Time Lapse: recenzja

Obejrzałem niedawno film pod tajemniczo brzmiącym tytułem „Time Lapse”.

Dziś króciutka recenzja – uwaga, będzie niewielki spojler, ale odkryję zaledwie pierwszych pięć, może osiem minut filmu, więc nawet jeżeli, Czytelniku, zechcesz potem ten film obejrzeć, możesz tę recenzję śmiało łyknąć.

„Time lapse” to angielskie określenie technologii poklatkowego robienia zdjęć w stałych odstępach czasu, żeby je potem poskładać w filmik. Można w ten sposób śledzić bardzo powolne procesy, na przykład ruch ciał niebieskich na gwiaździstym niebie, albo rośnięcie drzew – i tak dalej.

Film natomiast opowiada o trójce młodych ludzi (dwóch facetów i dziewczyna), którzy pewnego dnia odkrywają w domu świeżo zmarłego sąsiada tajemnicze urządzenie przypominające wielki aparat fotograficzny, wycelowany obiektywem w ich okno.

Na ścianie wisi mnóstwo zdjęć, pokazujących, co robili w różne dni. Gość ich ewidentnie podglądał!

W pewnym momencie, o godzinie ósmej, aparat pstryka fotkę.

Na fotce jest obraz nieco różniący się od stanu faktycznego. Widać na nim przewrócony wieszak. A wieszak przecież stoi.

Następnego dnia wieczorem, około ósmej, wychodząc z domu, babeczka niechcący zahacza ręką o wieszak. Wieszak się przewraca. Cała trójka porównuje obraz widziany w ich własnym oknie ze zdjęciem. Pasuje idealnie.

Okazuje się, że aparat raz na dobę pstryka fotkę, która pokazuje obraz przyszłości – dokładnie 24 godziny do przodu.

Na kolejnym zdjęciu, pstrykniętym 24 godziny po tym pierwszym, widzimy całą trójkę jak pokazuje wypisane wielkimi literami na kartkach A4 wyniki wyścigów. Obstawiają wyścigi. Wygrywają kupę kasy. W zasadzie żyć, nie umierać…

Taki jest początek filmu. Dalej nie będę opowiadał, żeby nie popsuć niespodzianki. A zapewniam, że niespodzianek jest tam mnóstwo, napięcie budowane jest stopniowo, a widz, któremu się wydaje, że wie, o co chodzi, jest cały czas ładowany w bambuko. Na szczęście ładowanie odbywa się w sposób wybitnie przyjemny. Intryga się coraz bardziej zagęszcza (i zapętla, jak na porządny film tego typu przystało), wszystko jest idealnie zgrane, dopasowane i ciężko się do czegokolwiek przyczepić od strony logicznej.

Obsada jest kompletnie nieznana (przynajmniej mi). Film wydaje się być niskobudżetowy, ale nie o efekty ani znane gęby w nim chodzi, tylko o pomysł. Bardzo prosty pomysł, bardzo solidnie wykorzystany.

Chociaż kusi mnie uchylenie jeszcze rąbka tajemnicy, zamknę się już. I oceną 10/10 zachęcę Cię, Czytelniku, do obejrzenia „Time Lapse”. Bo naprawdę warto.

I nie, mordercą nie jest ogrodnik 😉

 

 

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz