Krótka, bałaganiarska recenzja zbiorcza

Zaliczyłem niedawno kilka dzieł sztuki kinematograficzno – pisarskiej. Dziś prezentuję ich krótkie recenzje:

„Modyfikowany węgiel” / „Altered Carbon”

Książka autorstwa Richarda Morgana, rozpoczynająca trzytomową serię SF o przygodach słowiańsko – japońskiego bohatera o japońsko – słowiańskim nazwisku Takeshi Kovacs (czytamy: „Takeszi Kowacz”, przy czym w „Takeszi” akcent pada na pierwszą sylabę). Pierwszy tom odsłuchałem po polsku (z Audioteki), drugi – w oryginale (z Amazona), a na trzecim (też po angielsku) ugrzęzłem („ugrzązłem”?) w mniej więcej jednej trzeciej.

Pierwszy tom jest genialny. Powiew świeżości jeśli chodzi o wizerunek przyszłego społeczeństwa, tajemnicza technologia umożliwiająca transmisję ludzkiej jaźni na międzygwiezdne odległości z nadświetlnymi prędkościami, najemni żołnierze, wirtualne światy, spisek, zagadka morderstwa do rozwikłania, a w centrum – klasyczny super-hero, czyli Takeshi, ostatni żyjący członek legendarnego Legionu Emisariuszy, wrzucony w sam środek wiru wydarzeń. Bardzo, bardzo dobry kawałek literatury. Prywatnie oceniam na 9.5 / 10.

Akcja tomu drugiego („Upadłe Anioły”) dzieje się trzydzieści lat później, w całkiem innym kawałku Kosmosu. Tym razem Takeshi zostaje wynajęty w celu przejęcia tajemniczego marsjańskiego artefaktu na planecie objętej pożogą wojny. Akcja toczy się wartko. Trochę brakuje mi rozmachu przestrzennego (większość ważnych scen ma miejsce na skażonej radioaktywnie plaży, na której odkryto bramę – teleport), jednak całości odsłuchałem z przyjemnością. Lektor robi doskonałą robotę, nie popada w manieryzm, ale też świetnie udaje głosy poszczególnych postaci. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena, w której jeden z bohaterów trafia w łapy zrobotyzowanego mistrza tortur, który najpierw szczegółowo mapuje układ nerwowy skazanego, a następnie przez cały dzień znęca się nad nim w sposób gwarantujący maksimum bólu, przy jednoczesnym dbaniu o to, żeby delikwent nie zszedł za wcześnie. Większość „klientów” tego salonu odnowy biologicznej ma gardło zdarte od zwierzęcego wrzasku po mniej więcej trzech sekundach od rozpoczęcia imprezki. Polecam – mocne 8/10.

Trzeci tom natomiast („Zbudzona Furia”)… No nie wiem. Może to przesyt serią, a może jest po prostu słabszy? Kovacs tym razem próbuje wyrwać się ze swej rodzimej planety wchodzi jednak niechcący w zatarg z lokalną Yakuzą, co skutkuje serią niespodziewanych acz bardzo brutalnych wydarzeń. Końcem końców udaje mu się „złapać stopa” na kosmiczną skalę – i tu mi się opowieść urywa, bo jakoś mnie nie wciągnęło na tyle, żeby kontynuować. Może jeszcze do tego trzeciego tomu wrócę, na razie kurzy się jednak na wirtualnej półce. Bez oceny.

Dopisane 4 maja 2018: trzeci tom jest kiepski mniej więcej do miejsca, w którym Takeshi odnajduje Virginię Vidaurę. Potem zaczyna się doskonała akcja, zwracam honor Autorowi i polecam trzeci tom, jest prawie tak dobry, jak pierwszy.


„Altered Carbon”

Tym razem serial nakręcony przez Netflix, na podstawie wyżej opisywanej powieści. Dużo moim zdaniem słabszy od książki, chociaż oczywiście są gusta i langusta. Jest sporo rozbieżności między filmem a książką, na przykład scena, w której Takeshi trafia do wirtualnej sali tortur, jest w książce opisana o wiele bardziej przerażająco. Wytrzymałem bodajże z sześć albo siedem epizodów pierwszego sezonu, a potem sobie odpuściłem. Prywatnie daję serialowi 7/10, z tendencją zniżkową.


„Ostatni kontynent”

Klasyk pratchettowej komedii, w moim prywatnym rankingu zdecydowanie w pierwszej piątce książek ze Świata Dysku. W poprzednim tomie („Ciekawe Czasy”) Rincewind trafia, wskutek nieszczęśliwego wypadku magicznego, na Czteriksy, kontynent tajemniczy i owiany legendą. Czytelnikowi będzie się wprawdzie mogło wydawać, że chodzi o Australię, ale zapewniam, że wszelkie podobieństwa kontynentów opisanych w książce do tych istniejących naprawdę są wyłącznie przypadkowe.

W czasie, kiedy Rincewind przóbuje przeżyć na Czteriksach, magowie NU próbują odszukać jednego ze swoich kolegów po fachu, mistrza nauk geograficznych, ale wskutek pechowego zbiegu okoliczności trafiają na Monowyspę, tajemnicze miejsce odległe od reszty znanego magom świata nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie. Spotykają tam Boga Ewolucji, któremu podsuwają kilka całkiem interesujących i nowatorskich idei (na przykład dwupłciowość oraz nieuchronnie powiązany z nią seks), w międzyczasie próbując wykombinować jakąś drogę powrotną do domu.

Lektura „Ostatniego kontynentu” jest czystą przyjemnością, o ile oczywiście ktoś lubi ten rodzaj poczucia humoru. Książkę czytałem przedtem już chyba ze trzy razy i jestem przekonany, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Mocne 10/10, z tendencją zwyżkową.


„Orzeł Biały 2”

Marcin Przybyłek w świetnej formie! Druga część przygód batalionu „Orzeł Biały”. Niezwykle sprawnie namalowana wizja post-apokaliptycznego świata, w którym Polska jest ostatnim bastionem ludzkości, otoczonym zewsząd przez hordy nieustannie napierających na nasze granice Zielonych.

Akcja części pierwszej toczyła się głównie po stronie niemieckiej. W części drugiej überwunder Szmit, zmartwychwstawszy w laboratoriach Twierdzy, próbuje powrócić do Niemiec, jednak Polakom udaje się go wyprowadzić w pole i zamiast na zachód, wywożą go helikopterem za wschodnią granicę, gdzie wchodzi w konszachty z… A, nie, za dużo bym opowiedział. Nie będę przecież streszczał całej książki. W każdym razie drugi tom jest od tomu pierwszego jeszcze bardziej kolorowy i pełen akcji. Batalion Orzeł Biały dostaje kilka nowych pojazdów, a także mnóstwo świeżej krwi. W tle – perypetie rodzinne niektórych wojów, miłości i nienawiści, a także czuwający nad tym wszystkim, pozornie łagodny jak baranek, a w rzeczywistości drapieżny i niebezpieczny niczym orzeł, król Justyn Łyżwa, który – opłakawszy już śmierć królowej Madzi – obiecuje orkom srogą zemstę, a Polsce – świetlaną przyszłość.

Uwaga numer 1: książka nie za bardzo nadaje się do czytania dzieciom, ponieważ pełno jest tu erdolenia, urew i ujów. Jeżeli więc, Czytelniku, nie przepadasz za tą stroną polszczyzny, raczej nie będziesz lekturą zachwycony.

Uwaga numer 2:Lektura tej książki to tak naprawdę jakby czytać równocześnie dwie kompletnie różne opowieści, należące do nie do końca tych samych gatunków. Wydarzenia opisywane z perspektywy ludzi to gędźba (w miarę) poważna, pełna patriotyzmu, wiarygodnych postaci, głębokich retrospekcji, przyjaźni i antypatii, życia i śmierci. Scena, z której dowiadujemy się w jaki sposób Sergiusz Orłowski stał się dowódcą swojego batalionu jest tak przejmująco smutna, że przy jej lekturze miałem w gardle wielką, nie dającą się nijak przełknąć gulę, a i oczy mi się trochę spociły. Z kolei wątki Zielonych (czyli głównie Szmit, ale nie tylko) to parodia wszystkiego, co tylko się da sparodiować. Po tej stronie barykady jest naprawdę śmiesznie. Bobry nadziewane jeżami to potrawa „dość ostra, ale za to przyjemnie chrupiąca”. W instrumenty dęte, nie nadające się do gry zniekształconymi mutacją ustami orków, potwory dmuchają d… drugą końcówką przewodu pokarmowego. I tak dalej. Dwa w jednym!

Moja prywatna ocena: 10/10.


„One Minute Time Machine”

Sześciominutowa miniaturka filmowa, genialny pomysł i jeszcze lepsza realizacja. Facet wyposażony w urządzenie umożliwiające cofnięcie się w czasie o jedną minutę, próbuje poderwać siedzącą na ławce kobitkę. Całkiem jak w „Dniu świstaka”, każda próba zbliża go do upragnionego celu, aż wreszcie… A, zobaczcie sami:


„The Cake Server”

Jeszcze krótsza (dwie i pół minuty) miniaturka filmowa pokazująca, w jaki sposób można ułatwić sobie serwowanie deserów po obiedzie. Zrobiona przez gościa, który prawdopodobnie w dzieciństwie grał dużo w „The Incredible Machine”, a teraz wdraża idee z tej gry w świecie rzeczywistym. Szacun!

https://www.youtube.com/watch?v=auIlGqEyTm8


3
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
xpilbagienny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
bagienny
Gość

IMO modyfikowany węgiel został zajebiście zekranizowany, to że odeszli ciut od książki to tylko plus (btw. byłem w kinie na Sin City – tam ludzie odwracali się od ekranu – a tu by wyłączyli film – są pewne granice, serio serio). IMO jak na razie jest to obok nowego ST najlepszy serial sf zrobiony przez netflixa.

%d bloggers like this: