Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie

Recenzja bzdurnej, ale bardzo zabawnej komedii westernowej.

W ramach odchamiania się obejrzeliśmy niedawno z Żonką komedię pod tytułem „Million ways to die in the West”.

Zanim przystąpię do recenzji właściwej nadmienię, że jest to komedia z gatunku pure-nonsensownych. A więc idealna dla fanów filmów typu „Czy leci z nami pilot” albo „Faceci w rajtuzach”. Jeżeli, Czytelniku, po tytule spodziewałeś się czegoś w stylu „Siedmiu wspaniałych” to, obawiam się, nie Twoja bajka.

Ja osobiście tego typu heheszki uwielbiam, dlatego obejrzałem całość z wielkim bananem na gębie i chętnie obejrzę jeszcze raz, przy najbliższej nadarzającej się sposobności.

Obsada… tu jest interesująco. Głównych bohaterów grają aktorzy albo mi kompletnie nieznani (Seth MacFarlane, Charlize Theron, Sarah Silverman), albo znani mi „po łebkach” (a więc: kojarzę gębę, ale muszę grzebnąć w Wikipedii po więcej szczegółów: Amanda Seyfried, Neil Patrick Harris, Giovanni Ribisi – tego ostatniego kojarzę głównie jako ułomnego braciszka Phoebe z „Przyjaciół”), albo wreszcie wielkie gwiazdy typu Liam Neeson, które jednak pojawiają się dużo rzadziej od całej reszty. Mistrzowski jest występ Ryana Reynoldsa, znanego większości zapewne z pierdyliona komedii romantycznych, który tutaj pojawia się dosłownie na trzy sekundy, żeby natychmiast dać się zastrzelić w najbardziej kretyński sposób. Albo Jamie Foxx („Django”) grający (przez jakieś pięć sekund) Django tuż przed pojawieniem się napisów końcowych. Albo wreszcie Christopher Lloyd (to aktor grający tego szalonego profesorka w „Powrocie do przyszłości”), grający tutaj szalonego profesorka z „Powrotu do przyszłości” 🙂

Fabuła… jest zabawna, bo o to chodzi w tego typu komediach. Klasyczna historia typu „od zera do bohatera”, w której fajtłapowaty farmer trafia w sam środek przygody z bandytami i pięknymi kobietami w roli głównej. Porzucony przez swą dziewczynę popada w rozpacz i postanawia wyjechać z miasteczka, jednak seria zabawnych wydarzeń sprawia, że zamiast tego zakochuje się w żonie lokalnego bandyty, która – z pozoru twarda i zła – okazuje się być fajną babką (tzw. „kobieta z jajami”).

Przezabawny jest motyw Edwarda (Ribisi), który jest zaręczony z Ruth (Silverman), która jest zawodowo prostytutką w lokalnym domu uciech. Paradoks pojawiający się między ideałami („żadnego seksu przed ślubem”) a pracą Ruth jest maksymalnie wyeksploatowany, ciężko się nie roześmiać kiedy Edward wyznaje przyjacielowi, że w sumie to jeszcze nie spał z Ruth, bo czekają z tą ważną decyzją do ślubu.

Fajnie jest zobaczyć Liama Neesona grającego (w końcu!) rolę na wskroś negatywną.

Doskonała jest też scena, w której Albert (MacFarlane) omyłkowo wypija porcję halucynogenu przeznaczoną dla całego plemienia po czym popada w majaki. Owce z nogami wziętymi z obrazów Salvadora Dali to obraz, który ciężko wymazać z pamięci 🙂

Prywatnie, wbrew oficjalnym opiniom różnych mądralińskich, daję filmowi 9.5/10. Bardzo, bardzo polecam każdemu, kto ma odpowiednio zrytą banię. Czy jak to się tam teraz mówi.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rzast
Gość

Kusisz, oj kusisz.. Pozdrawiam :-]

Stefek
Gość

Swoja zrytobaniosc oceniam na 112.5% ale temu filmidlu dalem 3/10 glownie ze wzgledu na sentyment do Neila, bo tak byloby blizej 1/10. Jak widac co pacjent, to lewatywa…

wpDiscuz