“Nobody”. Kino akcji. Recenzja filmu.

Film dość świeży, bo z zeszłego roku. Klasyczne "zabili go i uciekł". Wartość artystyczna w okolicach zera. Wartość rozrywkowa: mocne dziesięć na dziesięć z tendencją zwyżkową 🙂

Zaczyna się dość zwyczajnie: główny bohater (Hutch Mansell, grany przez nieznanego mi dotąd Boba Odenkirka (choć powinienem go skojarzyć, bo grał przedtem w moim ulubionym Movie 43)) mieszka z żoną i dwójką dzieci (syn nastolatek, córka tak na oko z sześć lat, może pięć albo siedem).

Nie, wróć. Kłamię. Zaczyna się od bardzo krótkiej i nic nikomu nie mówiącej sceny, w której Hutch siedzi w pokoju przesłuchań na komendzie policji, z papierosem w mocno obitej gębie, małym kotkiem za pazuchą, w kajdankach, a dwójka przesłuchujących go policjantów próbuje się dowiedzieć kim on właściwie jest. Potem akcja się przenosi do domu Hutcha, patrz akapit wyżej. Pewnej nocy dwójka włamywaczy próbuje go okraść... i więcej nie napiszę, żeby nie zepsuć niespodzianki.

Ale trochę jednak napiszę, bo głupio tak urwać w połowie. A więc tak: mamy Hutcha, który jest klasycznym bohaterem nie do zdarcia - z mroczną przeszłością, ewidentnie próbującym się wpasować w ramy codziennego rodzinnego życia. Mamy też jego najbliższą rodzinę, która gra tu głównie rolę drugoplanową. Oprócz tego jest jeszcze mieszkający w domu opieki tata Hutcha (grany przez Christophera Lloyda - to ten szalony naukowiec z "Powrotu do przyszłości"!) oraz tajemniczy przyjaciel, z którym Hutch porozumiewa się wyłącznie przez supertajne radio.

A z drugiej strony mamy gang Rosjan dowodzony przez Yuliana Kuznyetsova (świetna rola zupełnie nie znanego mi dotąd Alekseya Serebryakova, który ma na swoim koncie dobrze ponad 120 ról w różnych filmach - głównie rosyjskich). Hutch i gang Yuliana wpadają na siebie w zasadzie przez przypadek - no i się zaczyna.

Jeżeli spodobał ci się "The Accountant" z Benem Affleckiem, "Polar" z Mikkelsenem albo którykolwiek z filmów z Liamem Neesonem ("znajdę cię i tak dalej blablabla wiadomo"), to obstawiam, że "Nobody" wciągniesz z radością, niczym głodna gęś dużą kluskę.

Na zakończenie jeszcze mała zagadka dla tych, którzy ten film już obejrzeli: proszę mi powiedzieć co łączy "Nobody" z "Pulp Fiction"?

1 Comment

  1. Na zagadkę nie odpowiem, bo filmu nie oglądałam, natomiast muszę powiedzieć, że Twoje recenzje urzekają każdego, który umie czytać, więc nic dziwnego, że wciągają niczym głodne gęsi te świetnie napisane recenzje 🙂
    Zasyłam serdeczności

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]