Dr Kto, czyli niedokończony serial

Z większością dzieł sztuki kinematograficznej mam tak, że albo mi się podobają od samego początku do samego końca (i wtedy oglądam do końca, choćby dzieło miało 10 sezonów po 24 odcinki), albo odpadam po dwóch, góra trzech odcinkach pierwszego sezonu. Wyjątkowo pięciu. Tak było na przykład z "Westworld", którego obejrzałem może ze 4 odcinki. Tak było też z "Office", który mnie zmęczył po paru pierwszych odcinkach. "Breaking Bad" wytrzymałem aż do połowy trzeciego sezonu. "Prison Break" udało mi się obejrzeć mniej więcej do tego miejsca, kiedy wreszcie uciekają (sorry za spojler dla tych, którzy tam jeszcze nie dotarli), potem robi się mamałyga.

"Doctor Who" natomiast to fenomen, który trzymał mnie w wielkim napięciu przez ponad sześć sezonów. Z racji tego, że nie mam już teraz tyle czasu na oglądanie seriali co kiedyś, oglądałem go raczej z doskoku, niemniej jednak w jakieś dwa miesiące udało mi się obejrzeć pierwszych sześć sezonów i byłem nieodmiennie zachwycony. Fajne pomysły, bardzo dynamiczna fabuła, niezmiennie melancholijno-wesołkowato-supermeńska mentalność głównego bohatera (granego przez trzech różnych aktorów!), sympatyczne postaci poboczne, świetnie zrobieni antybohaterowie, no i ten rozmach - gdzieś tam okazuje się, że Dr Who spowodował eksplozję, która utworzyła nasz Kosmos 😉 Summa summarum - mnóstwo dobrego kina.

Ale w okolicach siódmego sezonu wszystko to zaczęło mi się wydawać jakieś takie... no nie wiem, powtarzalne? Niby ciągle pojawiały się nowe twarze, przygody i z dupy wyjęte miejsca w czasoprzestrzeni, ale... Hm. Przesyt. O, to słowo mi tu pasuje doskonale. Chyba nastąpił przesyt serią, więc odłożyłem oglądanie "Doctor Who" na bliżej nieznaną przyszłość.

Teraz oczywiście mam trochę więcej czasu ze względu na powszechnie znany i wiadomy Wzgląd, ale zamiast wracać do Doktora chyba sobie upoluję coś innego do oglądania. Albo czytania.

Pożyjemy - zobaczymy.

W każdym razie "Doctor Who" dostaje ode mnie solidne 10/10 za pierwszych sześć sezonów oraz marne 4/10 za początek sezonu siódmego.

4 komentarze

  1. Rozumiem, że oglądałeś nowe sezony, nie te z lat 60.? Ja tego serialu nie znam; z jednej strony chciałbym poznać, z drugiej strony nie lubię „zakręconej fantastyki” (od netfliksowej ekranizacji Douglasa Adamsa odbiłem się jak kauczuk od betonu). Ostatnio odpuściłem też sobie „Alternate Carbon” po dwóch i pół odcinka, kończę natomiast powieść-pierwowzór i podoba mi się bardziej. Z seriali oglądam ejdżbiowskie „Oz”, świetna rzecz.

    1. Tak, mówię o nowych sezonach. Nawet nie wiedziałem, że istnieje starsza wersja!

      Adams jest jedyny w swoim rodzaju, nie wierzę, że kiedykolwiek uda się zrobić sensowną ekranizację. Ale film “Autostopem przez galaktykę” (ta wersja, w której na początku delfiny skaczą w kosmos) daje radę, o ile oczywiście potraktujemy go jako interpretację powieści a nie jej wierne odwzorowanie.

      Jeśli zaś chodzi o “Altered Carbon” to czytałem wszystkie książki z serii już dawno – a potem jeszcze raz, w wersji audio, bo są naprawdę, naprawdę genialne. Serial Netflixowy obejrzałem, ale szło mi jak z zatwardzeniem: po malutkim kawałeczku – no i zajęło mi to zdecydowanie za długo. Niby fajne efekty, ale jednak kompletnie nie ten poziom.

      1. A to powiedz jeszcze, proszę, szybciutko jak na spowiedzi o ulubionego księdza proboszcza, czy kolejne tomy AC są lepsze od pierwszego, czy na podobnym poziomie? Bo jak na podobnym, to sobie odpuszczę (tyle innych światów książkowych do zbadania…), ale jeżeli lepsze, to pewnie się skuszę. No i czytałeś jakieś inne książki Morgana?

        1. Drugi tom jest bardziej stacjonarny od pierwszego (większość akcji dzieje się na jednej plaży). Jest kupa fajnych pomysłów, nie ma nudy, ale jednak brak tego “przestrzennego rozmachu” może niektórym przeszkadzać.

          Natomiast trzeci tom jest nudnawy, ale tylko do chwili, kiedy Kovacs odnajduje… A nie, nie chcę Ci popsuć niespodzianki w razie gdybyś jednak chciał przeczytać. W każdym razie od tego miejsca jest po prostu genialnie.

          Gdybym miał poustawiać kolejne części od najlepszej do najgorszej, to na początku byłaby druga połowa trzeciego tomu, potem tom pierwszy, potem drugi a na końcu pierwsza połowa trzeciego.

          Mam nadzieję, że pomogłem…

          Aha, innych książek Morgana nie czytałem. Jeszcze.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.