Ida

Obejrzeliśmy sobie niedawno „Idę”. Recenzja dziś będzie krótka i zwięzła. Do bani ten film jest. Nie strzelają się, nie latają za ufokami po kosmosie, nie ma mordobicia, cycków, teleportacji, podróży w czasie ani sarkazmu.

Jest za to kompleks Polaków w sprawie żydowskiej. Kompleks równie wielki, albo i większy od tego w „Pokłosiu”. Z tą różnicą, że „Pokłosie” obejrzałem od początku do końca z przyjemnością (głównie ze względu na grę młodego Stuhra, którego wielbię), natomiast „Idy” nie zdzierżyłem i przerwałem oglądanie gdzieś tam przy scenie wykopywania czaszek w lesie.

Symbolika filmu, acz niewątpliwie doniosła i ważka, jakoś mnie nie porwała. Srodze poważne postaci Idy oraz jej ciotki zupełnie do mnie nie przemówiły. Otoczka lat sześćdziesiątych też mi za bardzo nie podeszła, bo takiej Polski nie pamiętam (urodziłem się ponad dziesięć lat później, najwcześniejsze wspomnienia mam dopiero z końca lat siedemdziesiątych).

Tak więc – nie polecam. Ale oczywiście proszę się moim nędznym gustem nie kierować – jak ktoś chce, niech ogląda… Tylko żeby potem nie było, że nie uprzedzałem 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o