Moje trzy grosze o serialu “The Witcher”

Jako wielki fan prozy Sapkowskiego powinienem zacząć od wylania gorzkich żali nad niezgodnością filmu z książką, następnie przejść do problemów etnicznych (“dlaczego Brokilon kojarzy się bardziej z Bronxem niż z pełną spokoju puszczą?!?”) a następnie zamknąć zgrabnym acz kąśliwym komentarzem o zbyt dużej ilości Yenny a zbyt małej – Geralta i dorzucić kilkanaście memów, które jak zwykle grasują po całej Sieci przy takich okazjach.

Zamiast tego jednak powiem krótko: jest w dechę.

Oczywiście, można przyczepić się do setki różnych rzeczy i trzy czwarte Internetu już to szczegółowo zrobiło.

Ale można też potraktować serial jako opowieść *opartą* na książce, a nie wiernie ją odwzorowującą i po prostu zanurzyć się w filmowym świecie, odkryć historię Yennefer (której to historii nota bene w książce – poza dosłownie paroma zdaniami – całkiem nie ma) oraz zanucić pod nosem jaskrową pieśń o grosiku dla Wiedźmina.

Trzy drobiazgi, które mi odrobinę doskwierają, to:

1 Jak oni w kolejnych sezonach zrobią z Cahira postać pozytywną? W książce od samego początku jest on “na granicy”, niby pracuje dla złych Nilfgaardczyków, niby ściga tę nieszczęsną Ciri przez pół świata, niby chce ją zabić, ale potem się okazuje… No dobra, nie będę zdradzał zbyt wiele w razie gdyby któryś z Czytelników nie znał powieści, w każdym razie książkowy Cahir zdecydowanie czarnym typem nie jest.

2 I vice versa: jak oni zrobią czarną postać z Vilgefortza? W filmie postać ta nie jest ani specjalnie potężna, ani Zła, podczas gdy w książce praktycznie od samego początku Vilgefortz daje się poznać z najgorszej możliwej strony i tak już pozostaje do samego końca.

3 Brak Nenneke! W książce jest to postać może nie pierwszoplanowa, może nie rzuca się w oczy na każdym kroku, ale jednak odgrywa bardzo ważną rolę w kilku kluczowych miejscach fabuły. A w serialu mamy tylko jedno czy dwa zdania wypowiedziane przez Triss, z których wynika, że jest sobie jakaś tam świątynia Melitele i to właściwie wszystko.

Poza powyższymi trzema drobiazgami serial uważam za całkiem udany. Oczywiście nijak się on ma do tego, jakie obrazy maluje mi w głowie każdorazowa lektura serii (a czytałem całość dobrze ponad dziesięć razy, nie przesadzam – aktualnie jestem w połowie czwartego tomu), ale jako osobna całość broni się moim zdaniem całkiem nieźle. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, jakiego medialnego kopa dostał Sapkowski (oraz CD Projekt) po emisji serialu. Wszyscy na tym wygrywają.

W moim prywatnym rankingu daję netflixowemu “Wiedźminowi” solidne 8/10.

Zapisz się
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
10
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x