Legion samobójców: recenzja

Obejrzeliśmy sobie niedawno z Żonką jedno z nowszych dzieł Dziewiątej Muzy pod wielce obiecującym tytułem „Legion samobójców”.

Film jest… dziwny.

Jeżeli spodobało Ci się, sympatyczny Czytawcu, Sin City, to niewykluczone, że spodoba Ci się również „Legion…” Ale gwarancji nie daję.

Film jest mocno

komiksowy

, z przerysowanymi postaciami oraz ogromną ilością trupów, które ścielą się gęsto na wszystkie strony.

Nie jest to na pewno film dla dzieci.

Jeśli chodzi o

obsadę:

niewykluczone, że jest to jak na razie najgorszy film, w którym zagrał

Will Smith

Nie oznacza to jednak, że film jest jakoś wybitnie kiepski. Co to to nie. Po prostu Smith wytresował nas w nieco bardziej górnolotnych tytułach.

Dalej mamy

Margot Robbie

, którą niektórzy mogą kojarzyć z „Wilka z Wall Street” albo z najnowszego „Tarzana”. Przyznaję bez bicia, rola Harley Quinn jest absolutnie bezbłędna i zagrana przez Margot na najwyższym poziomie. Już tylko dla tej jednej postaci warto obejrzeć film.

Jared Leto

w roli Jokera (tak, film dzieje się w Gotham, w świecie Batmana i Jokera!) mnie jakoś nie zachwycił. Może przez to dziwne cóś na zębach.

Nagrodę główną za najlepszą charakteryzację powinien zdecydowanie dostać

Adewale Akinnuoye-Agbaje

, aktor, którego nazwisko poznałem dopiero podczas pisania tej tu oto recenzji, ale którego z gęby kojarzę już od dawna. Grał Eko w „Zagubionych”, grał jednego z gladiatorów w „Pompejach” i jeszcze w drugiej części „Mumii” też grał – to tyle jeśli chodzi o filmy, które oglądałem. Jeśli zaś chodzi o „Legion…” to twarz Adewale raczej nie zapadnie w pamięć, ponieważ gra on człowieka z bardzo silną mutacją skóry. Tak silną, że praktycznie nie da się rozpoznać Adewale spod tej tęczy kolorów i blizn pokrywających twarz.

Jay Hernandez

też dostał niezłą porcję smarowideł na facjatę – prawdę mówiąc nie rozpoznałem go aż do napisów końcowych. Za to grana przez niego postać ma w zanadrzu niespodziankę, z którą ujawnia się dopiero pod koniec filmu. Ale nie powiem jaką, żeby nie zepsuć efektu zaskoczenia – a nuż ktoś jeszcze nie obejrzał…

Wszystkich aktorów nie wymienię, bo mi się nie chce.

Fabuła…

Cóż, powiedzenie, że nie jest najmocniejszą stroną filmu byłoby

pochwałą

Jest dziurawa jak przerdzewiałe rzeszoto, oklepana jak micha świeżaka we Wronkach i przewidywalna jak hejnał mariacki. Jeżeli da się o niej powiedzieć cokolwiek pozytywnego to to, że przez swoją banalność i przewidywalność nie wymaga od oglądającego żadnego, ale to żadnego wysiłku intelektualnego, dzięki czemu może się on skupić na

efektach specjalnych

, których jest mnóstwo, od samego początku aż do napisów końcowych. I ogląda się je z przyjemnością, chociaż nie zauważyłem niczego wybitnego. Wybuchy, strzelanina, mnóstwo keczupu, obce stwory, specjalne umiejętności niektórych postaci – wszystko optycznie solidnie dopracowane, ale bez zaskoczenia.

Podsumowując: nie uważam czasu spędzonego przy „Legionie samobójców” za stracony, ale raczej do filmu nie wrócę. Moja prywatna ocena: pi x oko 7/10, ale jak zwykle proszę się nie sugerować i obejrzeć własnoocznie.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Legion samobójców: recenzja"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ania
Gość

Ja, stary pożeracz komiksów, posiadający skarpetki z Batmanem (w zasadzie każdą część garderoby, ale skarpetki obecnie) – jeszcze tego nie oglądałam. Na pewno muszę nadrobić. Twoja ocena jest i tak bardzo wysoka w porównaniu z szeroką publicznością 😉 Niemniej jak widzę gdzieś kolejne cosplaye Harley, to… No już powoli nóż mi się w kieszeni otwiera 😀
Odbieram to mniej więcej tak:

Tak niezwiązane z tematem, bo wspominasz, że lubisz sci-fi i widzę, że sporo recenzji w tym zakresie się u Ciebie pojawia (jeszcze je będę później przeglądać). Znasz Harlana Ellisona? (https://wjccschools.org/wp-content/uploads/sites/2/2016/01/I-Have-No-Mouth-But-I-Must-Scream-by-Harlan-Ellison.pdf)

Ania
Gość

Nie udało mi się wkleić obrazka z Harley, więc wrzucam go ponownie 😉comment image

wpDiscuz