Wściebcy i szykli, trzustka

In Recenzje filmów by xpil0 Comments

Zachciało nam się ostatnio z Żoną zakosztować trochę multimedialnej rozrywki – sprzedali my dziecko do sąsiadów i udali my się szykiem zwartym ku najbliższemu kinu, w którym akurat grali wściebkich i szykłych. A może szybkich i wściekłych? Jakoś tak… W każdym razie chodzi o szóstą już część filmu o koleżkach, którzy jeżdżą fajnymi brykami (stąd szybcy), i zmagają się z przeciwnościami losu w postaci rozmaitych bandziorów (to by wyjaśniało człon „wściekli”, jak sądzę).

Uwaga: w dalszej części będę mówił trochę o tym, co się działo w filmie – jeżeli nie chcesz sobie zepsuć niespodzianki, wyłącz teraz komputer i idź do kina…

Tym razem zamiast walczyć przeciwko Systemowi, nasi wspaniali kierowcy zostają poproszeni przez ówże System o pomoc. Trzeba złapać nieuchwytnego bandziora, który jest w posiadaniu jakiegoś czegoś, co może zniszczyć świat (a konkretnie to solidnie namieszać w systemach telekomunikacyjnych, i to w skali globalnej).

Całej fabuły opisywał nie będę, bo jest nudna i w zasadzie identyczna ze wszystkimi poprzednimi częściami, z różnicą na poziomie detali (a więc na przykład zamiast z ciężarówką, po moście ścigają się z czołgiem, a zamiast sejfu mają na sznurkach wojskowy samolot transportowy).

Co do wykonania, bardzo fajnie. Od pierwszej do ostatniej sekundy filmu cały czas coś się dzieje. Nie ma dłużyzn, dialogów, kur, kaczek, drobiu ani drogi na Ostrołękę. Jest nieustający popis kaskaderów za kierownicami bardzo drogich samochodów, w międzyczasie trochę solidnego, niczym nieuzasadnionego mordobicia i strzelania, jest dużo wybuchów, skoków, upadków i mięsistego humoru. Jest jeden i drugi wątek miłosny, ale niech się panie czytające tego bloga za bardzo nie wzruszają, to nie jest komedia romantyczna 🙂 Na widowni odsetek pań wynosił, na oko, mniej niż 20 procent.

W ostatniej scenie pojawia się spora niespodzianka. Mianowicie jak już dobrzy wygrywają i odjeżdżają w siną dal na tle zachodzącego słońca, widzimy jednego z bohaterów ścigającego się po ulicach Tokio. Nagle, całkiem znienacka, zostaje on staranowany przez inne auto, i to tak skutecznie, że (chyba) na śmierć. Z tego drugiego auta wysiada nitk inny tylko Jason Statham, wyciąga komórkę i dzwoni do Torreto, uśmiechając się złowróżbnie.

Statham w „Szybkich i wściekłych”? Hm. Z jednej strony, on prawie zawsze grywał kierowców wyczynowych, więc niby pasuje. Z drugiej, on przecież należy do świata opanowanego przez długie, czarne, dostojne limuzyny a nie sportowe, krzyczące wszystkimi kolorami tęczy ścigacze.

W siódmej części, mam nadzieję, to niedopasowanie nie będzie miało znaczenia.

Szóstka zaś jest na piątkę i polecam ją każdemu żądnemu łatwej rozrywki fanowi motoryzacji (a także awiacji oraz niekończących się pasów startowych – scena ze startującym samolotem trwa chyba z 20 minut, może on w kółko jeździł po tym lotnisku?)

Tymczasem czas zagryźć wędzidło i zabrać się za orkę codzienną.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz