WhatsApp vs. Signal vs. Telegram

Dwa z trzech wymienionych w tytule komunikatorów są bardzo popularne. Jeden – nie za bardzo. Są też inne, popularniejsze (Messenger, Skype, WeChat, Viber i parę innych), ale ja dziś wziąłem na tapet te komunikatory, których sam używam.

WhatsApp-a znam od lat. Kiedyś miał niezależnego właściciela, potem stał się własnością Marka Cukrogórskiego (to ten z breloczkiem w kształcie niebieskiego F). Za Facebookiem wprawdzie nie przepadam, ale akurat WhatsApp to bardzo dobry kawałek oprogramowania. I póki co (o ile można wierzyć temu, co mówią) faktycznie szyfruje end-to-end wszystko, co przepływa między użytkownikami. Facebook ma dostęp wyłącznie do numerów telefonów oraz czasów (i kierunku przepływu) informacji, bez możliwości zaglądania w treść.

To znaczy tyle mówi teoria, w praktyce niektórzy podobno zgłaszali, że Facebook podrzucał im sprofilowane reklamy w chwilę po tym, jak rozmawiali na jakiś konkretny temat na WhatsApp – ale ile w tym prawdy, nie wiem. W każdym razie komunikator jest potężny i dobrze przemyślany, a także całkiem wygodny. Da się w nim przeprowadzać połączenia głosowe, video, czaty grupowe, można przesyłać obrazki i dokumenty (ale tylko PDF albo z Office). Oprócz tego można zostawiać wiadomości głosowe, dzielić się swoją lokalizacją (i to nawet na bieżąco – od piętnastu minut do ośmiu godzin), wysyłać wizytówki, odpowiadać na konkretne wiadomości (wątkowanie) i tak dalej. Jest dedykowany klient pod Windows (i być może pod inne OS-y też). Można też w przeglądawce wuwuwu. No full wypas.

Jeśli chodzi o wady Łacapa to znalazłem ich kilka, na szczęście całkiem niegroźnych: (1) nie da się przesłać dalej wiadomości do więcej niż pięciu osób (to ponoć zabezpieczenie przed terroryzmem, choć dalibóg nie ma to dla mnie sensu, bo terroryzmu od tego nie ubyło), (2) nie da się mieć WhatsApp-a bez smartfona – wprawdzie jest wersja na komputery (osobna aplikacja lub w przeglądarce), ale i tak “szefem” jest aplikacja zainstalowana na smartfonie, a identyfikacja użytkownika odbywa się na podstawie numeru telefonu. (3) wersja aplikacji na PC nie ma możliwości zminimalizowania do tacki systemowej (to te ikonki koło zegarka) i trzeba kombinować dookoła (jest osobna aplikacja WhatsAppTray, działa bardzo dobrze, ale jednak trzeba instalować osobną aplikację). (4) pomimo tego, że WhatsApp “siedzi” na karcie SIM / numerze telefonu, nie da się go używać jako domyślnej aplikacji do wysyłania / odbierania SMS-ów. (5) usunięcie wiadomości z konwersacji pozostawia ślad w postaci informacji, że wiadomość została usunięta. I tego śladu nie da się już wykasować (chyba że skasujemy całą historię rozmowy z danym kontaktem). (6) Można mieć tylko jedną aktywną instancję aplikacji poza telefonem – na przykład w przeglądarce albo w aplikacji na PC. Przełączanie między jednym komputerem a drugim wymaga “powiedzenia” WhatsApp-owi, że się przesiadamy. (7) Od czasu do czasu zdarzają się spore opóźnienia w dostarczaniu wiadomości. Pół biedy jeżeli wysłaliśmy komuś śmieszny filmik, gorzej jeżeli potrzebujemy czegoś pilnie-tu-i-teraz.

Jak już jednak nadmieniłem powyższe “wady” są mało bolesne (może oprócz ostatniej, ale na szczęście zdarza się to raczej sporadycznie) i nie przeszkadzają aż tak bardzo. Mnie osobiście najbardziej wkurza ten limit na forwardowanie wiadomości – czemu akurat pięć?

Największą zaletą WhatsApp-a jest to, że praktycznie wszyscy go mają. Jeżeli zależy nam na szerokim dostępie, tędy najszybciej. Mamy grupę do szkoły, do pracy, do różnych projektów prywatnych i publicznych i tak dalej.

Signal jest młodszym bratem Whatsapp-a. Wprawdzie przyrodnim (inny tata), ale jednak bratem. Dzielą wspólne DNA, czyli protokół komunikacyjny, który nawiasem mówiąc jest obecnie najbezpieczniejszym znanym sposobem wymiany informacji na świecie. Jednak twórcy Signal-a poszli o krok dalej i “opancerzyli” aplikację tak, że włamać się po prostu nie da. Ponadto Signal jest całkowicie Open-Source, każdy może sobie zajrzeć do środka i – dysponując odpowiednią wiedzą i czasem – sprawdzić, że nie ma tam żadnych przekrętów.

Jeżeli jesteś totalnym freakiem w zakresie bezpieczeństwa komunikacji, powinieneś wybrać Signal. Jest dużo mniej popularny od dwóch pozostałych (o trzy rzędy wielkości!), jednak w dalszym ciągu bardzo wygodny, wszechstronny i bezpieczny. Mam znajomego, który od czasu do czasu jeździ (turystycznie! – a przynajmniej tak twierdzi…) do krajów objętych srogim reżimem i używa Signal-a po to, żeby nikt mu się nie dostał do środka nawet jeżeli mu się włamią do telefonu. Rozmowy naprawdę tajne prowadzi używając signalowego “znikopisu”, opcji, dzięki której wiadomości bezpowrotnie znikają z komunikatora po zadanym czasie. Jeżeli jakiś kraj przegłosuje ustawę nakazującą ujawnianie szyfrowanych transmisji, Signal wyłączy możliwość używania komunikatora w tym kraju (ostatnio przebąkują podobno coś o USA).

Signal – poza małą popularnością – ma w zasadzie tylko dwie wady: (1) nie ma tu animowanej kupy, którą można komuś wysłać w reakcji na słaby żart z długą brodą. W ogóle nic się tu nie animuje. Jeżeli absolutnie potrzebujesz skaczącego banana w okularach, żeby przekazać rozmówcy, że podoba ci się jego filmik o tym, że ktoś się sfajdał na rzadko do basenu, to nie tędy droga. (2) wiadomości grupowe są tu zrobione dość surowo i niewygodnie. Nie ma wyszukiwarki wiadomości. Jakieś takie… toporne to.

Signal ma też jedną sympatyczną opcję, której brakuje pozostałym: na liście kontaktów mamy pozycję “Note to yourself”, gdzie możemy wysyłać samemu sobie rozmaite notatki, linki, obrazki, cokolwiek. Przydaje się.

Telegram natomiast to zupełnie inna liga. Twórcy Telegrama postawili na skalowalność i szybkość, bezpieczeństwo implementując niejako “przy okazji”. Nie znaczy to bynajmniej, że Telegram jest dziurawy, ale na przykład domyślny tryb wysyłania wiadomości jest bez szyfrowania – jeżeli zależy nam na tym, żeby nikt nas nie podglądał, uruchamiamy osobny czat szyfrowany. Jest też znany z Signala czasowy “znikopis”.

Telegram błyszczy interfejsem użytkownika – widać, że włożono tu naprawdę dużo pracy. Jest, co tu dużo mówić, przyjemny w użyciu. Bardzo dobrze przemyślany, wszystko jest na swoim miejscu i od pierwszego użycia jest jakoś tak swojsko.

Największą dla mnie zaletą Telegrama jest szybkość. Drugą – chociaż pewnie nigdy z niej nie skorzystam – skalowalność. Maksymalnie dwieście tysięcy użytkowników w jednej grupie. W przypadku WhatsApp-a limit ten wynosi 256 użytkowników. Z kolei Signal – teoretycznie – nie ma takiego limitu, jednak ponieważ nie ma tam centralnego serwera (wszystko gania między końcowymi użytkownikami), w przypadku większych grup zaczynają się pokazywać opóźnienia (bo aplikacja musi przechowywać strukturę czatu na lokalnym urządzeniu oraz synchronizować się na bieżąco z innymi bez utraty prywatności – jest to zadanie wbrew pozorom niebanalne). Telegram natomiast zapierdziela jak mały Messerschmitt niezależnie od tego czy w grupie jest pięć osób czy pięć tysięcy. Aha, no i są jeszcze limity na wielkość wysyłanych plików. WhatsApp dopuszcza 16 MB na plik (i mocno ogranicza typy plików), Signal natomiast ma różne limity w zależności od rodzaju pliku – wszystkie jednak mieszczą się w okolicach dziesiątek lub setek megabajtów na plik. A Telegram? Półtora gigabajta 😉 Wystarczy do przesłania większości klamotów. W dodatku jako jedyny z tej trójcy Telegram nie narzuca ograniczeń na typy przesyłanych plików. Aha, no i do Telegrama nie potrzebujemy smartfona, wystarczy zwykły telefon żeby odebrać SMS z kodem. Nota bene Signala też się da używać bez smartfona, ale trzeba się najpierw nieźle nakombinować.

W jaki sposób twórcom Telegrama udało się osiągnąć taką skalowalność?

Po pierwsze wyłączając domyślnie szyfrowanie wiadomości (co jest powszechnie postrzegane jako jedna z największych wad tej platformy – WhatsApp oraz Signal szyfrują wszystko jak leci a Telegram – tylko na żądanie), a po drugie stosując rozległą sieć rozproszonych po całym świecie serwerów rozkładających obciążenie między sobą.

Jeżeli chodzi o wygodę użytkowania dla przeciętnego Kowalskiego (to ja!), Telegram zdecydowanie wygrywa.

Wady?

Są, a jakże. Poza wspomnianym już brakiem domyślnego szyfrowania największą moim zdaniem wadą jest brak połączeń wideo. Można zostawiać wiadomości wideo, ale “zadzwonić” można wyłącznie głosowo.

Druga wada (mniejsza, ale zawsze) to nieco myląca obecność dwóch osobnych aplikacji Telegrama w sklepie Play. Jedna nazywa się “Telegram” a druga “Telegram X”. Wersja z iksem jest o pięć lat młodsza od oryginału i to ją trzeba zainstalować, żeby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji aplikacji. Co gorsza, połączenia głosowe są możliwe wyłącznie między użytkownikami tej samej wersji aplikacji, więc nie da się zadzwonić z Telegrama do Telegrama X.

Jeszcze jedna sprawa; coś, co odstręcza wiele osób od używania Telegrama: jest on własnością prywatną jednego człowieka, a także ma zamknięte źródło – nie da się więc sprawdzić co tak naprawdę dzieje się z naszymi wiadomościami zanim trafią z miasta A do miasta B. Co prawda nikomu jeszcze nie udało się udowodnić, że “w tle” Telegrama odbywają się jakieś przekręty, ale wiadomo jak to jest z aplikacjami o zamkniętym kodzie. Zaufanie swoją drogą a ludzkie błędy – swoją. Różnie może być.

Podsumowanie.

Każda z wyżej wymienionych platform ma swoje wady i zalety (niektóre wymieniłem powyżej). Sam używam wszystkich trzech: WhatsApp-a ze względu na popularność, Signal-a do obsługi SMS-ów na smartfonie (jest o wiele wygodniejszy od aplikacji systemowej), a Telegrama do rozsyłania (i odbierania) śmiechostek, które potem (raz w miesiącu) trafiają tu, na blog.

Whatsappa używa w tej chwili około 600 milionów ludzi. Signala – 410 tysięcy. Telegrama – około 360 milionów.

Gdybym miał wytypować zwycięzcę… Nie zrobiłbym tego, bo wszystko zależy od kryteriów i priorytetów. Ideałem według mnie byłaby aplikacja z zabezpieczeniami Signala oraz wydajnością, funkcjami i wyglądem Telegrama (plus połączenia wideo). Czy kiedykolwiek taka powstanie – zobaczymy.

Jakich komunikatorów używasz?

Liczba słów w tym wpisie: 1,781

Sprawdź też

Na poważnie po raz czwarty: gramy!

Serious Sam to seria, którą cenię od samego początku. Mam wszystkie części i grywam z …

The Ghost Brigades

Pisząc ponad trzy lata temu recenzję “Wojny starego człowieka” nie spodziewałem się dalszego ciągu. Tymczasem …

Zapisz się
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
7
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x