść o Jerzym Kukuczce. Mnóstwo dobrych materiałów archiwalnych złożonych w interesującą i dość przejmującą opowieść. Realia komunistyczne przeplatają się ze zdjęciami ze wspinaczek oraz relacjami krewnych i znajomych Kukuczki. Wciąga. Bardzo polecam. 10/10

Na końcu dzisiejszej listy pojawia się “Executive Decision“, film z Kurtem Russelem i Halle Berry (obydwoje piękni i młodzi, bo film wyszedł w 1996 roku). Terroryści porywają samolot pasażerski, pod pokład udaje się cichaczem wrzucić kilku komandosów, którzy mają za zadanie rozbroić sytuację zanim rzeczony samolot wleci w przestrzeń powietrzną USA i zostanie zestrzelony. Całkiem fajny w swojej klasie wagowej, obejrzeliśmy z przyjemnością. 8/10

Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x