Podwójna (pi x drzwi) recenzja ze świerzopem i dzięcieliną pałą

Żeby nie było, żeśmy wyjechawszy z Polski zrobili się tacy niby fafarafa światowi, od czasu do czasu lubimy sobie z Żonką obejrzeć coś po polskiemu. A że Netflix oferuje ostatnio coraz więcej polskich tytułów, skonsumowaliśmy niedawno dwie całkiem niczego sobie pozycje, o których dziś pokrótce.

1 "Plagi Breslau" Patryka Vegi - film dość niezwykły, z kilku powodów. Po pierwsze bardzo nietypowa rola Kożuchowskiej, którą dotychczas kojarzyłem głównie z tasiemców "Rodzinka PL" oraz "Przyjaciółki", gdzie gra role takie raczej kurodomowe i raczej zabawne (zwłaszcza w "Rodzince..."). W "Plagach..." natomiast widzimy ją w roli zbuntowanej szefowej lokalnej wrocławskiej policji - fryzura pół na pół, klnie jak szewc, kopci jak lokomotywa, jest ogólnie nieprzyjemna i lubi dowalić jak się ktoś akurat nawinie. Po drugie zaskakująco świeża rola nieznanej mi wcześniej Darii Widawskiej, grającej wysłaną przez warsiaffkę behawiorystkę, mającą rozpracować seryjnego mordercę. Po trzecie - fakt, że tożsamość głównego złoczyńcy poznajemy mniej więcej w jednej trzeciej filmu, co jest o tyle ciekawe, że w tego typu kreacjach przeważnie albo wiemy kim jest czarny charakter od samego początku, albo musimy poczekać do końcówki. Tymczasem tutaj - proszę bardzo.

Aha, no i nie sposób przegapić postaci patomorfologa o cmentarnym, nota bene, humorze, granego przez Iwonę Bielską. Coś wspaniałego.

Na minus - rola Andrzeja Grabowskiego, którego uwielbiam za różne inne filmy, ale tutaj zagrał rolę bardzo przewidywalną.

Film ma co najmniej dwie albo i trzy przewrotki, dzięki którym sceny oglądane wcześniej nagle nabierają całkiem nowego sensu. Takie wodzenie widza za nos bardzo mi odpowiada.

Nie polecam oglądania przy posiłku, rozbebeszone trupy widać z bliska, bardzo wyraźnie i bardzo realistycznie.

Końcem końców trudno powiedzieć kto jest zły, a kto dobry w tym całym pieprzniku (chociaż tu akurat opinie mogą być podzielone).

Polecam. I Rotten Tomatoes też polecają, wynik 86% to całkiem wysoko.

2 "Sophie Seeks", czyli po naszemu "Poszukiwania Zofii" ewentualnie "Zośka szuka". Lekka komedyjka o pani, która najpierw przyłapuje swojego faceta na tete-a-tete w związku czym rozstaje się z nim w sposób burzliwy i nieodwracalny, po czym próbuje sobie jakoś wyjaśnić dlaczego jej nie wychodzi w związkach, a że ludzie lubią dłubać w bolącej dziurze w zębie, postanawia spotkać się ze swoimi wszystkimi byłymi chłopakami, żeby każdego z nich zapytać czemu właściwie się rozeszli.

Pomysł nie jest może najświeższy, w dodatku nie jestem wielkim fanem romkomów, ale ten film obejrzałem z przyjemnością. Nic z niego wprawdzie nie wyniosłem, ale gęba mi się uśmiechnęła więcej niż raz, a to już coś.

Dwa największe plusy filmu to obsada i muzyka. Główne role grają wysublimowana Kasia Maciąg oraz jej kompletne przeciwieństwo Joanna Kulig - i obydwie są w swoich rolach świetne. Poza tym mamy też Wiedźmina, pardon, Żebrowskiego, który pojawia się wprawdzie tylko na kilka chwil, ale jednak. Jest też pełen energii Maciej Stuhr, którego nie da się nie lubić, jest przesympatyczny Krzysztof Głobisz no i grający paskudną rolę Łukasz Garlicki, za którym wprawdzie nie przepadam, ale tutaj poszło mu całkiem fajnie.

Co do muzyki zaś, mamy nietypowe (i jakby pół-amatorskie, ale nie do końca) wykonania przebojów z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, a to zawsze działa. Jest "Czas nas uczy pogody", jest "Daj chłopaka", "Krakowski spleen" i wiele, wiele innych kawałków pojawiających się znienacka i zawsze pod temat.

Są też pomysłowo wkomponowane murale zapowiadające kolejną postać - niektóre zrobione cyfrowo, niektóre faktycznie narysowane (chyba?). Chociaż nie jest to jakiś szczególnie nowatorski pomysł, wyszło według mnie całkiem całkiem.

Mówiłem dwa filmy? No to kłamałem.

3 "Żyć nie umierać" z umierającym na raka Tomaszem Kotem w roli głównej - w zasadzie jedyną zaletą tego obrazu jest Tomasz Kot, którego osobiście uwielbiam (głównie za rolę Robala z "Testosteronu", ale nie tylko). Sam film jest - poza paroma scenami - najnormalniej w świecie nudny. Obejrzeliśmy w piętnaście minut na przewijaniu. Nie polecam.

5 komentarzy

  1. Nie rzucam takich słów często, co nie znaczy, że to podnosi ich znaczenie… Uważam, że Pan Kot potrafi zagrać wszystko, tak ma u mnie kredyt zaufania, i to od bardzo długiego czasu. Nie wiem, czy ten komentarz coś wnosi…

    1. Również uważam, że Kot jest jednym z najbardziej wszechstronnych znanych mi polskich aktorów.

  2. A takie filmy mówiące o utracie zdrowia bardzo często w Polsce szczególnie, choć i zagraniczne są po prostu stereotypowe…

  3. Obejrzałem Plagi Breslau.
    Jako wrocławianin od zarania mnie, mogę stwierdzić, że aktorka Kożuchowska i S-ka wielokrotnie używali teleportacji. To fantastyczne, że w Polsce ktoś wynalazł taką technologię przyszłości (teraz już teraźniejszości). Bravo Vega – vizyk śviatovego vormatu.

    P.S. Film daje radę, choć osobiście zaliczyłbym go do kategorii pulp fiction, gdyż tylko wtedy daje się go oglądać bez stresu.

    1. Ha! Ja we Wrocku byłem ze trzy razy, głównie przejazdem. Najbardziej zapamiętałem to wielkie rondo z pierdylionem zjazdów (i niewielką ławeczką pośrodku o ile dobrze kojarzę) – jak mi gps powiedział “na rondzie prosto” to go wyśmiałem, bo mi się skończyły palce żeby policzyć te zjazdy…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.